Miroslav Radović wierzy, że zarówno on, jak i cała drużyna warszawskiej Legii, wróciła na właściwy tor. Serbski pomocnik nie boi się mocnych słów, w ocenie ostatnich występów legionistów, które wykluczyły ich z walki o mistrza Polski. W środę jego zespół zagra z Wisłą Kraków, która w lidze jest bezkonkurencyjna. - Wygrana w takim spotkaniu dodałaby nam pewności siebie - mówi Radović w rozmowie z dziennikiem "Polska".
Radović: Nie wykluczam, że odejdę
Był Pan ostatnio jednym z najbardziej krytykowanych piłkarzy Legii. Kibice zastanawiali się, gdzie podział się ten Radović, który z taką łatwością mijał rywali. W niedzielnym meczu z Zagłębiem Lubin był Pan już najlepszy na boisku. Skąd taka przemiana?
Miroslav Radović: Wiem, sporo już się tej krytyki nasłuchałem. W pierwszych meczach brakowało mi szybkości. W ostatnim spotkaniu z Zagłębiem Lubin zagrałem tak jak trzeba. Strzeliłem bramkę, mogłem zdobyć kolejne. I tylko szkoda sytuacji z końcówki meczu, gdy niedokładnie podałem do Takesure Chinyamy, który był sam przed bramkarzem rywali. Źle się zachowałem.
Zastanawiał się Pan, dlaczego Legia zaczęła rundę wiosenną w tak słabym stylu?
- Brakowało świeżości. Przyczyn naszych słabszych występów upatrywałbym też w psychice. Głupio traciliśmy punkty, zwłaszcza w spotkaniu w Sosnowcu. Mam nadzieję, że po ostatnim efektownym zwycięstwie nad Zagłębiem Lubin będzie już tylko lepiej. Drużynie, której nie idzie, często potrzebny jest jeden dobry mecz, by wrócić na właściwy tor.
Przed Wami prestiżowy mecz z Wisłą Kraków w Pucharze Ekstraklasy. Mobilizuje się Pan szczególnie na to spotkanie?
- Przez dwa lata gry w Polsce przyzwyczaiłem się, że mecze Legii z Wisłą są wyjątkowe. Tak będzie i tym razem. Wygrana w takim spotkaniu dodałaby nam pewności siebie.
W lidze Legia traci do Wisły czternaście punktów. W czym rywal z Krakowa jest od was lepszy?
- Nie uważam, że Wisła ma lepszych piłkarzy. Po prostu nie mieli takich wpadek jak my. Porażki z Dyskobolią i Zagłębiem Sosnowiec to wynik naszej głupoty. Sami jesteśmy sobie winni, że straciliśmy szansę na mistrzostwo.
W przerwie zimowej wiele mówiło się o Pana odejściu. Po zakończeniu sezonu ten temat wróci?
- Gram w Legii już dwa lata i nie wykluczam, że odejdę. To nie zależy jednak tylko ode mnie. Zgodę musi wyrazić dyrektor sportowy Mirosław Trzeciak. Doskonale czuje się w Warszawie, ale decyzja o tym, czy zostanę, zapadnie w czerwcu.