Legionisci.com
LEGIONISCI.COM

Liczbowe podsumowanie sezonu

poniedziałek, 31 maja 2010 21:23
Fumen

Koszykarze Legii przystępowali do sezonu bez trenera. W jego rolę wcielił się Robert Pacocha, który pomagał kolegom również na parkiecie. Kapitanem zespołu mianowano Piotra Nawrota. Bez wzmocnień kadrowych, z ograniczonymi możliwościami trenowania, bez choćby drobnego wsparcia, ale z zawodnikami, którzy mają Legię w sercu. W takich okolicznościach koszykarze przystąpili do rozgrywek na finiszu, których zajęli 14. miejsce.

Stołeczny zespół rozpoczął od nieznacznej przegranej z Korsarzem Gdańsk. Co prawda legioniści prowadzili do przerwy mając bezpieczną przewagę, ale o losach spotkania zadecydowała trzecia kwarta. Jak się później okazało, ta część spotkania, należała do najgorszych w wykonaniu Legii, w przekroju całego sezonu. Bez względu na miejsce rozgrywania meczu, czy to u siebie, czy na wyjeździe rywale albo jeszcze bardziej odjeżdżali warszawskim koszykarzom, albo odrabiali straty. Po pierwszej porażce w lidze, przyszedł czas na przegraną w Pucharze Polski i można było skupić się na meczach w ramach II ligi. Początkowo legioniści radzili sobie ze zmiennym szczęściem osiągając po 10 meczach bilans 4-6. Biorąc pod uwagę zawirowania kadrowe oraz wymagających przeciwników (SKK Siedlce, Asturia Bydgoszcz, Tur Bielsk Podlaski czy ŻTS Nowy Dwór Gdański) nie było aż tak źle, jak się można było spodziewać. Choć do słynnego trzeciego miejsca w tabeli „trochę” brakowało. Aby zrealizować cel pełnomocnika prezesa sekcji Waldemara Kijanowskiego, zatrudniono na stanowisku trenera Wojciecha Kiełbasiewicza. Szkoleniowiec, który dotychczas był związany głównie z poznańską koszykówką, miał świeżym okiem zobaczyć, co źle funkcjonuje w zespole i wyeliminować mankamenty. Niestety, zamiast poprawy, było jeszcze gorzej. Legioniści zaczęli dołować z meczu na meczem notując wstydliwe serie porażek z rzędu czy też ogromne różnice punktowe w przegranych spotkaniach, których "najstarsi kibice nie pamiętają". Nawet zwycięstwo z OSSM Sopot zostało zweryfikowane jako walkower na korzyść przyjezdnych. Nie dziwi, więc fakt, iż po 100 dniach pracy przy Obrońców Tobruku, pożegnano się z Wojciechem Kiełbasiewiczem. Wówczas Legii pozostało sześć spotkań do końca sezonu. Za późno, aby w sposób znaczący poprawić fatalną sytuację w tabeli. W wariancie z często kontuzjowanym Robertem Pacochą na ławce w roli trenera, Piotr Nawrot i spółka wygrali jeszcze dwa spotkania plasując się ostatecznie na trzeciej pozycji. Szkoda, że... od końca.


Ze statystycznego punktu widzenia, Legia lepiej radziła sobie na własnym parkiecie legitymując się bilansem 5 zwycięstw przy 9 porażkach. Natomiast na wyjeździe stołeczny zespół wygrał zaledwie 3 z 16 spotkań, w tym dwa z najgorszymi w lidze OSSM-ami. Łącznie legioniści byli górą w 8 potyczkach, przy 22 przegranych (w tym również w PP). Uwaga! Nie wliczany jest wspomniany walkower na rzecz OSSM-u Sopot.


Łącznie warszawski zespół zdobył 2258 punktów tracąc 2555 „oczek”. Tym samym legioniści rzucali średnio 75,3 pkt. Osiągnięcia rywali były średnio o 10 punktów wyższe. Także i w tej kwestii istotną rolę odgrywało miejsce spotkania. Na Obrońców Tobruku po końcowej syrenie średni wynik to 78-84. Natomiast na wyjazdach dysproporcja między Legią a przeciwnikami była większa i wynosiła 87-73 na rzecz gospodarzy. Tak duże różnice wynikały ze wspomnianej słabej postawie w trzecich kwartach. W pojedynkach z SKK Siedlce czy Turem Bielsk Podlaski różnice punktowe w tej odsłonie wynosiły odpowiednio aż 22 i 21 punktów! W efekcie różnice punktowe sięgały średnio 5 pkt., a na wyjazdach nawet do 7,5 pkt. Najlepiej legioniści radzili sobie na początku i... pod koniec spotkań, kiedy musieli już gonić wynik. Wówczas Nawrot i spółka zdobywali średnio po niespełna 20 punktów.


Najlepszą średnią może się pochwalić Artur Kijanowski, który jako... rozgrywający rzucał dla zespołu blisko 16 punktów. Tuż za nim uplasował się Piotr Nawrot (15,4 pkt.). Regularnie powyżej 10 „oczek” zdobywali Robert Pacocha (13,9 pkt.), Marcin Balicki (12,5 pkt.) oraz Paweł Podobas (11,7 pkt.). Aczkolwiek jedynie grający trener mógł się pochwalić skutecznością z gry na poziomie przekraczającym nieznacznie 50%. Natomiast rzuty osobiste najpewniej egzekwował wspomniany Nawrot – 84%. Zbieranie piłek było domeną Tomasza Rudki (5,4 na mecz), Piotra Nawrota (4,8), który głównie dominował w obronie oraz Marcina Balickiego (4,7) zbierającego najlepiej z legionistów pod tablicami rywali. Najwięcej asyst zaliczył Kijanowski, który średnio 4,5 razy otwierał kolegom drogę do kosza. Szkoda tylko, że w parze z dobrymi podaniami szły również straty, których notował po 4 na mecz. Starał się nadrabiać przechwytami (2,1 na mecz), choć nieznacznie lepszy od „Kijka” okazał się w tym względzie „Pepe” (2,3 przechwytu na mecz).


Owszem, indywidualne wyczyny mogą cieszyć niektórych zawodników, ale w koszykówce liczy się przede wszystkim gra zespołowa. A prawda jest taka, że jako drużyna, koszykarze Legii zajęli 14. miejsce wyprzedzając jedynie OSSM z Warszawy i Sopotu. O przyczynach, głównie tych organizacyjnych, można byłoby napisać wiele. Pozostaje wierzyć, iż jeśli sekcja koszykówki przystąpi do kolejnego sezonu, powalczy o coś więcej niż tylko uniknięcie spadku do III ligi.


Legia w liczbach



* - bez wygranego 80-66 meczu z OSSM Sopot


Naj, naj, naj...
Najwięcej zdobytych punktów w meczu: OSSM Sopot 79-106 Legia Warszawa
Najwięcej straconych punktów w meczu: Legia Warszawa 79-107 MMKS Siden Toruń
Najmniej zdobytych punktów w meczu: Żuraw Gniewino 92-47 Legia Warszawa
Najmniej straconych punktów w meczu: Legia Warszawa 66-62 Asseco Prokom III Gdynia
Najwięcej zdobytych punktów w jednej kwarcie: 33 pkt. (dwa razy) w meczach z OSSM Warszawa (dom) i OSSM Sopot (wyjazd)
Najwięcej straconych punktów w jednej kwarcie: 35 pkt. w meczu Pucharu Polski z Żyrardowianką Żyrardów

Podaj ten news dalej: