Piłkarze Legii wygrywając z Lechem Poznań zanotowali czwarte zwycięstwo z rzędu. Jednak z racji tego, iż na Łazienkowskiej do siatki trafiali również rywale, to przerwana została passa Jana Muchy. Począwszy od potyczki z Pogonią Szczecin (1-0) przez kolejne dwa mecze z Górnikiem Łęczna i Widzewem, nie było mocnych na słowackiego bramkarza. Dopiero w piątkowy wieczór sposób na Muchę znalazł Piotr Reiss.
Passa przerwana, passa podtrzymana
W 66. minucie napastnik Lecha wyszedł sam na sam z goalkeeperem Legii i po chwili futbolówka zatrzepotała w siatce. Tym samym przerwana została seria Słowaka, który przez 335 minut z rzędu zachowywał czyste konto.
Trwa natomiast seria podopiecznych Dariusza Wdowczyka, którzy także i dzisiaj znaleźli drogę do bramki rywala. Przypomnijmy, iż było to 26. ligowe spotkanie z rzędu, w którym legioniści zdobywają choćby jedną bramkę. Ostatni raz Legia nie zdobyła bramki w grudniu 2005 roku, kiedy przegrała u siebie 0-2 z Górnikiem Łęczna.
W piątek padły trzy gole dla gospodarzy, a to oznacza, że Krzysztof Kotorowski podtrzymał swą mało przyjemną serię. Otóż bramkarz Lecha w dotychczasowych pojedynkach z Legią zwykle puszczał przynajmniej trzy bramki. Nie inaczej było i tym razem. W taki sposób zawodnik ekipy z Poznania „uczcił” swój 100. występ w ekstraklasie.
Oczywiście nie można zapomnieć o tym, iż od 11 lat Lech Poznań nie zdołał wygrać na Łazienkowskiej. Ostatni raz ta sztuka udała się ekipie z Wielkopolski pod koniec sezonu 1994/95. Wówczas goście wygrali 1-0 po bramce zdobytej przez Jacka Dembińskiego.