Spikerem Legii jest od czasu, gdy nasz zespół prowadził Marek Jabłoński. W czasach gry drużyny w ekstraklasie oprócz spikerki, prowadził również konferencje prasowe. W I lidze, gdy hala pękała w szwach były momenty, że wspierał go Wojciech Hadaj. Lech Kwasiborski, bo o nim mowa, kontynuuje legijne tradycje w rodzinie. Ze spikerem związanym od wielu lat z Legią rozmawiamy m.in. o tym jak zaczął przygodę z mikrofonem, o przenosinach do nowej hali i dawnych sukcesach drużyny. Zachęcamy do lektury:
Lech Kwasiborski: Spikerka na Legii to przyjemna praca
Jak zaczęła się Pańska przygoda z mikrofonem na Legii?
Lech Kwasiborski: To było już bardzo dawno temu. Byłem pewnego rodzaju następcą znanego spikera piłkarskiego, koszykarskiego i siatkarskiego, Pana Śledzieckiego, który przeszedł na zasłużoną emeryturę i pozostawił po sobie puste miejsce przy stoliku spikera. Z racji tego, że byłem człowiekiem, który trochę się tym zajmował na innych imprezach sportowych, zaproponowano mi prowadzenie spikerki. Tak więc z Legią jestem związany bardzo długo, od czasów kiedy Legię prowadził Marek Jabłoński.
Był Pan również spikerem na meczach siatkarzy w tej hali?
- Miałem raptem jeden-dwa epizody na meczach siatkarzy. Generalnie od początku koncentrowałem się na koszykówce.
Trudno się wcielić w rolę spikera? To chyba nie jest zbyt stresujące zajęcie.
- Przyznam, że jest to przyjemna praca. Z racji tego, że robię to już od lat, mam wypracowane pewne schematy przygotowań na każde spotkanie. Regularnie śledzę wyniki poszczególnych zespołów za pośrednictwem Internetu. Zresztą jest to źródło, które daje dostęp do wielu ciekawych informacji o innych klubach z naszej grupy. Wówczas łatwiej jest mi przygotować się do meczu i przedstawić przed spotkaniem krótką charakterystykę przeciwnika. W dobrym tonie jest poinformować kibiców o mocnych stronach rywala, przytoczyć ciekawostki, czy też historię. Tym bardziej, że przez parkiet na Obrońców Tobruku przewinęło się trochę drużyn z bogatymi tradycjami koszykarskimi, jak choćby Astoria Bydgoszcz.
Które momenty w bogatej historii Legii uważa Pan za największe?
- Było ich bardzo wiele. Tym bardziej, że z Legią związany jestem rodzinnie, bo mój ojciec był kiedyś członkiem zarządu sekcji piłki nożnej w latach 70-tych. Później w koszykarskiej sekcji grał mój brat Janek, który następnie był trenerem przez kilka lat w Legii. Natomiast ja kontynuowałem pewne sympatie do klubu poprzez to, że prowadziłem spikerkę na meczach koszykówki. Natomiast już w zeszłym sezonie mój syn w drużynie juniorów starszych pod dowództwem Roberta Chabelskiego zdobył brązowy medal mistrzostw Polski. Teraz ma stracony sezon, ze względu na kłopoty zdrowotne, ale mam nadzieję, że jeszcze powróci tu do składu i będzie miał okazję zagrać w pierwszej drużynie Legii.
Najlepsze czasy w Legii to ostatni pobyt w ekstraklasie?
- Chyba tak. To były piękne czasy, wspaniałe mecze, mnóstwo kibiców, świetny doping. Szkoda, że zespół z tak olbrzymimi tradycjami koszykarskimi jak Legia przez ostatnie lata nie mógł wyjść na prostą i boryka się z problemami. To sprawiło, że ostatnie sezony Legia występuje w II lidze. Miejmy nadzieję, że chociaż to w jakimś sensie da szansę utrzymania tej sekcji o tak bogatych tradycjach. Wierzę, że wróci jeszcze trener Chabelski, który stwarzał naprawdę dobrą atmosferę i, że zespół nawiąże jeszcze do swoich świetnych lat.
Pamięta Pan przenosiny Legii do hali na Bemowie?
- Ja chodziłem jeszcze na Legię, gdy grała w hali przy 29 Listopada, czyli dawnej ujeżdżalni. Były tam bardzo trudne warunki, ale to były również piękne czasy. W Legii grali wówczas tacy zawodnicy jak Pawlak, Ogrodowczyk, Prokop, Piotrek Ciak, Robert Chabelski.
Który z zawodników z czasów ostatniej gry Legii w ekstraklasie był Pana zdaniem najlepszy?
