Pamiętasz, co robiłeś ponad rok temu?
Łukasz Fabiański: - Byłem trzecim bramkarzem w Lechu Poznań i pod względem psychicznym czułem się fatalnie.
I nagle pojawiła się oferta Legii.
- To była jedyna dobra wiadomość tamtej jesieni. Byłem trochę zaskoczony, ale przyznam, że skoro Legia mnie chciała, to byłem jakoś dziwnie spokojny, że trafię do Warszawy. Poczułem wielką ulgę, gdy podpisałem kontrakt. Bo piłkarsko w Poznaniu zupełnie nie istniałem.
To czemu w ogóle tam grałeś?
- Rok temu to była jedyna konkretna oferta dla mnie, kontrakt podpisałem w ostatniej chwili.
Byłeś na testach w Arsenalu Londyn, a w Polsce nikt Cię nie chciał poza Lechem?
- No tak to wyglądało. Szczerze powiem, że nie chciałem tam iść, nie takie miałem plany, ale był to jedyny klub, który widział u siebie Fabiańskiego.
W Poznaniu nie zagrałeś nawet minuty i trafiłeś do jeszcze silniejszego klubu, a gwiazdą Legii był Artur Boruc. Nie bałeś się, że znów będziesz numer dwa lub trzy?
- Dużo się mówiło, że Artur pogra jeszcze w kraju góra rok i odejdzie, to chyba napawało mnie optymizmem. Ale prawdę mówiąc, wtedy się nad tym dużo nie zastanawiałem. Byłem anonimowym piłkarzem, który miał szczęście. Podano mi rękę, a ja cieszyłem się, że jestem w Legii.
Boruc ostatecznie grał w Legii jeszcze pół roku, a Ty godnie go zastąpiłeś. Szybko stałeś się najlepszym bramkarzem w lidze.
- Strasznie mnie peszą takie opinie (śmiech). Dostałem szansę i ją wykorzystałem. Najbardziej cieszę się z tego, że tak szybko zaistniałem w dorosłej piłce. Przecież jeszcze pół roku temu mówiło się o mnie tylko w kontekście meczów w reprezentacji młodzieżowej.
Patrząc na Twoją grę, można odnieść wrażenie, że nie było trudno odnieść sukces.
- Z boku może to tak wyglądać, ale mnie kosztowało to wiele wysiłku. Szczególnie psychicznego, bardzo to przeżyłem. Miałem nieźle zrytą bańkę przed debiutem (śmiech). Nie bałem się o swoje umiejętności, tylko o to, czy nie spalę się psychicznie. Miałem 20 lat, żadnego meczu w lidze i miałem być bramkarzem Legii, która zawsze gra o najwyższe cele.
Presję świetnie wytrzymałaś, na palcach jednej ręki można policzyć Twoje nieudane interwencje. To fantastyczny wynik!
- Fantastyczny to by był, jakby tych błędów w ogóle nie było. Jestem spokojny, mam taki styl bycia, i to mi pomogą radzić sobie z presją. Nigdy się nie denerwuję, bo wiem, że to nic dobrego nie przynosi.
Szybko jednak nabrałeś pewności siebie.
- Ale nadal nigdzie się nie pcham. Już taki mam charakter, że wolę się nie wyróżniać niczym innym jak tylko dobrą grą na boisku. Uważam, że jest to profesjonalne podejście do zawodu. Oczywiście jeśli ktoś o coś mnie poprosi, to nie odmówię, tak było z moją wizytą w telewizji MTV. Jednak nie chcę, by ludzie kojarzyli mnie z mediami czy wymyślną fryzurą. Fabiański musi być przede wszystkim dobrym bramkarzem (śmiech).
Pamiętasz jeszcze pierwszy trening w Legii?
- Doskonale pamiętam pierwszą wizytę przy Łazienkowskiej. Stadion, puchary to wszystko zrobiło na mnie duże wrażenie. Legia to wielki klub, to wie każdy, ale co innego to wiedzieć, a co innego przekonać się o tym na własnej skórze. Koledzy przyjęli mnie dobrze, ale długo byłem stremowany. Dużo pomógł mi Artur Boruc. Nie zapomnę, że przez pierwsze dni się ze mnie śmiał, ale nie było to broń Boże złośliwe. Pomogło mi się trochę wyluzować, bo okazało się, że Artur i reszta nie zadzierają nosa, tylko traktują mnie jak kolegę.
W tej rundzie spełniły się Twoje marzenia?
- Marzenie może nie, bo na jesieni wreszcie wszedłem na pierwszy szczebel mojej kariery. Zadebiutowałem w lidze, gram w dobrym klubie. Cieszę, ale to dopiero początek.
Co będzie z drugim szczeblem?
- Apetyt rośnie w miarę jedzenia i zrobię wszystko, by zdobyć tytuł mistrza.
A reprezentacja?
- Każdy może marzyć, ale zdaję sobie sprawę, że to raczej długa droga.
W pół roku podbiłeś polską ligę, to czemu w kadrze miałoby się nie udać?
- Długa nie znaczy niemożliwa do pokonania. Na przykładzie swojej kariery wiem, że trzeba ciężko pracować i cierpliwie czekać. Jeśli dodamy do tego odrobinę szczęścia, mamy moją receptę na sukces (śmiech).
Potem Arsenal czy Manchester United?
- Nie będę wybrzydzał (śmiech), ale liga angielska by mi pasowała. Jednak to już naprawdę odległa przyszłość.
Rozmawiał Maciej Baranowski