Meksyk, Brazylia, Malediwy, Alpy - piłkarze Legii wykorzystali zimową przerwę, rozjeżdżając się po całym świecie. Na Łukaszu Fabiańskim egzotyczne podróże kolegów nie robią jednak wrażenia. - Nawet do głowy mi nie przyszło, żeby gdzieś daleko wyjeżdżać. Ja całą przerwę spędziłem w rodzinnych Słubicach. Posiedziałem sobie wreszcie dłużej w domu i właśnie tego mi było trzeba - mówi bramkarz Legii.
Tropiki nie dla Fabiana
Nie lubi leniuchowania
"Fabian", który wczoraj wraz z zespołem pojechał na zgrupowanie do Spały, przyznaje jednak, że pod koniec miał już dość tego leniuchowania.
- Jakby przerwa potrwała jeszcze dłużej, to ciężko już by mi było w domu wysiedzieć - śmieje się. - Urlop był mi bardzo potrzebny, bo byłem już zmęczony psychicznie tym całym zgiełkiem wokół Legii, a ja cenię sobie spokój. Teraz jednak z radością wracam do pracy - zapewnia Łukasz.
Pod koniec jesiennej rundy Fabiański mógł narzekać na zamieszanie wokół jego osoby. W mediach roiło się od informacji na temat zachodnich klubów, które miały go kupić.
Ofert nie widać
- Ale teraz jest spokój, o żadnych ofertach nic nie wiem - mówi. - Czy to cisza przed burzą? Wątpię, raczej cisza przed dalszą ciszą - śmieje się "Fabian", który jednak nie wyklucza zmiany klubu. - Zależy, jaka byłaby ta oferta. Ale żadnych konkretów nie było i nie ma. Gdyby coś się pojawiło, to bym był pierwszą osobą, która by o tym wiedziała, bo sam jestem swoim agentem - tłumaczy. - Ja się tym transferowym zgiełkiem nie podniecam, od początku mnie to bardziej bawiło niż ekscytowało. Media przekrzykiwały się, a ja, czytając to wszystko, miałem wrażenie, że piszą o kimś innym.