- Wtedy był taki czas, że przewijało się bardzo wielu zawodników, którzy występowali przez jeden, góra dwa sezony i trudno nazwać ich legionistami z krwi i kości. Na pewno najwierniejszymi zawodnikami Legii był ś.p. Marek Sobczyński, który rozgrywał świetne spotkania, wielokrotny reprezentant Polski, Piotr Pawlak, Jacek Łączyński, a w dawnych czasach Andrzej Pstrokoński, Suski, Olejniczak, Włodek Trams. Znakomity rozgrywający, który miał predyspozycje by zostać najlepszym rozgrywającym Europy. Było wielu zawodników, których wspomina się z rozrzewnieniem. Teraz mamy okazję spotykać się z nimi na spotkaniach Stowarzyszenia Byłych Koszykarzy. Tam spotykają się sławy, nie tylko warszawskiej koszykówki, można powspominać dawne czasy - takie, kiedy w ekstraklasie występowały cztery warszawskie zespoły: Legia, Polonia, Skra i czarodzieje z Bielan - AZS.
Czy byli koszykarze, których Pan wymieniał, pojawiają się czasami na meczach obecnej Legii?
- Czasami tak. Oczywiście teraz, kiedy Legia gra słabiej i występuje w niższej lidze, to zainteresowanie jest mniejsze. Natomiast jeszcze do niedawna, część z tych znakomitych zawodników pojawiało się na meczach. Miejmy nadzieję, że i oni będą mieli okazję jeszcze przeżywać te wspaniałe momenty związane z sukcesami w koszykówce.
Czego brakuje obecnej Legii, żeby nawiązać do dawnych sukcesów?
- Przede wszystkim porządnej struktury organizacyjnej, która by podołała wszystkim problemom i obowiązkom, jakie niesie ze sobą prowadzenie zespołu ligowego. Na pewno jeśli będzie to wspierane finansowo i organizacyjnie, to będzie szansa na przywrócenie blasku, jaki Legia posiadała jeszcze 10 lat temu.
Dużym problemem Legii jest brak drużyn młodzieżowych.
- Na pewno tak. Tu się mści brak pracy szkoleniowej w poprzednich latach. Robert Chabelski podjął się reaktywowania szkolenia młodzieży od podstaw. Ma dwie grupy szkoleniowe - młodych, obiecujących chłopców. Oby to wszystko zaprocentowało i może za kilka lat to właśnie oni będą następcami tych juniorów, którzy w ubiegłym sezonie tak ładnie zaprezentowali się na mistrzostwach Polski juniorów starszych.
W następnym sezonie koszykarze Legii być może przeniosą się do nowej hali. To dobry pomysł?
- Myślę, że tak. Gra w tej hali, w warunkach, jakie mieli ostatnio zawodnicy nie do końca ma sens. Trzeba pamiętać, że zawodnicy nie mogli trenować na pełnowymiarowej sali, co automatycznie eliminowało możliwości osiągania dobrych wyników. A jeżeli nie ma odpowiednich warunków do trenowania, to i trudniej jest o osiąganie wyników na naprawdę wysokim poziomie. Oczywiście hala nie jest własnością Legii i klub był zawsze uzależniony od dysponowania tym obiektem. Miejmy nadzieję, że jak będą pieniądze, to i pojawią się większe możliwości do trenowania i grania.
Podobno jedną z możliwości jest obiekt przy ulicy Obozowej.
- Słyszałem o tym. Teoretycznie jest to dobry pomysł, ale tam już jest sporo koszykówki nieco innego rodzaju. Uważam, że jest więcej obiektów w Warszawie, które można byłoby wykorzystać do tego, aby mogła tam grać Legia. Wówczas nie kumulowałyby się mecze w jednej hali. Poza tym sam obiekt nie leży w dogodnym miejscu, co wiązałoby się z utrudnieniami dla kibiców. Miejmy nadzieję, że wkrótce doczekamy czasów, kiedy legioniści będą grali w dużych obiektach, jak choćby Torwar czy inne hale pełnowymiarowe, które również mogłyby pomieścić dużą liczbę publiczności. Tym bardziej, że zainteresowanie ze strony fanów jest, za co należy się duży ukłon w ich stronę. Przez cały sezon wspierali koszykarzy, którzy borykali się z różnego rodzaju trudnościami. A prowadzony doping bardzo im pomagał, mobilizował, aby w miarę możliwości, zakończyć sezon z dobrym wynikiem.
Można się spodziewać, że za Legią do nowej hali podąży i Pan?
