"Z 32 piłkarzy powołanych w pierwszym terminie zostało 18. Trener Jan Kocian zdecydował, że na Cypr polecę ja oraz Stefan Senecki z beniaminka tureckiej ekstraklasy – Ankarasporu. Nie znam go osobiście, więc będzie okazja do rozmów na Cyprze." - mówi powołany do kadry Słowacji Jan Mucha.
Mucha: Przyszły lepsze dni
Od momentu opuszczenia Legii przez Łukasza Fabiańskiego dopisuje Panu szczęście. Po dwóch latach siedzenia na ławce rezerwowych został Pan pierwszym bramkarzem Legii, puścił najmniej goli w lidze i dostał powołanie do kadry Słowacji.
- Wreszcie dostałem szansę pokazania tego, co potrafię, i słowaccy trenerzy mogli zobaczyć, co potrafię. W Legii mam wyśmienitego trenera, opiekę medyczną, odnowę, wspaniałe zgrupowania.
I wreszcie odzyskał Pan wigor.
- Nie da się ukryć, że po dwóch latach siedzenia na ławce rezerwowych byłem przygnębiony i smutny. Ale wierzyłem, że przyjdą lepsze dni. Rola bramkarza jest bardzo niewdzięczna – grać może tylko jeden. Ale pokazałem, że stać mnie na dużo. W końcu doczekałem się miejsca w bramce, a reszta jest historią.
Jak duża zasługa w tym jest trenera Krzysztofa Dowhania?
- Nigdy nie miałem tak dobrego trenera. Wychował już tylu świetnych bramkarzy...
Skoro jedzie Pan na zgrupowanie na Cypr, zabraknie Pana na drugim obozie Legii w Alicante.
- Trzeciego lutego mam stawić się na zgrupowaniu w Bratysławie, a dzień później lecimy na Cypr. Szóstego gramy z Węgrami, zaś siódmego będę już w Alicante. Jeszcze przez tydzień zdążę potrenować z Legią.
Wyjazdy na zgrupowania i mecze kadry przeszkadzają bramkarzowi w przygotowaniach do sezonu?
- Z pewnością trener klubowy ma opracowany specjalny grafik przygotowań na obozach, który chciałby zrealizować. Ale ja cieszę się, że dostałem powołanie do reprezentacji i mogę z kadrą pojechać na mecz oraz zgrupowanie oraz pokazać się trenerowi. Mnie wyjazd na zgrupowanie kadry nie przeszkadza. Na dodatek będę mógł porównać sobie pracę obu trenerów oraz moje umiejętności z możliwościami Seneckiego.
Z pewnością doczeka się Pan na kolejne powołania do kadry.
- Nie podniecajmy się tak faktem powołania. Trener po prostu sprawdzi wszystkich, by wybrać najlepszych.
Jak ocenia Pan grupę eliminacyjną do mistrzostw świata, w której zagrają sąsiedzi?
- Nie będziemy faworytami. Mocni są Czesi i Polacy. Aż strach pomyśleć, co będzie się działo, kiedy zmierzymy się z Czechami... Fajnie, że grają ze sobą sąsiedzi, kibice będą mieli blisko.
Może zagra Pan przeciwko Polsce?
- Moim marzeniem jest wystąpić na stadionie Legii przeciwko Polsce w bramce Słowacji. Szkoda tylko, że to ostatni mecz w grupie dopiero we wrześniu 2009 roku. Droga do spełnienia mojego marzenia jest więc daleka.
Latem ubiegłego roku przedłużył Pan kontrakt z Legia na kolejne 36 miesięcy. Co dalej?
- Nie wiadomo, czy dotrwam do czerwca 2010 roku. Może Legia mnie wcześniej sprzeda? Nie ukrywam, że moim marzeniem jest wyjazd do Anglii, Niemiec, Włoch czy Hiszpanii.