Legionisci.com
LEGIONISCI.COM

Bandziory do pierdla, kibice na stadiony!

czwartek, 25 maja 2006 15:22
Jacek Piekara

Z przerażeniem obserwowałem wydarzenia po meczu Wisła – Arka. Gromada krakowskich bandytów (czy tam w ogóle są normalni kibice?!) napadła na piłkarzy drużyny gości, sterroryzowała ich i pobiła. Karygodny błąd popełnił sędzia, który dopuścił by chuligani siedzieli tuż za linią boiska. By przez wiele minut wygrażali zawodnikom Arki, grożąc im, że jeśli mecz zakończy się remisem, to zostaną zabici. Postawcie się w sytuacji tych piłkarzy. Macie życie, dzieci, rodziny, plany na przyszłość. Po jaką cholerę narażać to wszystko? Dajmy Wiśle wygrać, dajmy sobie strzelić drugą i trzecią bramkę, może uda nam się ujść cało… Sędzia, który dopuścił do podobnego barbarzyństwa powinien już do końca życia zostać pozbawiony możliwości prowadzenia meczów. A Wisła powinna zostać ukarana co najmniej rocznym zakazem udziału w europejskich pucharach, drastycznymi grzywnami oraz zamknięciem stadionu dla publiczności na wiele meczów. Bo przecież nietrudno zauważyć, że ktoś z władz krakowskiego klubu pozwolił na obecność bandytów tuż przy linii boiska. Może uznano to za skuteczny sposób presji na drużynę przyjezdną? I za to Wisła powinna zapłacić cenę tak wielką, żeby jeszcze przez lata wspominano ją z przerażeniem.
Oczywiście zastanawiam się, czy byłbym aż tak radykalny w sądach, gdyby podobny skandal przydarzył się na stadionie Legii? Może usprawiedliwiałbym nasz klub, twierdząc że garstka szaleńców nie może wpływać na wizerunek całej firmy? Ale przecież jeśli chodzi o Wisłę, to nie jest to pierwsza drastyczna akcja. W końcu właśnie na tym stadionie omal nie zabito Dino Baggio (ciśnięto w niego nożem), to właśnie w kontekście krakowskim mówi się o powiązaniach niektórych pseudokibiców z mafią, czy dilerami narkotyków.
Ratunkiem dla wyeliminowania bandytów jest wprowadzenie surowych kar. Zasądzanie wielotysięcznych grzywien, długoletnich kar więzienia, dożywotnich zakazów stadionowych. Szybkie procesy kończące się zawsze wyrokiem najsurowszym z możliwych. Jednocześnie zastosowanie środków zapobiegawczych, takich jak pełny monitoring trybun, czy rejestracja kibiców.
Nie jestem człowiekiem, który sprzeciwia się przemocy jako takiej. Ależ bardzo proszę! Kibicowskie ustawki? Zajefajna zabawa, pod warunkiem, że każdy wie w czym bierze udział i czym to grozi, chociaż przy wprowadzanych często zasadach (nie wolno używać narzędzi, kamieni itp. nie bijemy leżących) można przynajmniej mieć nadzieję, iż nikomu nie stanie się nic poważniejszego niż siniaki, złamany nos, lub wstrząs mózgu. Ale terroryzowanie piłkarzy przeciwnej drużyny jest już całkowicie niedopuszczalne. Marsze przez miasto połączone z biciem przechodniów, niszczeniem samochodów i demolowaniem budynków – to są ekscesy mające miejsce poza stadionem. I w tym wypadku odpowiedzialność spada na władze miejskie, policję itp. To odrębny problem, zarówno prawny jak i ekonomiczny, którym nie będę się tu zajmować. My skupmy się na burdach stadionowych, burdach które mogą wypaczyć wynik meczu (ostatni przykład: Zawisza Bydgoszcz, który dostaje mecze walkowerem, bo wszyscy boją się przyjazdu kibiców tej drużyny). Kluby, które