Reiss, Zakrzewski, Quinteros, Wasilewski - zna pan te nazwiska?
- Oglądałem wiele meczów Lecha. Widziałem, jak piękne bramki umie strzelać Quinteros, jak skutecznym piłkarzem jest Reiss. Na szczęście Lech dużo strzela, ale jeszcze więcej traci. Raz idzie im dobrze, a raz bardzo słabo. Tak czy inaczej, mecz na pewno będzie bardzo ciekawy.
Podchodzi pan do tego występu inaczej niż do innych?
- Prawdę mówiąc, nie wiedziałem nawet, że to najskuteczniejszy obecnie zespół w lidze. Wiem, że tym meczem żyje cała Polska, dlatego musimy wygrać. Ostatnio świetnie nam idzie i dobrze byłoby podtrzymać tę passę. Dzięki tym zwycięstwom poprawiła się atmosfera w zespole i aż miło jest iść na trening.
Ochłonęliście już po dramatycznej końcówce spotkania z Widzewem? Pan też brał udział w awanturach, do których doszło po meczu w Łodzi?
- Jestem zbyt spokojnym człowiekiem, żeby się bić. Jako pierwszy zszedłem do szatni. Ta awantura była niepotrzebna. Widzewiacy nie umieli pogodzić się z porażką, choć to w piłce normalna rzecz.
Czym pan tłumaczy swoją skuteczną grę?
- Nie lubię wyciągać piłki z siatki. A tak poważnie, to wyjaśnieniem może być nasza coraz lepsza gra w obronie. Choć w defensywie Legii występują piłkarze z kilku krajów, rozumiemy się doskonale. W czasie meczu krzyczymy do siebie, pomagamy sobie. Po angielsku, po polsku - bez różnicy.
Jeśli nadal nie będzie pan puszczał bramek, to może się okazać, że Łukasz Fabiański już w Legii nie zagra.
- Zapewniam, że tak nie będzie. Ciężko mi jednak powiedzieć, kiedy zagra, bo to nie zależy ode mnie. Zobaczymy jak będzie. Nie chcę rozmawiać o Łukaszu, proszę jego pytać o wyjazd za granicę, powrót do bramki i inne sprawy.
Jak pan się koncentruje przed meczami?
- Nie mam żadnego sposobu. Leżę zwykle w hotelu i odpoczywam. Najważniejsze dla bramkarza, to dobrze się wyspać.
Pogoda się popsuła. Ciężko będzie bronić w śniegu i błocie.
- Nie narzekam, bo ja najbardziej lubię grać w deszczu. Taka angielska pogoda bardzo mi odpowiada. Lubię, kiedy piłka jest ciężka. Obawiam się tylko, że może być bardzo zimno. Kiedy temperatura spada poniżej zera, bardzo ciężko jest się rozgrzać. Czeka mnie więc sporo biegania.
Czy czuje się pan słabszym bramkarzem niż reprezentant Słowacji, Kamil Contofalsky?
- Na pewno nie jest lepszy ode mnie. Pojawia się dla mnie szansa gry w reprezentacji, bo niedługo będziemy mieli nowego selekcjonera. Wcześniej nie myślałem o kadrze, bo po prostu nie grałem. Teraz sytuacja się zmieniła. Idzie mi nieźle, piszą o mnie w słowackich gazetach, może więc ktoś przyjedzie zobaczyć mnie w akcji? Przecież z Bratysławy do Warszawy nie jest daleko.