REKLAMA

Gdy przyjechałem, w Legii już działała pewna grupa

Edson da Silva, źródło: Życie Warszawy - Wiadomość archiwalna

Po poprzednim, chudym sezonie znów imponuje Pan formą.

Edson: Poprzedni sezon nie należał do udanych, nie tylko dla mnie, ale i zespołu. Starałem się, jak mogłem, nic mi jednak nie wychodziło. W tym roku trener przesunął mnie z obrony do pomocy. I dobrze mi się gra.



Może na Pana lepszą grę wpłynęła rozmowa, jaką przeprowadził przed sezonem z Brazylijczykami trener Urban?

- To była bardzo pouczająca rozmowa. Trener starał się zmobilizować nas do lepszej gry, uczulić na skuteczniejsze pilnowanie rywali.



Trener Urban potrafił dotrzeć do Brazylijczyków, a Wdowczyk nie?

- Wdowczyk potrafił się z nami porozumieć, umiał dokładnie wszystko wytłumaczyć, namawiał nas do cięższej pracy. Niestety, coś nam się nie układało. Nie chcę jednak wracać do przeszłości, chcę ją zamknąć.



Ale pewnych rzeczy nie da się zostawić bez słowa.

- Nie chcę się tłumaczyć. Zostałem w Legii. To jest najważniejsze i o czymś świadczy.



Ale to Panu zarzuca się sprowokowanie konfliktu w zespole, namawianie Eltona do picia alkoholu, samowolne porzucenie drużyny.

- Nigdy nie dochodziło w szatni do żadnych konfrontacji. Przeciwnie, mimo że nie mówię dobrze po polsku, starałem się kolegów motywować do lepszej gry. Jeśli chodzi o Eltona, to on jest dorosłym człowiekiem i wiedział, co robi. Mam 30 lat i nie zajmowałem się dzieckiem – Eltonem, tylko swoim dzieckiem 6-letnim Guillermo. Nie wtrącałem się w życie Rogera, Hugo, Juniora czy Eltona.



Mówi się też o tym, że odciąga Pan Brazylijczyków od reszty drużyny.

- Nie separowałem i nie separuję Brazylijczyków od reszty zespołu. Zawsze byłem dobrze postrzegany i przyjmowany, starałem się zaadaptować do każdego zespołu, w którym grałem i dobrze się w nim czuć. Gdy przyjechałem do Polski, w Legii już działała pewna grupa, z którą ciężko było się porozumieć. Ale zrozumiałem to, bo nie każdy musi się przyjaźnić czy lubić w zespole. Nie wszyscy muszą z sobą rozmawiać.



Czy Mariusza Piekarskiego zaprosi Pan na obiad?

- A czy my rozmawiamy o moim życiu prywatnym czy sportowym?



Menedżer Piekarski doprowadził do tego, że został Pan zawodnikiem Legii. A do sprzeczki między Wami doszło w szatni klubu.

- Jestem szczerym człowiekiem i mówię prawdę. Nie mam do nikogo żalu. Jeśli Mariusz będzie chciał ze mną porozmawiać, spotkamy się.



W poprzednim sezonie mówiło się o Pana wyjeździe z Warszawy.

- Ale zostałem, bo jestem dobrym piłkarzem. Mam z Legią podpisany kontrakt do 31 grudnia 2008 roku. Nie wiem, czy przedłużę umowę, czy klub będzie chciał to zrobić. Przyszłość należy do Boga.



Czy za rok znów będziemy pić szampana z okazji wygrania ligi?

- Zbyt wcześnie, by o tym mówić. Mam jednak taką nadzieję. Gramy w klubie, w którym mistrzowski tytuł jest zawsze celem nadrzędnym. Mamy to zakodowane w głowach.



W sercu też?

- Gdybym nie miał Legii w sercu, dawno bym stąd odszedł.



Rozmawiał Maciej Rowiński

REKLAMA
REKLAMA
© 1999-2024 Legionisci.com - niezależny serwis informacyjny o Legii Warszawa. Herb Legii, nazwa "Legia" oraz pozostałe znaki firmowe i towarowe użyte zostały wyłącznie w celach informacyjnych.