REKLAMA

Dziennik: SKLW pomysł na chuliganów

źródło: Dziennik - Wiadomość archiwalna

Po zajściach na stadionie w Wilnie wielu kibiców Legii poczuło wstyd, że ich ukochany klub kojarzony jest ze stadionowymi zamieszkami. Przez media przetoczyła się fala publikacji, w których przedstawiono kilka sposobów walki z bandytyzmem na stadionach. Jest to bardzo aktualny problem, bo przecież lada chwila wystartują rozgrywki polskiej ekstraklasy.
Większość pomysłów sprowadza się do wyeliminowania osób uczestniczących w zajściach. Można to zrobić, stosując zakazy stadionowe oraz wydając karty identyfikacyjne. Taką właśnie metodę preferuje Legia Warszawa. Wydaje mi się jednak, że te doraźne działania w minimalnym stopniu zwiększają bezpieczeństwo na stadionach.

Po pierwsze nie są to nowe rozwiązania. Karty kibica wydawane są przez Legię od wielu lat - kibic nie posiadający karty może nabyć bilet, jeśli przy wejściu na stadion okaże dokument potwierdzający tożsamość - podobnie jak od wielu lat funkcjonuje instytucja orzekanych przez sądy zakazów stadionowych. Oba te sposoby nie rozwiązały jednak problemu.

Co do jednego panuje zgoda, że jest to choroba społeczna. Chcąc ją zwalczać, zapomina się o znanej w medycynie prawdzie, że lepiej zapobiegać, niż leczyć. Do właścicieli klubów piłkarskich zapewne trafi argument, że każda złotówka wydana na profilaktykę zwraca się 64-krotnie. Chcąc zwiększyć bezpieczeństwo na stadionach, należałoby zacząć od modernizacji infrastruktury obiektów. To jest akurat oczywiste. Jednak głównym czynnikiem, który mógłby radykalnie wpłynąć na poprawę sytuacji na stadionach, jest zaangażowanie samych kibiców.

Powołując się na przykłady walki z chuligaństwem na zachodzie Europy, często pomija się fakt, że tam równolegle z działaniami o charakterze represyjnym podjęto współpracę z kibicami. W Anglii i Francji kluby piłkarskie wspierają zorganizowany ruch kibicowski. Przedstawiciele stowarzyszeń kibiców, wspierani przez kluby, uczestniczą w działaniach na rzecz bezpieczeństwa. Bo bez silnego ruchu fanów próby uzdrowienia sytuacji na stadionach nie powiodą się.

Cel działania stowarzyszeń kibiców można zdefiniować następująco: zaangażowanie jak najszerszej grupy fanów, również tych najradykalniejszych, do działań na rzecz klubu. Chodzi, krótko mówiąc, o to, aby uczynić kibiców współodpowiedzialnymi za to, jak postrzegany jest klub, i za to, co dzieje się na stadionach. Bo tylko kibic w pełni identyfikujący się z klubem weźmie na siebie odpowiedzialność za bezpieczeństwo na stadionie. Tam, gdzie władze klubu i kibice mają poczucie wspólnego celu, a kibic jest partnerem, efekty są widoczne. Tak jak w Lechu Poznań.

W Polsce wskutek komercjalizacji piłki nożnej doszło do zerwania więzi łączących kibiców z klubami, a precyzyjniej - z właścicielami klubów. Kluby, działając jak korporacje, zapominają o inwestowaniu we własnych fanów. Dla tak funkcjonującego klubu kibic nie jest partnerem. Często zarząd ignoruje kwestie, które mogłyby związać kibiców z klubem. Chodzi np. brak poszanowania dla tradycji klubu, tak jak było w przypadku KP Legia Warszawa i wieloletnich problemów z akceptacją historycznego herbu. Jest to ogromny błąd, gdyż przy niskim poziomie sportowym ligi w Polsce, wszechobecnej korupcji, to kibice są największą wartością piłki. I nawet wydarzenia w Wilnie tego nie zmienią.

