Paweł Magdoń zamiast trafić z Wisły Płock na Łazienkowską, ostatecznie wylądował w Bełchatowie. Kiedy w grudniu debiutował w reprezentacji w spotkaniu ze Zjednoczonymi Emiratami Arabskimi miał na karku już 27 lat. Dużo jak na start do międzynarodowej kariery. - Jacek Zieliński miał 28 lat, kiedy pierwszy raz zagrał w kadrze, a zdążył jeszcze trafić do Klubu Wybitnego Reprezentanta - zaznacza Magdoń, który od zawsze był wielkim fanem Zielińskiego.
Magdoń: Gdyby Legia chciała...
Nędza w jego rodzinie
- Zaczynałem w Igloopolu Dębica - wspomina nowy stoper Bełchatowa, od zawsze nazywany Madzią. - Jako junior, na meczach pierwszej drużyny podawałem piłki, mogłem więc z bliska przyjrzeć się grze "Ziela" - tłumaczy. - A potem miałem okazję zagrać przeciwko niemu w ekstraklasie.
Mało brakowało, a Magdoń ponownie spotkałby się z Zielińskim. Rosłym obrońcą poważnie zainteresowana była Legia, w której "Zielu" jest drugim trenerem. Na dodatek w Warszawie Paweł miałby okazję grać w jednej drużynie ze swoim kuzynem. - Piotrek Włodarczyk to moja rodzina. Jak byliśmy mali, to często spędzaliśmy razem wakacje. Oczywiście głównie na graniu w piłkę. Kto był lepszy? "Nędza" - odpowiada Magdoń, który nie załamuje rąk nad tym, że przepadła mu okazja do gry w Legii.
- Myślę, że gdyby Legia naprawdę chciała mnie kupić, to by to po prostu zrobiła - ocenia chłodno. - Bełchatów był najbardziej konkretny i cieszę się, że tak to się skończyło. Tak sobie właśnie moją przygodę z piłką wyobrażałem: powoli, małymi kroczkami, ale do przodu.