Legia nie chciała sprzedawać wejściówek swoim fanom. Klub został wyręczony przez PZPN. Tymczasem kibice podczas finału wywołali burdy... - Niczego nie żałujemy. Nie chcieliśmy finału bez kibiców - zapewnia Koźmiński w rozmowie z Futbol.pl. Legia może teraz umywać ręce... Wina spadnie na PZPN? - Nie ma mowy! Nie możemy odpowiadać, że Legia ma prezesa, który boi się własnego cienia - twierdzi rzecznik.
Koźmiński: Legia odpowiada za kibiców
FUTBOL.PL: Legia nie chciała wziąć odpowiedzialności za kibiców, nie chciała sprzedawać biletów. To PZPN zdecydował się na to, żeby fani zobaczyli finał. Nie żałuje Pan tego wszystkiego?
Zbigniew Koźmiński: - A czego Legia chciała? Finału przy pustych trybunach? Co to byłby za finał?! Czegoś takiego przecież nikt nie chciał...
Legia teraz będzie mówić, że winę za wtorkowe wydarzenia ponosi PZPN.
- Legia może sobie mówić... Przepisy międzynarodowe stanowią jasno: to klub ponosi odpowiedzialność za swoich kibiców! To nie wina PZPN, że Legia ma prezesa, który boi się własnego cienia.
Nie szkoda wam, że przez incydent kibiców, których wpuściliście, chuligani stali się "bohaterem" całego wydarzenia!
- Niczego nie żałujemy! To było piękne widowisko, w którym po prostu przez zaledwie dziesięć minut zwyciężyło chuligaństwo.
Czy PZPN identyfikował w jakikolwiek sposób kibiców, którzy kupowali wejściówki?
- Tak, mieliśmy listę osób z peselami, na podstawie których wszystko sprawdzaliśmy.
Teraz kibiców spotka kara?
- Tak, ale od tego jest Wydział Dyscypliny PZPN, który wszystko dokładnie przeanalizuje. My sami nie jesteśmy policją, żeby ścigać przestępców.
Kibice Wisły też brali duży udział w burdach?
- Myślę, że wina jest porównywalna po obu stronach. Ale mamy monitoring, którego analiza wiele wyjaśni.
Zamkniecie obu klubom stadiony?
- O tym zdecyduje Wydział Dyscypliny PZPN. Sam nie chcę wyrokować, jakie kary powinny spotkać kluby.