Maciej Rowiński: Gdy rozmawialiśmy pół roku temu, tuż przed rozpoczęciem sezonu, mówił Pan, że w walce o mistrzostwo będzie się liczyć tylko Legia i Wisła. Jak na razie nie pomylił się Pan. Pół roku temu byliście bliżsi mistrzostwa czy teraz?
Łukasz Surma: Teraz. Pół roku temu w Wiśle grało jeszcze kilku bardzo dobrych zawodników. Walczyli o Ligę Mistrzów, więc balon był napompowany. Przez te kilka miesięcy bardzo się do nich klasą zbliżyliśmy.
Czy rozpoznajecie już nowych zawodników?
- Na razie są anonimowi. Ale pojedziemy na zgrupowanie i wyprawimy im chrzest, jak to miało miejsce podczas zgrupowania w Olecku. Wówczas pokażą swe prawdziwe oblicze.
Co trzeba zrobić, żeby zdetronizować Wisłę?
- Przede wszystkim musimy sobie przypomnieć grę w najlepszych meczach rundy jesiennej. W dalszej kolejności trzeba będzie przez miesiąc biegać, biegać i biegać... W lutym powinniśmy już prezentować lepszą formę niż jesienią. A gdy zacznie się liga – wygrywać mecze.
Na wiosnę czekają was mecze ligowe i o Puchar Polski rozgrywane co trzy, cztery dni...
- To dobrze. Wolimy walczyć z rywalami na boisku niż ze sobą podczas treningów na Łazienkowskiej. Poza tym mamy wtedy jedynie rozruchy. Martwię się jednak czym innym – trzy miesiące bez gry jest dla zawodnika dramatem. A tyle trwa okres przygotowawczy.
Runda wiosenna będzie trwała tyle samo co okres przygotowawczy.
- Dlatego musimy się do niej dobrze przygotować. Jeśli ma to nam wystarczyć na całą rundę, to może warto tak długo i ostro trenować.
Wierzy Pan w mistrzostwo Polski?
- Po to przyszedłem na Łazienkowską, by wywalczyć koronę. Jeśli tego nie zrobię, będę miał ogromny niedosyt. Ale o takim zakończeniu rozgrywek nawet nie myślimy.
Rozmawiał Maciej Rowiński