Przeciwko Turowi Legia zagrała mocno osłabiona. Ponadto na ławce trenerskiej zabrakło Wojciecha Kiełbasiewicza, który zrezygnował z prowadzenia warszawskiej drużyny. Jego miejsce zajął ponownie Robert Pacocha, który nie pojawił się na parkiecie z powodu kontuzji. W środę Legia kolejne spotkanie przegrała bardzo wyraźnie. Porażka 22 punktami to najmniejszy wymiar kary. Goście z Bielska Podlaskiego świetnie rzucali z dystansu. W całym meczu trafili aż 14 "trójek" wobec zaledwie pięciu Legii.
14 trójek Tura i problemy kadrowe Legii
Podopieczni Andrzeja Sinielnikowa już na początku meczu wyszli na prowadzenie. To co prawda udało się Legii dość szybko zniwelować i wyjść nawet na 4-punktowe prowadzenie. Niestety od stanu 13-13, w I kwarcie punktowali już głównie goście. Po pierwszych 10 minutach przyjezdni prowadzili różnicą 9 punktów. W drugiej kwarcie przewaga Tura wzrosła o kolejne 3 punkty. W Legii na szczęście mógł zagrać Piotrek Nawrot, który pod koniec meczu w Żyrardowie został zdyskwalifikowany na jedno spotkanie. Mecz z Turem był jednak spotkaniem zaległym i Nawrot karę odcierpi dopiero w sobotę.
Sporym problemem Legii był brak zmiennika dla Artura Kijanowskiego. Szymon Złomańczuk skręcił kostkę i nie mógł zagrać, a Michał Kowalik nie dotarł na mecz. Na parkiecie po raz pierwszy od paru tygodni zobaczyliśmy Pawła Podobasa. Widać jednak było, że "Pepe" długo nie grał, a poza tym miał jeszcze problemy ze zwrotnością.
Problemy kadrowe sprawiły, że na dłuższy występ mogli liczyć Kotynia, Stokłuska i Grzejszczyk. Niestety przewaga gości po przerwie przekroczyła 30 punktów i wtedy trener gości dał pograć rezerwowym. Niewiele zmieniło to obraz gry - bielszczanie nadal regularnie punktowali zza linii 6,25 metra. Legionistom zdobycze punktowe przychodziły o wiele trudniej. Dopiero pod koniec spotkania nasza obrona zaczęła spisywać się na przyzwoitym poziomie i gdy wydawało się, że Tur przekroczy barierę 100 punktów, ich licznik zatrzymał się na 90. Ponadto w jednej z akcji nasi wysocy zawodnicy zaliczyli dwa bloki...
Niestety przed sobotnim meczem z Sidenem trudno być optymistą. Tym bardziej, że Tur do stolicy przyjechał bez dwóch podstawowych zawodników. Początek sobotniego meczu o godzinie 19. Wstęp - 5 zł.