Legionisci.com
LEGIONISCI.COM

Możecie wiele, ale nie możecie kazać nam dopingować

poniedziałek, 21 kwietnia 2008 13:03
Marek Sobota

Fakty są takie. Rządy ITI w Legii od samego początku są jednym wielkim rozczarowaniem. Koncern nie wywiązał się z większości obietnic dotyczących wyników sportowych - jedyny sukces mistrzostwo Polski w 2006 r.. Kierownictwo klubu i właściciele raz po raz oczerniają kibiców, przedstawiając trybuny jako siedlisko bandytów, dealerów narkotykowych, a ostatnio rasistów. Nie tylko uniemożliwiają kibicom legalne uczestnictwo w meczach wyjazdowych, ale czynnie występują przeciwko fanom, m.in. domagając się kar dla klubów, które przyjmują legionistów na swoich obiektach. Zarząd ignoruje jedyne formalne przedstawicielstwo kibiców, łamiąc tym samym przepisy organizatora rozgrywek. Za nic ma też opinię rzecznika praw obywatelskich, który zakwestionował niektóre praktyki stosowane wobec kibiców. Stadion Legii jest jedynym obiektem piłkarskim, na który można nie zostać wpuszczonym dlatego, że jest się "potencjalnym sprawcą kłopotów". Na trybuny nie można wnosić trąbek i grzechotek, spotykanych wszędzie indziej. Cenzorzy na bramach wejściowych zabierają nawet transparent z pozdrowieniami dla koleżanki, która przypadkowo ma na imię tak samo jak lecząca się z uzależnienia od narkotyków córka jednego z właścicieli. Dyrektor bezpieczeństwa wzywa na przesłuchania niczym przedstawiciel administracji państwowej i grozi zakazami za intonowanie haseł niewygodnych właścicielom.


Słowem: ITI zachowuje się na dzierżawionym od władz stolicy stadionie miejskim tak, jak w wybudowanej z własnych środków siedzibie koncernu. Robi rzeczy, jakich Liverpool nie robił po Heysel, Wisła po trafieniu nożem Dino Baggio, a Feyenoord po meczu w Nancy. Stan jest absolutnie wyjątkowy. Wyjątkowa jest też reakcja kibiców, którzy zaprzestali dopingu i manifestują swój sprzeciw wobec często zupełnie obłąkańczym działaniom władz klubu.


I nagle pojawia się Pan Nikt z klubowej gazety nL (której twórcy we własnej winiecie słowo "nasza" stojące obok "Legia" uczynili tak niezauważalnym, jakby zdawali sobie sprawę z tego, że zestawienie ich obok siebie jest manipulacją, nadużyciem i świętokradztwem) i wciela się w rolę mentora. Rzuca patosem o dwunastym zawodniku (dawno przecież odsuniętym przez władze klubu od składu!) i poucza: abstrahując od racji poszczególnych stron w konflikcie kibice powinni pomóc piłkarzom w meczu z Lechem. To przez kibiców Legia przegrała, hasło "cała Legia zawsze razem" jest pustym sloganem, a historia Żylety uległa defraudacji.


Otóż nie. Nie można abstrahować od racji w konflikcie, a jeśli ktoś rzuca puste słowa to tylko autor. Czemu nie oświecał nas swoimi przemyśleniami na łamach poprzedniej, autentycznej NL? Czemu wówczas co tydzień pisał o bzdurach, byle tylko nie zająć żadnego stanowiska w sprawach naprawdę kontrowersyjnych? Czemu dziś nie szuka przyczyn porażki np. w tym, że w wyniku nowatorskiej polityki transferowej Legię coraz częściej muszą reprezentować juniorzy, tylko w braku dopingu? Czemu pustosłowiem nie nazywa publicznej obietnicy prezesa Miklasa, który miał unormować sytuację na trybunach a nie zrobił absolutnie nic w tym kierunku? Możliwości są dwie. Pierwsza: kiedyś bał się pisać co myśli, a dziś się nie boi - co oznacza, że nie miał jaj, ale dokonał implantu (oby się przyjął). Druga: kiedyś nie miewał tak błyskotliwych refleksji, a dziś musi je miewać - co oznacza, że jaj nie miał i mieć nie będzie.


Dlaczego jednak mielibyśmy słuchać takiego mentora?


Potwierdzają się obawy, że nL stała się narzędziem służącym do indoktrynacji kibiców, ci jednak jednoznacznie opowiedzieli się co o tym myślą, kompletnie ingorując pismo. Dlatego nie warto by było o tym wszystkim wspominać, gdyby nie to, że podobne głosy odzywają się czasem także w internecie. Daleko posuniętym nietaktem jest to, że narzekania na brak dopingu, opraw, atmosfery wygłaszają wszyscy oprócz tych, którzy mają do tego prawo. Ci, którzy od lat jeżdżą za Legią po całej Polsce i Europie popierają kibicowski protest. Ci, którzy oprawy tworzyli też protestują. Za protestem są również ci, którzy tworzyli legendę Żylety kiedyś i ci, którzy najbardziej angażowali się w doping ostatnio (do tego stopnia, że nawet organizowali treningi, aby robić to jak najlepiej). Protestuje Żyleta, protestuje Kryta. Wszyscy, albo prawie wszyscy, którzy wpływają na stadionową rzeczywistość. Jakieś "ale" mają tylko bezczelni tupeciarze, którzy uznali, że oprócz meczu fajnie jest przeżyć widowisko tworzone na trybunach przez innych. To oni nakazują nam - macie dopingować! To oni mówią o obowiązkach kibica, choć sami nigdy w nich nie partycypowali.


Im powiem brutalnie, po kibicowsku - odwalcie się od nas. Obowiązki w znaczeniu odpowiedzialności ma kto inny - prezes Miklas, dyrektor Trzeciak, kapitan drużyny Vuković czy naczelnik (bo nie redaktor naczelny) Partyka. Ich trzeba rozliczać. A kibic na stadionie ma tylko te obowiązki, które sam dobrowolnie na siebie nałoży.

Podaj ten news dalej: