Co takiego jest w Polsce, że Serbowie tak chętnie przyjeżdżają tutaj grać w piłkę?Mirko Poledica: Polska piłka cały czas idzie w górę. Zarówno pod względem sportowym, jak i organizacyjnym. Veselin wie to najlepiej. Może po wynikach międzynarodowych tego nie widać, ale tak jest z całą pewnością.Skoro było tak fajnie, to dlaczego w Lechu zagrał Pan ledwie 14 spotkań, a przygoda z polską piłką trwała tylko pół roku?To nie zależało ode mnie. Byłem wypożyczony na pół roku, a Lech nie miał pieniędzy, by mnie wykupić.Po tym okresie po raz pierwszy zgłosiła się Legia...Przyjechałem do Warszawy, mogłem się zdecydować, ale to też była inna Legia niż teraz. Nie będę udawał - inna pod względem finansowym.I poszedł Pan do Sparty Praga. To w tej chwili klub o znacznie większej renomie.Nie wiem, czy to nie największy klub w tej części Europy. Czesi zaoferowali spore i pewne pieniądze - zarówno dla mnie, jak i dla Vojvodiny, która chciała mnie sprzedać. Fakt, nie zagrałem za dużo spotkań. Podstawowi zawodnicy w ciągu roku mogli tam wystąpić ok. 50 razy. Ja wystąpiłem w 22 meczach w różnych rozgrywkach. Dokładnie nie wiem, w ilu z nich od pierwszej minuty. 18, może 19? Liczy się jednak to, że mogłem uczestniczyć w Lidze Mistrzów. Zagrałem jeden mecz w eliminacjach i później w fazie pucharowej z Milanem. Nie udało się awansować. W Pradze było 0:0, na wyjeździe 1:4. Ten drugi z moim udziałem. Polskie zespoły nadal na to czekają.Nie ma co się oszukiwać - Sparta jest lepsza od Legii.Jeżeli się nie mylę, to Sparta od dziesięciu lat bierze udział w Lidze Mistrzów, a to już jakiś wyznacznik. W tym klubie grali tacy piłkarze jak Tomas Rosicky, Tomas Repka, Pavel Nedved. To wielkie nazwiska w skali całej Europy. Ale Legia to największy polski klub bez względu na fakt, że ostatnio mistrzostwo zdobywa Wisła. Skoro w Sparcie nie miałem szans rozwoju, to postanowiłem spróbować tutaj.Teraz w kadrze pierwszego zespołu Legii jest tak wielu zawodników jak jeszcze nigdy. Dla nas to nowa sytuacja. A jak było w Sparcie?Było nas jeszcze więcej. Nie obrażając nikogo, w Legii mamy kilku młodych graczy, którzy raczej nie wystąpią w podstawowej jedenastce. Tam spośród ponad 20 piłkarzy każdy mógł wybiec na boisko w każdej chwili. W Sparcie wszyscy mieli wiele doświadczeń. Byłem tam jednym z młodszych.A treningi w Legii? Jak się podobają?W Sparcie pracowałem zupełnie inaczej. Więcej było zajęć z taktyki. Ale wiem, że teraz jesteśmy dopiero na początku okresu przygotowawczego. I wiem, że Legia w ostatnich latach jest bardzo dobrze przygotowana fizycznie. Po tym, co ostatnio przeszedłem, wcale temu się nie dziwię. To wszystko jest robione z głową.Mistrzostwa Europy pokazały, że obowiązującym systemem gry jest układ z czwórką obrońców. W Legii to wygląda inaczej. Z tyłu gra trójka. Chętnych do miejsc w składzie ponad drugie tyle. Z całej grupy pewne miejsce ma tylko Jacek Zieliński.Przez ostatnie trzy lata faktycznie grałem w systemie 4-4-2. Czuję się więc trochę nieswojo. Zresztą ja wcale nie muszę być lewym obrońcą, jak to się powszechnie uważa. W Sparcie na początku byłem obrońcą, a potem często ustawiano mnie na lewej pomocy. To nawet bardziej mi odpowiada. Zresztą w Lechu też bywałem tak ustawiany. A tak w ogóle przyzwyczajono mnie do gry wzdłuż bocznej linii. Innego ustawienia muszę się nauczyć.Legia przez ostatnich kilka lat była w