Siedmiokrotny mistrz Polski umiera. Koszykarze Legii nie pojechali tydzień temu na mecz do Sopotu i masowo odchodzą z zespołu. Każdy kolejny walkower to wycofanie z ligi i koniec klubu. W latach sześćdziesiątych „Zieloni kanonierzy”, bo taki przydomek miała Legia, rządzili ligą. Łącznie między 1955 a 1969 rokiem warszawski zespół siedem razy był mistrzem Polski, dwa razy zdobył srebrny, a raz brązowy medal. Czterdzieści lat później zasłużony klub praktycznie przestał istnieć.
Po złotych latach zostały tylko medale
Permanentna agonia
Problemy Legii zaczęły się w 2001 roku. Rok wcześniej zespół wrócił do ekstraklasy i wydawało się, że uda się przywrócić mu dawną świetność.
– Był wtedy projekt wyłączenia sekcji ze struktur CWKS, ale sponsorzy się wycofali i nic z tego nie wyszło – mówi związany z Legią od ponad trzydziestu lat Robert Chabelski.
Właśnie wtedy rozpoczął się obecny kryzys. Mamieni obietnicami koszykarze przychodzili do Legii, ale szybko ją zostawiali. Nie spłacano starych długów, zaciągano nowe. Po spadku z ekstraklasy w 2003 roku Legia występowała w pierwszej lidze, od trzech lat gra w drugiej.
Hamulcowy CWKS
Największym problemem koszykarskiej Legii jest to, że wciąż jest częścią CWKS. Majątkiem zadłużonego i wegetującego klubu zarządza syndyk. W lecie ze współpracy wycofali się kibice, skupieni w „Grupie 1916”, którzy wcześniej pomagali koszykarzom. Przedstawiciele grupy mówili wtedy, że działacze CWKS, z prezesem Pawłem Gmochem na czele, nie byli zainteresowani ich inicjatywą. Mimo to zespół wystartował w rozgrywkach. Po dwóch miesiącach nieopłacani koszykarze zastrajkowali i nie pojechali w ostatnią sobotę na mecz do Sopotu.
– Mimo wszystkich przeciwności dogramy sezon do końca, choćby juniorami – zapowiada jednak Chabelski, który po dymisji Michała Spychały został w październiku także trenerem Legii.
Zmarnowany potencjał
Umierającą Legię trzymają przy życiu tylko historyczne tytuły i rzesza wiernych kibiców. Na drugoligowe mecze koszykówki chodzi regularnie po kilkuset fanów. Nawet w okresach największej zapaści bywało, że hala na Bemowie pękała w szwach.
– Legia to najlepsza sportowa marka w Warszawie. Gdyby zespół występował w ekstraklasie, to przy dobrej promocji Torwar zostałby zapełniony do ostatniego miejsca – mówi jeden z działaczy konkurencyjnej Polonii.
– Chcemy wyjść ze struktur CKWS, ale bez pieniędzy i ludzi nic nie zdziałamy – mówi Chabelski.
Potencjał koszykarskiej Legii wciąż jest niewykorzystany. Gdyby ktoś umiał połączyć tradycję, potencjał kibicowski i nowoczesne zarządzanie, to sukces miałby w kieszeni. Niestety, to tylko mrzonki. Dopóki klub tkwi w strukturach CWKS, nie ma dla niego ratunku. Prędzej czy później przejdzie do historii.