Niedzielny mecz Wisły z Legią obejrzy świetny przed laty strzelec krakowian, Tomasz Frankowski. Jak wspomina on potyczki z Legią? " Jak dobrze pamiętam, rozegrałem chyba 10 spotkań przeciwko tej drużynie. Mecze były najczęściej zacięte, choć zdarzyło się, że chyba dwa razy kończyły się bardzo wysokimi wynikami. W Warszawie przegraliśmy 1-5, a u siebie było 4-1. Dobrze wspominam mecze z Legią, bo rzadko przegrywałem." - mówi Frankowski.
Frankowski: Legia prowadzi 1:0 i...
Strzelił Pan Legii siedem goli.
- Tej drużynie zawsze ciężko strzelało się gole. Nie dość, że grali tam reprezentanci Polski, to Legia zawsze miała dobrych bramkarzy. Czy to Grzesiek Szamotulski, Radostin Stanew, czy Artur Boruc. Im goli tak łatwo nie jest strzelić.
Przed tymi meczami zawsze jest dużo emocji. A jak to jest na boisku? Nie szczędziliście sobie złośliwości?
- Nigdy nie było niechęci poza indywidualnymi przypadkami. Najbardziej zapamiętałem Marka Jóźwiaka, który irytował mnie swoim zachowaniem. On potrafił a to nadepnąć na stopę, a to splunąć na spodenki. No, ale w każdym niemal zespole są piłkarze, którzy tak grają i próbują wyprowadzić rywala z równowagi w inny sposób niż odbiór piłki. Z tego co pamiętam, to Arek Głowacki miał podobne problemy z Czarkiem Kucharskim.
Wisła jest faworytem?
- Obie drużyny są wyrównane i pewnie zdecyduje dyspozycja dnia lub szybko strzelona bramka. Z racji gry u siebie i ostatnich dobrych wyników większe szanse mają gospodarze. Po porażce u siebie i remisie w pucharze Legia jest trochę w dołku. Z drugiej strony trener Urban nie będzie musiał nawet mobilizować specjalnie piłkarzy. Sama nazwa Wisła wystarczająco motywuje.
Jak wyobraża sobie Pan ten mecz jako kibic?
- Legia prowadzi do przerwy 1:0 po bardzo efektownej grze. Wisła w drugiej połowie, dobrze zmotywowana przez trenera Skorżę, wygrywa 3:1. Jak pamiętam, to brałem udział w takich meczach przeciwko Legii. Przez lata można wspominać takie mecze. Z perspektywy piłkarza Wisły najlepiej byłoby zdobyć gola w siódmej minucie z rzutu rożnego i poprawić tuż po przerwie.
Kiedy wraca Pan na boisko?
- Nadal trenuję z Kmitą Zabierzów i mam coraz więcej z tego przyjemności. Powoli rozglądam się za jakimś klubem, ale jeszcze nie ma nic konkretnego. W gierce wewnętrznej Kmity czułem się bardzo dobrze, ale strzelać nie chciałem.