dużej części serbskim klubem. Waszych rodaków przewinęło się więcej niż kilku. Ograniczmy się do tych najważniejszych. Zna Pan takich piłkarzy jak Stanko Svitlica i Aleksandar Vuković?Znam i jednego, i drugiego. Jesteśmy niemal przyjaciółmi.Obaj deklarowali, że nie poszliby grać do żadnego innego polskiego klubu. Tymczasem ostatnio Vuković negocjował z Wisłą Kraków. Takie historie się zdarzają. Jak w przypadku chociażby Luisa Figo, który grał w Barcelonie i przeszedł do Realu. To nigdy się nie spodoba kibicom, kiedy przechodzi się do największego rywala. Ale deklaracje są chyba niepotrzebne. Potem trudno się odnaleźć na "spalonym" terenie.Rozumiem, że chodzi głównie o Vukovicia. Nie ma potrzeby tego komentować. To jego wybór, jego życie. Nie musiał tego mówić. Ale pewnie tak czuł, gdy to mówił. Potem widocznie coś się zmieniło. Zdobył w Warszawie wielką popularność, chyba nigdzie gracze z zagranicy nie byli w Polsce tak popularni jak Svitlica i Vuković w Warszawie. A w Wiśle tak dobrze mieć nie mógł. Tam mają w środku pola Szymkowiaka, Cantoro i innych graczy o ugruntowanych pozycjach. Ciężko byłoby od nowa walczyć o taką renomę.W Warszawie co najmniej w równym stopniu zasłużył się trener Dragomir Okuka. Czy on także jest Wam znany?Veselin w 1995 roku przyszedł do zespołu, z którego akurat Okuka odchodził. Od piłkarzy dowiedziałem się, że to człowiek, który bardzo dużo wymaga. Mnie Drago cztery lata temu ściągnął do Vojvodiny i przez osiem miesięcy pracowałem pod jego kierunkiem. Każdy piłkarz ma swój styl i każdy trener także. Z Veselinem mamy tę przewagę nad Polakami, że oglądaliśmy Okukę jeszcze jako piłkarza. Był znany z tego, że biega, walczy do ostatnich sił. I z tej strony dał się poznać jako trener.Z Legią zdobył mistrzostwo Polski i tego mu nikt nie zabierze. Od tej pory jakoś nikt go nie chce zatrudnić.To jednak nie tak, że nikt nie chce. Miał kilka propozycji, ale powiedział, że w ogólnie pojętej Jugosławii nie zamierza pracować. Chyba że w jednym z dwóch największych klubów. Tuż po rezygnacji Lothara Matthaeusa z funkcji trenera Partizana Belgrad był jednym z najpoważniejszych kandydatów, ale Partizan sprzedał wtedy bodaj pięciu najlepszych zawodników i on w takim układzie nie chciał funkcjonować. U nas piłka nożna jest zepsuta i może to dlatego. Nie tylko chodzi o kiepskie pieniądze, chociaż oczywiście również to jest ważne.Pan także nie chce pracować w Serbii i Czarnogórze. Rozumiem więc, że zapuszcza Pan korzenie tutaj.Przyjadą do mnie żona i córka. Mam z Legią trzy lata kontraktu. Oczywiście, gdyby dobrze mi tutaj się powiodło i jakiś dobry klub złożył mi propozycję, to czemu nie miałbym spróbować czegoś innego? Mam 25 lat. Jeszcze sporo przede mną.Okuka, Vuković i Svitlica byli w Polsce długo. Veselin bodaj najdłużej. Wszyscy Pańscy rodacy jednak po mniej więcej pół roku już mówili lepiej lub gorzej po polsku. A Pana tłumaczem ciągle jest Veselin Djoković.Już będąc w Lechu, sporo rozumiałem. Tylko wcześniej wyjechałem do Czech, tam też trochę poznałem tamtejszy język - podobny do waszego - i po ponownym przyjeździe do Polski to wszystko już nieco mi się miesza. Boję się mówić [chyba pani zakochana - powiedział Poledica, gdy po zamówieniu kawy przez serbskich legionistów dostali jeszcze omlety, których nie zamawiali - red.].Czyli trzeba uważać?Bez komentarza.Rozmawiał Maciej Weber