Kiedy na Łazienkowską przyjeżdża drużyna prowadzona przez Franciszka Smudę można być pewnym nie tylko emocjonującego widowiska, ale również wesołej konferencji po meczu. Podobnie było i tym razem. Na murawie walka do samego końca, a później małe show „Franza”. Po rzetelnej ocenie spotkania przez opiekuna „Kolejorza” przyszedł czas również czas na żarty, docinki, ironiczne wypowiedzi, które nie sposób opisać. Skąd taki dobry nastrój Smudy, kiedy jego zespół kolejny raz z boiska schodzi pokonany?
Przepis Smudy na dobry nastrój
sobota, 4 listopada 2006 10:01
Fumenźródło: własne
- Gdy zabrzmi ostatni gwizdek sędziego w meczu, to dla mnie mecz jest już historią. - wyjaśnia „Franz”. - Zaczyna się myślenie o kolejnym przeciwniku, o kolejnym meczu. Nie tracę zdrowia na denerwowanie jeszcze po spotkaniu, bo wychodzi to tylko na moją niekorzyść. - zdradził swoją tajemnicę Franciszek Smuda.