Władze klubów często nie wykorzystują sytuacji, w których mogłyby przekonać kibiców do siebie. Pozytywnym przykładem jest Olympique Marsylia - klub, który przez lata borykał się z problemem zamieszek stadionowych. Zarząd, protestując przeciw przyznaniu swoim kibicom zbyt małej puli biletów - 2 tysiące, zamiast 6 tysięcy - na prestiżowy mecz wyjazdowy z Paris Saint Germain, wystawił do gry drugą drużynę. Tym gestem zjednał sobie kibiców. I teraz trudno sobie wyobrazić, by kibice Olympique zrobili cokolwiek, co uderzy w ich klub. Co więcej, kibice uczestniczą w dystrybucji biletów na sektor zajmowany przez ultrasów, biorąc odpowiedzialność za to, co się na nim wydarzy. W zamian za to klub finansuje oprawy meczowe organizowane przez kibiców. Wszyscy mają poczucie, że grają w jednej drużynie.

Na przeciwnym biegunie znajduje się postawa reprezentowana przez właścicieli KP Legia. W pierwszym wywiadzie udzielonym prasie po nabyciu klubu zapowiedziano wymianę publiczności na bardziej zamożną. Przy takich deklaracjach trudno oczekiwać zrozumienia wśród kibiców dla działań klubu. Pamiętajmy, że w zamieszkach uczestniczy niewielki procent osób przebywających na stadionie. Wrzucanie wszystkich kibiców do wspólnego worka powoduje postawienie muru pomiędzy klubem a tą częścią fanów, którzy mają jak najlepsze intencje.

Przykładem takiego działania jest przeniesienie całej odpowiedzialności za zamieszki w Wilnie na Stowarzyszenie Kibiców Legii Warszawa oraz ukaranie kibiców Legii trzyletnim zakazem wyjazdowym. Trzeba wiedzieć, że Stowarzyszenie Kibiców Legii Warszawa jest organizacją w pełni społeczną, prowadzącą działalność w oparciu o środki finansowe uzyskane ze składek członkowskich oraz dotacji od sponsorów. Członkowie SKLW działają od lat na rzecz wizerunku kibiców Legii bez wsparcia lub przy minimalnej pomocy klubu.

Do dotychczasowych inicjatyw należą: organizacja wyjazdów kibiców Legii na wybrane mecze piłkarskie, współpraca z organizatorami zawodów sportowych oraz służbami zabezpieczającymi ich przebieg w celu poprawy bezpieczeństwa, organizacja wyjazdów dla osób niepełnosprawnych, prowadzenie, we współpracy z władzami samorządowymi, cyklu turniejów piłki nożnej dla dzieci z domów dziecka, organizacja spotkań kibiców z piłkarzami Legii w różnego typu instytucjach, takich jak szkoły, domy dziecka, spotkania z uczestnikami Powstania Warszawskiego.

Czyż to nie paradoks, że właśnie ta grupa kibiców została obarczona odpowiedzialnością za zajścia w Wilnie? Dodajmy do tego, że kluby - tak się dzieje w przypadku Legii - nie potrafią się zdobyć na pojednawcze gesty wobec fanów. Często podejmują działania, które obniżają autorytet stowarzyszenia kibiców. Klub kieruje pod adresem kibiców żądania, nie oferując nic w zamian. Nie dostarcza tym samym argumentów stowarzyszeniu w dyskusji z radykalnymi grupami kibiców. Ci ostatni pytają - "Dlaczego mamy się was i klubu słuchać? Co klub dla nas zrobił, po co wy jesteście, skoro klub i tak się z wami nie liczy?".

Dlatego niezbędne jest porozumienie trzech stron: organizacji kibicowskich, organizatorów rozgrywek oraz klubów. Wszystkie te strony są na siebie skazane, a ich udział w rozmowach powinien zagwarantować powodzenie. Tymczasem dziś wiele osób chce rozwiązywać problem kibiców... bez kibiców. We Francji kluby zostały zobligowane do pracy z kibicami dekretem premiera. Może to jest droga, którą i my powinniśmy podążyć? Można założyć, że wszyscy fani są z natury źli. Ale po co? Czy nie lepiej współpracować z tymi, którym też zależy na dobrym wizerunku ligi?

REKLAMA
REKLAMA
© 1999-2024 Legionisci.com - niezależny serwis informacyjny o Legii Warszawa. Herb Legii, nazwa "Legia" oraz pozostałe znaki firmowe i towarowe użyte zostały wyłącznie w celach informacyjnych.