Od początku pracy Leo Beenhakkera z polską kadrą największe kontrowersje w jego sztabie budzi osoba dyrektora reprezentacji Jana de Zeeuwa.
Ten mieszkający od lat w Polsce Holender nie wstydzi się opowiadać, że zajmuje się m.in hurtowym handlem truskawkami. W mediach znany był jednak dzięki swej drugiej profesji, poza truskawkami od święta handlował też zawodnikami. Sprzedawał m.in. Jerzego Dudka z Sokoła Tychy do Feyenoordu Rotterdam, potem do Liverpoolu i w końcu do Realu Madryt.
De Zeeuw, czyli plama na pomniku Beenhakkera
Przy tym ostatnim kontrakcie nie bez znaczenia była znajomość Beenhakkera z Berndtem Schusterem, trenerem Realu. W środowisku piłkarskim już wtedy zaczęła krążyć opinia, że De Zeeuw wykorzystuje swoje menedżerskie kontakty do transferowania reprezentantów i niejednemu kadrowiczowi zawrócił już porządnie w głowie.
Leo Beenhakker z ogromnym wzburzeniem reaguje na takie opinie. Widać, że bardzo "uwierają" go te plotki. - Od 43 lat zajmuję się pracą trenerską i nigdy dotąd coś takiego mnie nie spotkało - wypalił nagle, bez pytania, bez podnoszenia tej kwestii podczas ostatniego posiedzenia zarządu PZPN, gdy miał podsumować występ kadry na Euro.
Zastrzeżenia są wysuwane głównie, jeśli chodzi o powołania młodych graczy. Wedle zwolenników "teorii handlowej" występy w kadrze mają służyć przede wszystkim wypromowaniu ich na międzynarodowym rynku. Padają takie nazwiska jak Adam Kokoszka, Tomasz Zahorski, Michał Pazdan i Jakub Wawrzyniak. Ich wyjazd na finały Euro do Austrii budził wiele wątpliwości nawet wśród największych zwolenników Holendra.
Ale nie samego Beenhakkera, który przekonywał, że na mistrzostwa Europy zabiera najlepszych z najlepszych. Jak wypadli oni w turnieju, doskonale wiemy. Kokoszkę, Zahorskiego i Wawrzyniaka zobaczyliśmy ledwie w jednym meczu. Z Pazdanem, choć sytuacja z każdym meczem stawała się gorsza, Leo nie odważył się zaryzykować.
Kokoszka tuż po mistrzostwach odmówił gry w Wiśle Kraków, mimo że obowiązuje go jeszcze kontrakt z klubem. Powołując się na prawo Webstera, iż po trzech latach występów może zmienić pracodawcę, wyjechał szukać szczęścia w II-ligowym włoskim Empoli. Czy gra w Serie B pomoże mu bardziej rozwinąć się piłkarsko niż regularne występy w drużynie mistrza Polski? Wątpliwe. Ktoś jednak ten dziwny krok mu doradził. Kto? Kokoszka nie chce zdradzić.
We wrześniu ubiegłego roku zawodnik wymówił jednak umowę swemu ówczesnemu menedżerowi, argumentując, iż dalej to "kadra go wypromuje". Zahorski też promuje się przez kadrę. - Od pół roku nie mam menedżera i jakoś sobie radzę. Mam propozycje z zagranicy, ale Górnik nie chce mnie sprzedać - wyznaje.
On jeszcze nie może skorzystać z prawa Webstera, bo gra w Zabrzu zaledwie rok. Pazdan niewiele dłużej. Muszą więc czekać, aż przyjdzie satysfakcjonująca klub oferta.
Radosław Majewski na Euro nie pojechał. Wypadł z kadry w ostatniej chwili. Pytany, czy dlatego, że nie posłuchał rad dyrektora De Zeeuwa, rumieni się i oznajmia: - Chciałbym wierzyć, że o moim wykluczeniu z Euro decydowały tylko względy sportowe.
Nic więcej nie chce zdradzić. Trudno mu się dziwić - wciąż przecież marzy mu się gra w kadrze. Jedno słowo za dużo mogłoby te marzenia definitywnie przekreślić, jak się to stało choćby w przypadku Tomasza Kuszczaka, który pozwolił sobie skrytykować metody treningowe asystenta Leo - Fransa Hoeka.
Radosław Matusiak przez ostatni rok powoływany do kadry zdecydowanie na wyrost też na Euro się nie zabrał. Powód tego był zupełnie inny niż w przypadku Majewskiego.
- To media wymusiły na Leo, by nie wziął Radka na finały - twierdzi ojciec napastnika Janusz Matusiak. Pytany o plotkę, która głosi, iż syna wykluczono z kadry, bo ojciec nie podzielił się z kim trzeba prowizją z transferu Radka do Heerenveen, oburza się: - Toż to wierutna bzdura. Transfer załatwiał nie De Zeeuw, ale menedżer angielski z firmy IMG.
Warto nadmienić, że agencja menedżerska IMG zajmuje się też transferem legionisty Rogera Guerreiro. Przedstawiciel IMG Nederland to bliski znajomy De Zeeuwa - Holender Jork van Matt. Już w Bad Waltersdorfie, bazie Polaków podczas Euro, chwalił się on, że ma klub dla Zahorskiego.
Niewątpliwie rzuca to cień na dyrektora kadry i podważa nieskazitelną uczciwość jego bezpośredniego szefa - selekcjonera naszej reprezentacji.