Zdobył pan dziś bramkę po niesamowitym strzale z rzutu wolnego. To chyba jedna z najładniejszych bramek w pana karierze?
- Owszem. Strzeliłem gola, ale bardziej cieszy mnie zwycięstwo drużyny i trzy punkty wywalczone na trudnym terenie. Choć oczywiście bramka też na swój sposób raduje.
Dzięki zdobytym trzem punktom wróciliście na trzecie miejsce w tabeli...
- Już przed tygodniem, po przegranym meczu w Warszawie z Lechem, mówiłem, że walka o drugie miejsce będzie toczyła się do ostatniej kolejki. Rywalizują przecież aż trzy drużyny, oprócz nas i poznaniaków liczy się jeszcze Groclin. Myślę, że wszystkie zespoły mają takie same szanse. O tym, kto zdobędzie wicemistrzostwo, będą decydowały detale. W tym kontekście zdobyte w Wodzisławiu trzy punkty są bardzo ważne.
Teraz przed wami półfinałowy mecz Pucharu Polski. We wtorek zagracie u siebie z Zagłębiem. To dla was chyba jeszcze ważniejszy mecz od tego z Odrą?
- Oczywiście. Teraz już wszyscy myślimy o tym spotkaniu, które mieliśmy już od pewnego czasu w podświadomości. Wcześniej musieliśmy się skupiać na spotkaniu z Odrą. To rzeczywiście bardzo ważny mecz, ponieważ walczymy o zdobycie Pucharu Polski, a co za tym idzie – kwalifikacji do rozgrywek UEFA.
W sobotę czwartą w tym sezonie żółtą kartkę otrzymał Takesure Chinyama. Oznacza to, że waszego najlepszego snajpera zabraknie w bardzo prestiżowym meczu ligowym z Wisłą. W takiej samej sytuacji jest Jakub Rzeźniczak...
- Wielu z nas było i jest zagrożonych wykluczeniem z najbliższego meczu. Ja także mam świadomość, że najbliższa żółta kartka sprawi, iż będę pauzował w kolejnym spotkaniu. Tak się zdarza. Choć wszyscy uważamy, żeby "nie łapać" kartek, nie da się ich zawsze uniknąć. Szkoda Chinyamy, szczególnie dlatego, że jego kartka była bezsensowna. Inna sytuacja jest z Kubą Rzeźniczakiem. Też nie zagra z Wisłą, ale akurat on ratował się faulem, ponieważ nie miał innego wyjścia. Nie zamierzam go krytykować.
Czy pan, jako kapitan Legii, powiedział Chinyamie, co myśli o jego postawie?
- Nic mu nie mówiłem. Po prostu szkoda mi go. "Chini" jest przecież dla nas bardzo ważnym zawodnikiem. Gdy tylko Takesure przewrócił się i sędzia sięgał po żółtą kartkę, już miałem świadomość, że zabraknie go w meczu z Wisłą.
Kolejne problemy kadrowe sprawiają, że trener Jan Urban musi stawiać na wielu młodych zawodników. Uważa pan, że oni wykorzystują swoje szanse?
- Tak, ale pamiętajmy, że jesteśmy zbyt młodym zespołem. Widać to jak na dłoni, gdy prowadzimy 1-0 i drużyna zaczyna odczuwać ogromną presję zwycięstwa. Wtedy nasza gra nie wygląda tak, jak powinna. Bardzo brakuje nam doświadczenia. Młodzi zawodnicy mają problemy z uspokojeniem gry. Tego nie można nadrobić słowami, rozmową. Trzeba po prostu mieć ligowe doświadczenie.