- Moja sympatia do Legii i serce mówią, że tak. Zobaczymy jakie będą warunki. Miejmy nadzieję, że ta drużyna nadal będzie funkcjonować i występować w II lidze. Zawsze jestem gotowy do pomocy i wspierania wszelkich działań związanych z Legią. Myślę, że jeżeli będzie taka potrzeba oraz propozycja, to na pewno nie odmówię.
W I lidze na meczach koszykarzy pojawiał się również, dobrze znany z Łazienkowskiej 3, Wojciech Hadaj.
- Zgadza się. Co prawda to były tylko epizody, kiedy wspierał mnie swoją charyzmą i doskonałym prowadzeniem dopingu, znanego ze stadionu Legii. Stąd też były próby zaszczepienia pewnych form również w hali. Przyznam, że przynosiły one bardzo dobry efekt. Aczkolwiek nie wiem z jakiego powodu zaprzestano prowadzenia takiej formy wspierania koszykarzy. Uważam, że rola wodzirejów, że tak to określę, w jaką wcielają się teraz fani, jest tylko z korzyścią dla zespołu.
Nie próbował Pan przejąć niektórych cech Wojciecha Hadaja?
- To jest chyba trochę poza mną. To już nie ten etap, wiek i doświadczenie. Uważam, że pole do popisu powinni mieć młodzi i prężni ludzie, którzy mają inwencję, energię, nie są obciążeni dodatkowymi obowiązkami. To musi być ktoś, kto ma czas, żeby się temu poświęcić, bo te wszystkie spektakle, które są dziełem kibiców, nie są rzeczą przypadkową i muszą być rzetelnie przygotowane.
Jeszcze kilka lat temu, gdy Legia grała w ekstraklasie organizowano konferencje prasowe. Dziś zainteresowania mediów praktycznie nie ma.
- Dokładnie tak było. W sali siłowni były prowadzone konferencje pomeczowe. Gościliśmy tutaj w hali wiele sławnych drużyn, a wraz z nimi trenerów najwyższego formatu. Na konferencjach dzielili się z dziennikarzami swoimi spostrzeżeniami i wrażeniami z meczu. Był to piękny okres i mam nadzieję, że za kilka sezonów ponownie wróci pod dach tej hali sportowej.
W innych halach na kibiców czekają różnego rodzaju atrakcje. Teraz możemy tylko powspominać choćby o cheerleaderkach, orkiestrze...
- Tak, to niezapomniane elementy. Każdy z tych występów na pewno uatrakcyjnia całe widowisko sportowe. Niestety, wiąże się to z tym, że są to dodatkowe koszty. Do pewnego stopnia część atrakcji można sponsorować, ale jak każde przedsięwzięcie wymaga nakładów finansowych, przygotowania, zaangażowania pewnych ludzi. Na dłuższą metę byłoby to możliwe, gdyby tylko sytuacja finansowa klubu była lepsza.
Do atrakcji można byłoby zaliczyć również prezentacje przed sezonem, czy też mecze z kibicami.
- Oczywiście to dobre pomysły. Tylko, że powodzenie wszelkich działań promocyjnych w organizacji klubu, sekcji, wiąże się z finansami. Sądzę, że szersze grono miłośników Legii, byłoby zaangażowane w taką formułę, to na pewno poziom spotkań i ich otoczka byłyby atrakcyjniejsze niż do tej pory. Oczywiście ciężko jest w sytuacji kryzysowej wymagać od organizatorów czy włodarzy klubu do wspierania nowych inicjatyw, bo to wymaga nakładu środków pieniężnych. Aczkolwiek na miarę tego, co Legia mogłaby zyskać, myślę, że można byłoby poprawić pewne elementy widowiska sportowego.
Jednym z pomysłów, który pozostaje w sferze naszych marzeń, jest stworzenie Galerii Sław koszykarskiej Legii.
- To doskonały pomysł! Jeśli tylko w jakikolwiek sposób będę mógł pomóc, bo historię tego klubu znam, gdzie przeżyłem wiele wspaniałych chwil z tą sekcją, to jestem otwarty na wszelkie działania. Pomysł z zapraszaniem koszykarzy, którzy osiągali z Legią sukcesy, to niewątpliwie świetna sprawa. Mam nadzieję, że na nowym obiekcie, na którym przyjdzie nam grać, będzie można zaprezentować tego typu Galerię Sław. To naprawdę wartościowy projekt, który warto byłoby zrealizować, tym bardziej, że jest wiele postaci, które mają za sobą bogatą przeszłość. Wszystko pod warunkiem, że będziemy mieć gwarancję, że nasza sekcja nadal będzie funkcjonowała.
Rozmawiali Marcin Bodziachowski i Paweł Krawczyński

fot. LegiaLive!
