"Wychowałem się w Łodzi i tam teraz mieszkam, ale kilka lat grałem na Łazienkowskiej. To był bardzo ciekawy okres w historii warszawskiego klubu. Po 20 latach wreszcie udało się legionistom sięgnąć po mistrzowski tytuł. Mam sporą satysfakcję, że się do tego przyczyniłem. Od tamtego momentu warszawska drużyna zaczęła piąć się coraz wyżej. Ponadto moja druga córka urodziła się w stolicy, więc można powiedzieć, że jestem połowicznie związany z tym miastem" - mówi były piłkarz Legii, Juliusz Kruszankin.
Kruszankin: Legia ma sporo luk
Jak z perspektywy ełkaesiaka postrzega pan obecny zespół Legii?
- To na pewno bardzo mocna kadrowo drużyna. My dodatkowko mieliśmy kłopoty personalne, testowaliśmy przed ligą kilku nowych zawodników, dlatego nie spodziewałem się, że w Warszawie coś zwojujemy. Mimo wszystko doszliśmy do kilku znakomitych okazji i Dariusz Wdowczyk będzie miał co analizować. Zdecydowanie za łatwo nasi zawodnicy przedostawali się w pobliże bramkarza Legii.
Pewnie ma pan na myśli sytuację z pierwszej minuty?
- Niezupełnie. Taka chwila dekoncentracji na początku spotkania akurat może się przytrafić. Natomiast mi chodziło o to, co się działo po 30 minucie. Graliśmy w dziesiątkę, a jednak przynajmniej 2 razy stworzyliśmy klarowne okazje bramkowe. To nie powinno się przydarzyć tak dobrej drużynie jak Legia.
A nie jest tak, że to Legia trochę odpuściła w drugiej połowie?
- Trochę ma pan racji. Wydaje się, że po objęciu dwubramkowego prowadzenia zawodnicy Legii zaczęli się oszczędzać. Tak to bywa tuż przed meczami ligowymi.
Czy obrona była najsłabszą formacją mistrza Polski w spotkaniu z ŁKS?
- Nie chcę krytykować tylko defensorów. Szwankowała gra destrukcyjna całego zespołu, począwszy od napastników a skończywszy na bramkarzu. Lukę w tym elemencie było widać w spotkaniu z nami. Legia kontrolowała przebieg zawodów, ale zbyt wielu sytuacji tak zwanych stuprocentowych nie stworzyła. Szkoda, że sędzia wyrzucił z boiska naszego juniora. Chłopak się zagrzał, popełnił błąd, ale arbiter mógł go tylko upomnieć słownie. Grając w komplecie na pewno zrobilibyśmy jakąś krzywdę gospodarzom.
Kto pana zdaniem ma największą szansę na wygranie ligi?
- Oczywiście Legia ma sporą szansę, by powtórzyć sukces sprzed roku, ale na pewno nie jest zdecydowanym faworytem. My jesteśmy w czołówce, ale znamy swoje miejsce w szyku. Wydaje mi się, że najszybciej z tej rywalizacji odpadnie GKS Bełchatów. Obok Legii do walki o tytuł powinni się włączyć Wisła Kraków i Zagłębie Lubin. Silną ekipę ma także Korona Kielce.
Rozmawiał Jarosław Czerniak