-Które to już Pana derby stolicy?
Wojciech Królik: Nie pamiętam... W Polonii było ich sporo, w Legii chyba siódme. Zawsze były to zacięte mecze, tak jak dzisiaj. Z naszego obecnego składu tylko ja pamiętam derby z poprzedniego sezonu, tym bardziej cieszę się, że mogłem zostać w Legii.
-Jaka jest Pana rola w zespole?
- Taki wolny strzelec. Mam dużo swobody na boisku, wchodzę, żeby oddać kilka rzutów. Cieszę się, że trener obdarzył mnie zaufaniem, że mogę być przydatny. Jak nie trafię, nikt nie robi z tego tragedii. Nie mam nic do stracenia, gram, bo lubię.
-Widać, że często rozmawia Pan z młodszymi kolegami na boisku. Czy to przygotowanie do roli trenera?
- Na razie jeszcze gram. W hali bywa głośno, zawodnicy nie zawsze słyszą trenera. Koledzy mnie na razie słuchają, szanują mnie. Wiedzą, że mogę im coś podpowiedzieć, zasugerować jakieś zagranie. Cieszę się z tego, tym bardziej że jak mówiłem wcześniej, zespół jest zupełnie inny, w całości zbudowany przez trenera Gembala.
-Kilka razy złapał Pan dziś przeciwników na faulach ofensywnych. Po jednym z nich John Taylor aż pokręcił z niedowierzaniem głową.
- Nie uważam się za świetnego obrońcę. Uważam, że przede wszystkim trzeba chcieć grać. Oczywiście pomaga mi doświadczenie. Po tylu latach gry niektóre zagrania ma się po prostu we krwi.
-O co walczy Legia w tym sezonie?
- Naszą siłą jest to, że gramy bez gwiazd. Stanowimy kolektyw, każdy z zawodników wnosi coś do gry. To już jest atutem, a będzie procentować. Ideałem byłoby znalezienie się w pierwszej szóstce po połowie sezonu. Jeśli to się nie uda, celem jest na pewno gra w play off. Nie chcemy walczyć o utrzymanie do ostatniej kolejki jak w zeszłym sezonie. Po wejściu do play off na pewno będzie nam się grało łatwiej. Nikt na nas nie stawia, więc przystąpimy do gry bez presji.
Rozmawiał Adam Banaszkiewicz