do nich dopuszczają powinny być (przynajmniej na początku) karane z wręcz absurdalną surowością. Wyobraźcie sobie taką abstrakcyjną sytuację, iż Wisła zostaje karnie zdegradowana do IV ligi. I teraz wyobraźcie sobie, jak pozostałe kluby na to reagują. Dam sobie rękę uciąć, że dmuchaliby na zimne, a stadiony w wielu miastach stałyby się najbezpieczniejszymi miejscami na świecie. Łagodne represje wzmacniają tylko poczucie bezkarności (jeśli nie skażesz kogoś za wybicie szyby, to kto wie, czy za rok lub dwa nie zamorduje ci dziecka). Wisła dostała karę czterech meczów bez udziału publiczności plus 70 tysięcy grzywny. Moi drodzy, siedem dych to pan Cupiał nosi w portfelu na napiwki dla kelnerów oraz portierów. To jest ponury żart, a nie kara (nawet z siedmiuset tysięcy śmiałbym się w kułak).
Czasami zdarza się, że stadionowa przemoc jest napędzana przez trenerów, prezesów klubów lub piłkarzy. Dan Petrescu, trener Wisły, to błazenek, lansujący spiskową teorię dziejów (Legia „dostała” mistrzostwo przed sezonem, wszyscy sędziowie oraz PZPN są za Legią itp.). Czy takie wypowiedzi nie tworzą atmosfery agresji, nie prowokują do myślenia „jesteśmy oblężoną twierdzą, więc brońmy się!”? Prasa wielokrotnie pisała o ekscesach prezesa Cracovii – Filipiaka, człowieka od którego można byłoby wymagać elementarnych zasad przyzwoitości, gdyż jest w końcu profesorem, a nie mafijnym bandziorem! Negatywny przykład piłkarzy to oczywiście Lech Poznań, którego zawodnicy po upokorzeniu Legii w Pucharze Polski śpiewali wulgarne piosenki na temat naszego klubu. W tym wypadku Pan Bóg był jednak nierychliwy, ale sprawiedliwy. Wodzirej poznańskich zadymiarzy – Paweł Kaczorowski – trafił do Legii i wygwizdywany przez kibiców zmarnował karierę. Były reprezentant Polski (14 meczów) musiał uciekać z Warszawy i jest teraz totalnym zerem (oby się to nie zmieniło!).
Zauważyliście zapewne, że pisałem tylko o ekstraklasie, gdzie wszystkie aberracje (o rany, używam słów dłuższych niż trzysylabowe!:-)) są natychmiast prezentowane na łamach mediów. A co się dzieje na meczach III, IV ligi lub niższych klas, którymi tak naprawdę nikt się nie interesuje? Zdarza się, iż panuje na nich terror, a mecz zamienia się w walkę piłkarzy o przeżycie. Wystarczy poczytać relacje z tych spotkań, wystarczy przeczytać policyjne protokoły.
Poniższy felieton (do tego miejsca) pisałem w przeddzień wydarzeń na warszawskiej Starówce. I sam go sobie zatrzymałem, jak by uczynił to pilny cenzor w najlepszych czasach komunistycznego reżimu. I pomyślałem. Raz, drugi, trzeci. Bo czy teraz, po skandalicznych ekscesach na Starówce mam prawo, jako kibic Legii, wypowiadać się na temat bandytyzmu? Czy ci kryminaliści podszywający się pod nasze barwy, nie odebrali mi prawa głosu? Otóż nie, nie odebrali! Niezależnie od tego ilu bandytów obrabowałoby sklepy i biło ludzi, krzycząc „Legia”, ja pozostanę kibicem naszego klubu. Bo mordercy z SS nosili na klamrach pasów napis „Gott mit uns” (Bóg jest z nami). Czy tylko z tego powodu miałbym przestać wierzyć w Boga? Historia ludzkiej cywilizacji uczy nas, że pod wielkie sztandary zaciągają się również łajdacy. Tyle, że jeśli zaczniemy ich bronić, staniemy się tacy sami jak oni.

Podaj ten news dalej: