Legia już w środę zapewniła sobie mistrzostwo Polski, ale medale za zajęcie pierwszego miejsca w Orange Ekstraklasie w sezonie 2005/06 otrzyma dopiero po jutrzejszym meczu z Wisłą Kraków. Bohaterem meczu w Zabrzu był bez wątpienia Łukasz Fabiański, który był przez cały czas skoncentrowany i bronił wszystkie piłki, lecące w kierunku jego bramki. "Jakie to uczucie być mistrzem Polski? Fajne, nawet bardzo fajne. Ale tak do końca to do mnie jeszcze nie dociera. Cieszę się bardzo, ale jak w sobotę dostanę medal, to dopiero w to uwierzę (śmiech)." - mówi "Fabian".
Fabiański: Dla takich chwil się żyje
W Zabrzu miałeś sporo pracy, nie bałeś się, że zwycięstwo Wam się wymknie?
- Ani przez chwilę, naprawdę. Byłem pewien, że to prowadzenie dowieziemy. A że miałem pełno roboty? Przesada - te piłki nie były trudne do obrony.
Powrót do Warszawy musiał być gorący, masz nieźle zachrypnięty głos...
- Co tu dużo mówić, dla takich chwil się żyje. Wreszcie mogliśmy odetchnąć, zapomnieć o stresie, emocje opadły to sobie poryczeliśmy.
Przy Łazienkowskiej w środku nocy czekały na Was tłumy.
- Mieliśmy sygnały, że czeka na nas komitet powitalny, ale mimo to byliśmy zaskoczeni liczbą fanów. To było wspaniałe. Choćby dla tych ludzi nie możemy odpuścić meczu z Wisłą. Będzie pełny stadion, feta mistrzowska, musimy więc udowodnić, że jesteśmy najlepsi, że tytuł się nam należał.