Legionisci.com
LEGIONISCI.COM
Wywiad

Brakowało Saganowskiego

środa, 14 lipca 2004 09:47
Piotr Włodarczykźródło: Życie Warszawy

Przed meczem z USA mówił Pan, że trener Paweł Janas dokooptuje do kadry przed rozpoczęciem eliminacji do mistrzostw świata trzech nowych zawodników. Zremisowaliście 1:1, a Pan strzelił Amerykanom gola. Czy będzie Pan jednym z trzech wybrańców?Piotr Włodarczyk: Nie wiem, czy jednym meczem można przekonać do siebie selekcjonera. Przed eliminacjami do mistrzostw świata jest jeszcze mecz towarzyski z Danią. Trener Janas ma trzon drużyny i z pewnością nie będzie łatwo się przebić. Będę jednak robił wszystko, by otrzymać powołanie. Wszyscy uważają, że dobry wynik w meczu przeciwko Stanom Zjednoczonym został osiągnięty, podobnie jak na mistrzostwach świata w Korei, dzięki piłkarzom Legii.Najlepsze recenzje zebrał Pan, Artur Boruc i Tomasz Jarzębowski...- Przed meczem obawialiśmy się, że dostaniemy ostro w skórę, ale okazało się, że warto stawiać na legionistów. Na remis zapracowała jednak cała drużyna. Przecież nie gra trzech zawodników, tylko cały zespół. Wszyscy dzielnie walczyli i możemy być zadowoleni z wyjazdu do Ameryki.Polska kadra B okazała się bardzo mocna...- Nie popadajmy w zachwyt. Jeden mecz jeszcze o niczym nie świadczy.Brakowało Panu w ataku Marka Saganowskiego?- Tak, żałuję, że trener Janas go nie powołał. Z Markiem doskonale rozumiemy się na boisku i poza nim. U jego boku najlepiej czuję się w ataku.Plotki głoszą, że wyjedzie Pan z Warszawy i Saganowski zostanie w Legii sam. Ile w tym prawdy?- Bardzo mało. Na razie zdecydowanie bliżej mi do Legii niż na Zachód.Skąd, po wyczerpującym obozie z Legią, znalazł Pan siłę na strzelenie gola Amerykanom?- Sam nie wiem. Czułem w kościach zgrupowanie w Białej Podlaskiej, lot do Stanów i zmianę strefy czasowej. Czułem się zmęczony. Na dodatek w Chicago było tak duszno, że już chwilę po wyjściu z szatni na rozgrzewkę nie mogłem złapać tchu. Teraz ledwie przyleciałem ze Stanów Zjednoczonych, a muszę lecieć do Monachium i dalej do Bad Reichenhal na obóz Legii. W domu byłem o godz. 11, a o 14.30 znów stawiłem się na Okęciu. Nawet nie zdążyłem się nacieszyć synem i małżonką. Nie ma jednak co narzekać. Większość sportowców wciąż siedzi na walizkach.W meczu z USA nie dostawał Pan wielu podań od pomocników. Dlaczego?- Mecz tak się ułożył, że nie mogliśmy się rzucić na Amerykanów, tylko grać konsekwentnie z tyłu i czekać na kontrataki. Przecież dopiero rozpoczęliśmy przygotowania do sezonu. Nie mogliśmy grać z nimi, jak równy z równym.Co pisała po meczu amerykańska prasa?- Nawet nie mieliśmy czasu na czytanie gazet.Jak się Panu podobało Chicago?- Wcześniej, będąc z Ruchem Chorzów, miałem czas na zwiedzanie. Teraz było go bardzo mało. Mimo że mieszkaliśmy w centrum miasta i wszędzie było blisko, nie zdążyłem nawet kupić żonie prezentu.Ale po meczu czas na świętowanie chyba znaleźliście?- Nie powiem, uczciliśmy sukces. Ale na śniadanie przyszedłem (śmiech).Rozmawiał Maciej Rowiński

Podaj ten news dalej: