W niedzielę Marcin Burkhardt meczem z Koroną Kielce pożegna się z warszawskimi kibicami. Dzień później wyjeżdża do szwedzkiego IFK Norrkoeping, gdzie korona towarzyszyć będzie mu na co dzień... w portfelu. W Legii spędził prawie 3 lata. Pierwszy rok był obiecujący (24 mecze, dużo świetnych występów i mistrzostwo Polski). Odkąd trenerem "wojskowych" jest Jan Urban, grał jednak niewiele. Dlatego zdecydował się na przenosiny do Skandynawii.
Bury rozmieni Koronę na drobne
- Ostatnio, jak budzę się rano, to takie dziwne myśli mnie nachodzą - uśmiecha się w rozmowie z "Super Expressem" Burkhardt. - Nie wiem, czy to stres związany z wyjazdem, czy żal, że opuszczam Warszawę. Było miło, ale czas na nowe wyzwania - twierdzi.
"Bury" wie, co go czeka w Szwecji, bo w Norrkoeping był już dwukrotnie na testach.
- I jestem pod wrażeniem. To świetnie zorganizowany klub, a Szwedzi to zdyscyplinowani ludzie. Będę musiał popracować nad punktualnością, bo oni nie lubią spóźnień. W Legii na zbiórkach nie zawsze byłem na czas. Tutaj to nie przejdzie - uważa pomocnik, który w przenosinach do IFK widzi nie tylko sportowe plusy.
- Ach, te szwedzkie dziewczyny... W Polsce zawsze byłem z brunetkami, a tam same blondynki. Raj na ziemi! - rozmarza się Marcin.
Wprawdzie już w poniedziałek Burkhardt leci do Skandynawii, ale w portfelu szwedzkich pieniędzy brak. "Super Express" postanowił to zmienić i podarował piłkarzowi 20 koron na szczęście.
- Dzięki, jeszcze nigdy nie trzymałem tej waluty w rękach - ucieszył się z prezentu Burkhardt, który chce w dobrym stylu pożegnać się z warszawską publicznością.
- Mam nadzieję, że czeka mnie miła niedziela. Po meczu rundka wokół boiska i pożegnalny obiad z klubowymi kolegami. Ale wcześniej chciałbym rozmienić kielecką Koronę na drobne - zapowiada uśmiechnięty od ucha do ucha.