Gdy stadionowy zegar wskazywał 40. minutę meczu, wówczas cała Żyleta ryknęła pieśń „Moja jedyna miłość, to jest Legia!”. Momentalnie podchwycili to kibice siedzący pod dachem i do końca pierwszej odsłony spotkania trwał głośny doping dla gospodarzy. W drugiej połowie sytuacja się powtórzyła dzięki czemu przez ostatnie 10 minut legioniści grali przy głośnych śpiewach. Wszystko to, z dedykacją dla trenera Jana Urbana.
Urban: Legia zasługuje na taki doping
- O to właśnie chodzi, żebyśmy cieszyli się taką atmosferą, takim dopingiem. - nie krył zadowolenia po meczu opiekun Legii. - Wtedy kiedy wygrywamy, to cieszmy się wszyscy. Natomiast po porażkach kibice mają pełne prawo nas skrytykować, wygwizdać, bo taka jest piłka. Legia jest takim klubem, z taką historią, że na taką atmosferę jaką mieliśmy w końcówkach obu częściach meczu, w pełni zasługuje. Miejmy nadzieję, że jako drużyna damy fanom wiele powodów do satysfakcji, a taki doping będzie nam towarzyszył do końca sezonu. Za co oczywiście serdecznie dziękujemy. - powiedział Jan Urban.
Także piłkarze ucieszyli się, że kibice wsparli ich głośnym dopingiem. - Wreszcie nam trochę pomogli. Tej chaotycznej atmosfery na trybunach już nie dawało się wytrzymać. Nareszcie coś się ruszyło i mam nadzieję, że już niedługo wszystko wróci do normalności. Oby znów było tak, jak było w przeszłości - mówił po meczu Jan Mucha.
Powrót dopingu skomentował także Aleksandar Vuković. Najpierw Serb wyjaśnił jednak swoją środową wypowiedź, w której skrytykował zachownie fanów. - Chyba wyraziłem się wówczas zbyt ostro. Dziś kibice nas wsparli i w takiej sytuacji, jako drużyna nie możemy zrobić nic innego, jak wesprzeć kibiców - tłumaczy "Vuko", kierując do fanów ciepłe słowa. - Chcemy podziękować kibicom za wsparcie. Uczyniliśmy to od razu po meczu. Rozumiemy, że póki jest protest, nie będzie tak, jak było kiedyś. Kibice muszą zrozumieć, że jeżeli będą z nami, będą nas wspierali, to my także będziemy z nimi - kończy kapitan Legii.