Legionisci.com
LEGIONISCI.COM

Rodzynek z Legii

piątek, 7 września 2007 08:38
Jakub Wawrzyniakźródło: Życie Warszawy

Do tej pory rozegrał Pan dwa mecze w reprezentacji, ale oba towarzyskie. Ten najbliższy, z Portugalią w sobotę – jeśli wybiegnie Pan na boisko – może być dla Pana najważniejszy w karierze.
Jakub Wawrzyniak: Nie patrzę na to w ten sposób. Z prostego powodu – jeszcze nie jestem ważną postacią tej reprezentacji. Znam swoje miejsce w szeregu. Oczywiście, przyjechałem na zgrupowanie, żeby powoli to zmieniać, ale na razie kadra ma innych liderów. I ja to w pełni szanuję.


Tomasz Kuszczak powiedział niedawno w „Gazecie Wyborczej”, że nie interesuje go rola rezerwowego w kadrze. Chce grać, koniec, kropka. Rozumiem, że Pan nie stawia tak sprawy?
- Jak każdy piłkarz chcę grać i nie zadowala mnie ławka, ale wszystko po kolei. Mam nadzieję, że na mnie też przyjdzie czas. Wprawdzie jako jeden z nielicznych dostałem pojedynczy pokój na zgrupowaniu w Niemczech, ale proszę nie wyciągać z tego wniosków (śmiech). Nie jestem żadną gwiazdą.


Ma Pan za sobą dziwny tydzień. Najpierw jest Pan wychwalany za grę w Legii, następnie... traci Pan miejsce w składzie przed meczem z Zagłębiem Lubin, a trzy dni później dostaje Pan powołanie do reprezentacji.
- I teraz, w przeciwieństwie do odpowiedzi na temat mojego miejsca w reprezentacji, powiem panu, że rola rezerwowego w Legii absolutnie mi nie odpowiada. Chciałbym, żeby to był tylko epizod. Wszystko w moich nogach.


Został Pan powołany do kadry awaryjnie, w miejsce kontuzjowanego Jacka Bąka. Duże zaskoczenie?
- Tak. Wprawdzie byłem na tzw. liście rezerwowej Leo Beenhakkera, ale przed poprzednim meczem eliminacyjnym też się na niej znajdowałem, a mimo to miejsce kontuzjowanego kolegi zajął wówczas ktoś inny. Teraz traktowałem siebie jako rezerwowego... rezerwy. I nagle, w poniedziałek wieczorem, dostałem telefon od Bogusława Kaczmarka (asystenta selekcjonera – przyp. red.) z krótkim pytaniem: „Jesteś gotowy?”. Nie zastanawiałem się ani chwili.


Jest Pan jedynym piłkarzem Legii powołanym przez Beenhakkera. Czuje się Pan osamotniony?
- Skąd! Tuż za ścianą w hotelu mam Łukasza Fabiańskiego i Grześka Bronowickiego, którzy jeszcze dwa miesiące temu byli legionistami. Za kolejną ścianą mieszka... Artur Boruc.


Jakie pierwsze skojarzenie przychodzi Panu na myśl, gdy słyszy Pan słowo „Portugalia”?
- Ronaldo i Deco. Fantastyczni piłkarze. W ogóle wiadomo, jaki ten zespół ma potencjał. Jeśli tylko zostawi się im trochę miejsca na boisku, natychmiast to wykorzystują.


Chyba warto zostać piłkarzem, żeby doczekać takich chwil, jak gra przeciwko Portugalczykom?
- Nie do końca.


Nie rozumiem...
- Szanuję Portugalczyków, ale nie chcę ich przeceniać i mówić, jakie to szczęście grać przeciwko takim gwiazdom. Wiem, że to są ludzie z pierwszych stron gazet, ale my też mamy gwiazdy. I naprawdę nie musimy się wstydzić.


Pan, mając w Legii wielu kolegów Brazylijczyków, chyba trochę poznał język portugalski?
- Niestety nie. Nasi Brazylijczycy posługują się łamaną polszczyzną (śmiech).


W sobotę zagracie na Stadionie Światła w Lizbonie. Dla wielu kibiców to jedno z najbardziej magicznych miejsc Europy. A dla Pana?
- San Siro. Gdy miałem kilka lat AC Milan święcił wielkie triumfy, które działały na wyobraźnię małego fana futbolu. Tak już zostało...


Rozmawiał Maciej Białek

Podaj ten news dalej: