Jeszcze dwa tygodnie temu był dla kibiców Legii jedną wielką zagadką. Teraz jest ich nadzieją na to, że warszawski klub wreszcie będzie miał rozgrywającego z prawdziwego zdarzenia. Junior w imponującym tempie wyrasta na gwiazdę naszej ekstraklasy. Kiedy mistrzowie Polski ogłosili, że do drużyny dołączy 28-letni Luiz Antonio Godoy Alves Junior, fani byli kompletnie zaskoczeni. Oczekiwali prawdziwego transferowego hitu, a tymczasem na ulicy Łazienkowskiej zameldował się zawodnik niemal nieznany.
SE: Junior, a ogrywa seniorów
- Niemal nieznany? Przecież ja w Polsce musiałem być kompletnie anonimowy - śmieje się Junior.
Tawrija to dobry wybór
Brazylijski pomocnik szybko przedstawił się polskim kibicom. W Gdyni, w meczu z Arką, błysnął kilkoma świetnymi podaniami, z Austrią Wiedeń strzelił piękną bramkę, z Wisłą Płock był już jednym z najlepszych na boisku.
- Spokojnie, przecież ja się dopiero wprowadzam do tej drużyny. Potrzebuję jeszcze trochę czasu - zaznacza Brazylijczyk.
Widać jednak, że z aklimatyzacją u nas nie powinien mieć problemów.
- Pomaga doświadczenie z Ukrainy. Jestem już przyzwyczajony do życia i grania w Europie - tłumaczy Junior, który do Legii trafił z Tawrii Symferopol.
- Wyjechałem na Ukrainę, bo po dziewięciu latach gry w Brazylii chciałem już spróbować czegoś nowego. Tawrija to był dobry wybór. Idealny klub, żeby zacząć grę w Europie - opowiada "Super Expressowi".
Albo atak, albo ławka
Na Ukrainie Juniorowi wiodło się różnie. Nie układała mu się współpraca z trenerem.
- On nawet mnie nie zapytał, gdzie ja gram, tylko od razu wstawił mnie do ataku. Grałem coraz gorzej i gorzej, bo to nie moja pozycja, ja jestem pomocnikiem - podkreśla. - W końcu nie wytrzymałem i powiedziałem to trenerowi. On na to, że będę grał tam, gdzie on chce albo wyląduję na ławce - wspomina.
Ale to nie kłopoty ze szkoleniowcem Tawrii zadecydowały o przenosinach do Legii.
- Legia i Tawrija? Nie ma nawet porównania - uważa Junior. - Przed przyjściem tu rozmawiałem dwa razy z Edsonem i przekonał mnie, że Legia to mocny klub, w którym warto grać.
Najlepiej u Edsona
Brazylijczykowi podoba się i Legia, i Warszawa.
- Dużo ładniejsza niż Symferopol - zapewnia z uśmiechem. - A moje ulubione miejsce w mieście? Mieszkanie Edsona - puszcza oko Junior, który właśnie z lewym obrońcą Legii najszybciej się zaprzyjaźnił. Nie kłócą się nawet o to, kto ma strzelać z rzutów wolnych.
- Ja wykonuję sobie rzuty rożne, dośrodkowuję. Ale jak jest pozycja do oddania strzału, to bez szemrania zostawiam piłkę Edsonowi. On ma naprawdę niesamowite uderzenie - przyznaje.
Junior podpisał z Legią trzyletni kontrakt. Do Warszawy ściągnął żonę i 2-letnią córeczkę.
- Z Ukrainy żona uciekła, bo jej było za zimno. Mam nadzieję, że tu wytrzyma dłużej - śmieje się Brazylijczyk, który całkiem dobrze mówi po... rosyjsku.
- Bez przesady, chociaż dzięki temu, co umiem, udaje mi się czasem zrozumieć coś po polsku - cieszy się Junior, który na koniec rozmowy z nami ma jedną prośbę:
- Koniecznie napiszcie o kibicach. Takich fanów to ja jeszcze na oczy nie widziałem. Może jeden, góra dwa kluby w Brazylii mają porównywalnych. Są niesamowici - kręci głową.
Z Juniorem gra się o wiele łatwiej
Elton Brandao, napastnik Legii:
- Nie znałem wcześniej Juniora, poznaliśmy się dopiero w Legii. Ale już teraz mogę powiedzieć, że to świetny zawodnik. W meczach i na treningach widać, że ma naprawdę wielkie umiejętności. Dobrze, że ktoś taki do nas trafił, a ja jako napastnik cieszę się z tego szczególnie mocno. Z takim pomocnikiem w środku pola napastnikom gra się dużo łatwiej. Junior potrafi znakomicie podawać. Jak dostajesz takie podanie, to o bramkę nie jest już tak trudno.

fot. Janusz Partyka / Nasza Legia

fot. Mishka