Straciłem resztę wątpliwości co do obecnych władz PZPN. Wybór Listkiewicza niósł odnowę dla naszego futbolu, nowy język, nowe zwyczaje. Potem powołano Jerzego Engela na selekcjonera kadry narodowej, chociaż zdecydowana większość kibiców (ja również) uważała to za poroniony pomysł. Eliminacje do MŚ 2002 były wspaniałym "rozczarowaniem". Sam fakt awansu do finałów MŚ po16-stu latach nieobecności, był ogromnym sukcesem. Może gdyby reprezentacja przegrała ostatni mecz z USA Engel by pozostał bo wszyscy uznaliby, że od awansu na mundial do odniesienia sukcesu droga daleka. Skoro jednak wystarczyło poprzestawiać i pozamieniać, to co za problem. Przecież na piłce zna się większość Polaków, więc i Boniek. Chciał pobyć trenerem i został nim. Stawką satysfakcji Zibiego, było zaprzepaszczenie ogromnej szansy na pierwszy w historii awans do finałów ME. Dzięki łatwej grupie taki awanswywalczyła Łotwa.Listkiewicz mógł i powinien powiedzieć Bońkowi - nie, ale tego nie zrobił. Przecież znana była dotychczasowa kariera Zbigniewa Bońka jeszcze we Włoszech, zdaje się, że zdołował jedną, czy dwie drużyny do niższej klasy rozgrywkowej. Ktoś, kto był świetnym piłkarzem nie musi być dobrym trenerem i na odwrót, o tym też chyba Listkiewicz wiedział, więc głupia decyzja z końca roku 2002 obciąża głównie jego - przegrane eliminacje też.Poza tym jednym wybrykiem dotychczasowa polityka PZPN napawała optymizmem. Po pierwsze oczyszczono atmosferę wokół futbolu, Listkiewicz przyciągał do futbolu, a nie odpychał jak jego poprzednik. Wprowadzono z małymi poślizgami licencje, dzięki czemu najbogatszy klub w Polsce przestał co roku tracić miliony EURO za transmisje ze spotkań pucharowych, bo prezesowi żal było kilkuset tysięcy na oświetlenie i podgrzewaną murawę. Stan stadionówtechniczny stadionów po raz pierwszy od lat 70-tych uległ poprawie. Potem rozpoczęła się reforma ligi. Pierwszy próbny sezon z rozbiciem na grupy, był pierwszym od dawna bez niedzieli cudów, całej masy spotkań o pietruszkę, połowy ligi nie walczącej od połowy rundy wiosennej o jakikolwiek cel.Liga podzielona na dwie grupy po osiem drużyn, a później na grupęmistrzowską i spadkową była niezłym rozwiązaniem, ale miała jedną wadę. Niektóre drużyny nie spotkały się ani razu. Choć z drugiej strony niektóre z czołówki spotykały się np. czterokrotnie co z pewnością dodawało atrakcyjności polskiej lidze. Kierując się wnioskami z sezonu 2001/2002 PZPN przedstawił po szerokich konsultacjach projekt 12-sto drużynowej ekstraklasy i rozgrywek składających się z dwóch etapów. Najpierw dwie rundy normalnym systemem, potem podział na grupę mistrzowską i spadkową po 6 drużyn. Spadałyby dwie drużyny, dwie następne grałyby w barażach. Rozwiązanie ekstra. Łączyło zalety systemu 16 - 8/8, nie mając jednocześnie jego wad. Każda drużyna zagrałaby z pozostałymi11-stoma przynajmniej dwa razy, a z 5 cztery razy. Na zebraniu PZPN pojawiał się jeszcze projekt bardziej umiarkowany, prowizoryczny, lub przejściowy 14 drużyn + grupowy Puchar Polski. Boniek rozegrał spotkanie po mistrzowsku. Wśród głosujących najwięcej było zwolenników rozwiązania z 12-stoma drużynami, ale nie stanowili oni absolutnej większości. Pozostali dzielili się na całkowitych przeciwników reformy ("ja mam węgiel, a ty dziury na dupie") i zwolenników wariantu pośredniego. Boniek zaproponował wspólnegłosowanie trzech projektów i tym sposobem wygrała koncepcja 12-stu drużyn.Niestety parę miesięcy później sprawę odkręcono i w poprzednim sezonie mieliśmy system przejściowy -beznadziejny, łączący wady wszystkich rozwiązań, nie posiadający zalet żadnego z nich. Zaczęły się zbliżać wybory w związku i cała reforma została podeptana. Listkiewicz nagle stał się zwolennikiem poszerzania ekstraklasy, kombinował nawet jak zrobić to w trakcie rozpoczętego już sezonu. Na szczęście skończyło się na zamiarach, ale od przyszłego sezonu znowu będzie jak dawniej. Po obecnym sezonie spadnie 1 drużyna, awansują 3. Nie będzie baraży, bo to za duży stres. Pewno lepiej jak w połowie sezonu wiadomo kto spadnie, bo pozostali mogą pohandlować meczami z czołówką tabeli, a tak trzeba walczyć do samego końca.Znowu będzie 16 drużyn w lidze, a więc dwa trzy klasyki w ciągu rundy, i codzienna gówniana rzeczywistość z w stylu Polkowice kontra Pierdziszew z 500 kibicami na stadionie. Tym bardziej, że wraz z powiększeniem ekstraklasy nie nastąpi zmniejszenie II-ej ligi, a więc jeszcze więcej amatorszczyzny w naszej i tak tylko z nazwy zawodowej piłce.Nie byłem zwolennikiem piłkarskiego lepperyzmu ś.p. ministra Dębskiego, którego wspierał Jan Tomaszewski. Michał Listkiewicz wydawał się racjonalnym człowiekiem o pewnych zasadach, niepoddający się populizmowi i nie szukający taniego poklasku. Niestety myliłem się, dla ponownego wyboru znowu stał się małym aparatczykiem PZPN-u.