Legionisci.com
LEGIONISCI.COM
Wywiad

Wiemy, jak z nimi grać

wtorek, 12 lutego 2002 19:18
Paweł Kryszałowiczźródło: Gazeta Wyborcza

-Jeśli spojrzeć na przeciwników Polski w grupie w finałach mistrzostw świata, to Irlandia Płn. przypomina tylko USA. I to też nie za bardzo. Czy to więc dobry rywal na rozpoczęcie przygotowań w tak ważnym dla Was roku?

Paweł Kryszałowicz: Na rozpoczęcie roku każdy rywal jest dobry. Nie my jesteśmy od tego, żeby myśleć, z kim mamy grać, ale trenerzy. Najważniejsze, że znów jest okazja, by się spotkać, pobyć razem i udowodnić szkoleniowcom, że na pewno nie jest z nami gorzej niż wtedy, gdy zdobywaliśmy awans.

-Lubi Pan takich przeciwników jak Irlandczycy - silnych, ale mających kłopoty z grą kombinacyjną?

- Teraz piłka w ogóle zrobiła się bardzo siłowa. Nie ma nawet wśród średniaków drużyn słabych fizycznie. A Irlandczycy? Skoro przełamaliśmy już kompleks Wyspiarzy, wygrywając w eliminacjach z Walią, to i z Irlandią Płn. damy sobie radę. Już wiemy, jak z nimi grać.

-Olisadebe, Kryszałowicz, Marcin Żewłakow - te trzy nazwiska napastników Jerzy Engel wymienia bez wahania, gdy pyta się go o pewniaków na mundial. To chyba daje Panu dużo spokoju i pewności siebie?

- Trener tak mówi dziś. Ale chciałbym, żeby tak było do końca. Walka o miejsce w kadrze na mundial, a potem w pierwszym składzie będzie trwała do mistrzostw, a potem i na nich. Ten, kto w każdym meczu nie będzie udowadniał trenerowi, że jest potrzebny, przestanie być potrzebny. Zrobię, co można, żeby mnie to nie spotkało.

-Jest Pan w kadrze stosunkowo od niedawna, debiutował Pan w ostatnim meczu eliminacji Euro 2000, a potem grał u Jerzego Engela i od razu wywalczył awans. Te 16 lat oczekiwania na sukces polskiej piłki przeżył Pan raczej bezboleśnie.

- Jako kibic nie, jako piłkarz tak. Stworzyliśmy w tych eliminacjach dobry zespół, była wspaniała atmosfera i to dało wynik. Ale już o tym zapomnijmy. Są nowe wyzwania, nowe cele przed nami. I o nich trzeba myśleć.

-O tytuł króla strzelców drugiej Bundesligi walczy dwóch Polaków: Kryszałowicz i Wichniarek.

- To dobrze, bo to na pewno Niemców boli. Niech bardziej doceniają polski futbol i nas szanują. Ale ten tytuł tak naprawdę nie ma znaczenia. Każdy z nas gra dla klubu najlepiej, jak potrafi, a naszym zadaniem jest zdobywanie bramek. I tyle.

-Wichniarek dostał propozycję z Borussi Dortmund...

- Nie słyszałem o tym, ale to byłoby super. Tyle że okres transferowy się skończył i można będzie zmienić klub dopiero po zakończeniu sezonu. Gdyby Artur zagrał w Borussi, wszyscy byśmy się cieszyli, że Polak poszedł do porządnego klubu.

-Uważa Pan, ze Wichniarek powinien być w kadrze?

- To, co ja uważam, nie ma znaczenia. Artur udowadnia na boisku, że potrafi grać w piłkę, a trener decyduje, czy mentalnie, taktycznie pasuje do jego zespołu.

-Nie żal Panu roku spędzonego w drugiej lidze?

- Żal. Ale życie toczy się czasem wbrew naszej woli. Miałem propozycje z pierwszoligowych klubów, ale Eintracht nie chciał mnie sprzedać. I co ja mogłem poradzić? Tyle tylko że wiem, iż mnie cenią. Ale w pierwszej lidze jak każdy piłkarz bardzo chciałbym grać.

-Ale na razie gra Pan w drugiej, a za cztery miesiące mistrzostwa świata.

- Tak. Jednak jesienią też grałem w drugiej lidze, a w kadrze byłem przydatny. Widać, druga Bundesliga jest dość silna.

-Wyjeżdżając do Niemiec, mówił Pan: "Chcę się wzmocnić fizycznie". Czy to już się stało?

- Trzeba było wyjechać na Zachód, żeby nabrać doświadczenia, ogrania, pewności siebie. W końcu pół roku grałem z najlepszymi, dopiero potem spadliśmy z pierwszej ligi. A siła? Cóż, w Niemczech trzeba wybiegać swoje i na treningach, i w meczach. Tempo jest znacznie intensywniejsze niż w Polsce. Mam teraz znacznie lepszą kondycję.

-Po losowaniu finałów MŚ powiedział Pan: "Koreańczycy? To dobrze. U mnie w klubie jest jeden. Jeśli tak grają wszyscy, to wygramy".

- No nie, tak nie powiedziałem. Cieszyłem się, że trafiliśmy na nich, bo to tacy sami ludzie jak my - żadni tam filozofowie czy Brazylijczycy albo inni wirtuozi. I naprawdę mamy szansę z nimi wygrać. Koreańczyk, który gra w Eintrachcie, jest wybiegany, silny, ale taktycznie popełnia sporo błędów.

Rozmawiał Dariusz Wołowski

Podaj ten news dalej: