Legionisci.com
LEGIONISCI.COM

Pęknięta kariera

wtorek, 6 listopada 2007 11:50
Pęknięta kariera
Kiedy znów zobaczymy cieszącego się Sebastiana Szałachowskiego na boisku? - fot. Mishka
źródło: Trybuna

W tym roku nie zagrał w żadnym spotkaniu. Kilkakrotnie wznawiał treningi, lecz termin powrotu do drużyny był ciągle przekładany. Co się właściwie dzieje z Sebastianem Szałachowskim? "Nadal się leczę. Niestety, nie mogę pomóc kolegom, którzy po znakomitym starcie gubią w lidze kolejne punkty. Tej jesieni z pewnością już nie zagram, a przecież ktoś musi strzelać bramki dla Legii..." - mówi w rozmowie z Trybuną.

"W grudniu ubiegłego roku doznałem kontuzji podczas meczu o Puchar Ekstraklasy z Wisłą Płock i nie mogłem pojechać z reprezentacją do Zjednoczonych Emiratów Arabskich. Natomiast w styczniu wziąłem udział w turnieju halowym, z którego dochód przeznaczony był na rzecz Wielkiej Orkiestry Świątecznej Pomocy. W pewnym momencie dostałem kopniaka w kość piszczelową. Powstał krwiak, ale wyglądało to tylko na błahy uraz. Bóle stawały się coraz silniejsze. Najpierw pomyślałem, że to sprawy przeciążeniowe, spowodowane powrotem do pracy po przerwie w zajęciach. Ale z każdym dniem było gorzej. Lekarz stwierdził, że wystąpiło zapalenie okostnej piszczeli. Tymczasem po dokładnych badaniach w klinice Carottna Medical Center na warszawskim Żoliborzu okazało się, iż kość jest złamana. Nie mogłem w to uwierzyć! Poddałem się operacji i byłem optymistą... Minęły jednak dwa miesiące, a bóle w nodze wciąż dokuczały. Szefowie Legii postanowili wysłać mnie do doktora Christiana Schenka. W austriackim Schruns zapadła decyzja, że konieczny jest następny zabieg chirurgiczny. Podobno wystąpił ubytek kości i należy przeszczepić ścięgna boczne krzyżowe z kolana do piszczeli. Brzmi to bardzo fachowo, ale chyba niczego nie pomyliłem" - opowiada Szałachowski.


W przerwie wakacyjnej do Legii trafił Jan Urban. Szkoleniowiec kilkakrotnie podkreślał, że bardzo wiąże spore nadzieje z "Szałachem".


"Przygotowywaliśmy się do sezonu na obozie w Grodzisku Wielkopolskim. Wierzyłem, że wkrótce odzyskam pełną sprawność. Kiedy jednak próbowałem szybciej pobiec - występowały jakieś dziwne, promieniujące z kolana kłucia. Znów wyjazd do Austrii. Doktor Schenk tym razem stwierdził, że miejsca, z których pobrano ścięgna do przeszczepu, jeszcze się nie zregenerowały i po prostu trzeba czekać. Jak długo? Zobaczymy. Powiedziałem sobie, że nie będę ryzykował, dopóki się całkowicie nie wyleczę. Mam nadzieję, że solidnie przepracuję okres zimowy i w rundzie wiosennej znów pojawię się na ligowych boiskach. Nie dopuszczam myśli o zakończeniu kariery. Mam przecież dopiero 23 lata" - powiedział Sebastian Szałachowski.

Podaj ten news dalej: