Sprawa budowy nowego stadionu warszawskiej Legii coraz bardziej przypomina bajkę o żelaznym wilku. Mówi się o tym już od kilku lat, jednak konkretów na horyzoncie wciąż nie widać. Sami Warszawiacy inwestycję tę wymieniają jako jedną z najbardziej oczekiwanych w mieście. Nic dziwnego, że problem ten powraca jak bumerang, przy każdej możliwej okazji. Nie inaczej jest teraz, kiedy stanowisko pełniącego obowiązki prezydenta Warszawy objął były premier Kazimierz Marcinkiewicz.
Marcinkiewicz: Ja zawsze kibicowałem Legii
Marcinkiewicz, który jako prezes rady Ministrów dał się poznać jako specjalista od PR dziś spotkał się z prezesem Legii Piotrem Zygo. Tematem rozmowy obu panów była oczywiście sprawa budowy nowego stadionu dla mistrza Polski. "Stadion to bardzo ważna inwestycja dla miasta i klubu, ale jest to przedsięwzięcie bardzo trudne i złożone." - powiedział po spotkaniu Marcinkiewicz.
"W rozmowie nie padły żadne konkrety, ale cieszę się, że do tego spotkania w ogóle doszło. Było to pierwsze spotkanie na tak wysokim szczeblu i może dawać to nadzieję, że sprawa budowy nowego stadionu nieco przyspieszy" - skomentował Piotr Zygo. Na pytanie, czy za szczytnym celem tego spotkania nie kryję się polityczna kalkulacja, odpowiedź poznamy dopiero w przyszłości. Dość nieokreślonej, jak już w tej sprawie bywa...
Kaziemierz Marcinkiewicz był dziś również gościem w TVN 24, gdzie również pojawił się temat stadionu. "Uważam, że Warszawa powinna mieć dwa stadiony. Jeden ligowy, a drugi narodowy, na którym grałaby reprezentacja" – stwierdził były premier.
Dziś, na zasłużonym Stadionie przy ulicy Łazienkowskiej, Legia rozpoczyna nowy sezon meczem o Superpuchar z Wisłą Płock. Na trybunach ma pojawić się Marcinkiewicz. Komu będzie kibicować? "Ja zawsze kibicowałem Legii" - odpowiedział z rozbrajającym uśmiechem.
Zdaniem WP:
Trudno oprzeć się wrażeniu, że Kazimierz Marcinkiewicz robi wszystko, aby zdobyć elektorat w Warszawie. Głosy kibiców Legii to łakomy kąsek dla kandydującego w jesiennych wyborach na prezydenta Warszawy byłego premiera. Tym bardziej, że pana Kazimierza Marcinkiewicza wcześniej próżno było szukać na trybunach stadionu mistrzów Polski.