"Nie tak to sobie wyobrażałem. Na początku rundy przytrafiła mi się kontuzja, z walki o skład zostałem na jakiś czas wyłączony. Nie dostałem w ogóle szansy pokazania się. Trener ze mną rozmawiał, ale to były dziwne rozmowy. Powiedział, że na razie mnie nie widzi w składzie, że może później, jak będą jakieś zmiany kadrowe. Poczułem się zapchajdziurą. (...) Nie dbałem o siebie tak, jak powinienem. Zdarzało mi się jeść kebaby, frytki, takie rzeczy. Nie dbałem też zbytnio o to, aby unikać kontuzji. Na luzie traktowałem stretching, nie przykładałem się do rozgrzewek. Stąd brały się urazy, a potem i kontuzje." - mówi Marcin Burkhardt. Czytaj wywiad