Legionisci.com
LEGIONISCI.COM
Wywiad

Nie beczę w poduszkę

czwartek, 21 lutego 2002 12:23
Artur Wichniarekźródło: Przegląd Sportowy

- Paweł Kryszałowicz jest trochę załamany swoją obecną sytuacją - jak to ocenia napastnik, który też jest "po przejściach" w niemieckim klubie?

Artur Wichniarek: Jak nie idzie, to winny jest Polak. Przekonałem się o tym ja, teraz Paweł się o tym przekonuje...


- W poniedziałek żaden z was nie trafił do siatki.

- Nie każdego dnia jest niedziela, nie każdego dnia można strzelać bramki.


- Odczuwa pan satysfakcję, że w klasyfikacji strzelców znajduje się przed Kryszałowiczem?

- Nie rozpatruję tego w takich kategoriach. Na pewno wytrąciłem moim krytykom argumenty, które padały na początku sezonu. Wówczas głoszono, że Kryszałowicz jest powoływany do kadry, ponieważ strzela więcej bramek. Teraz ja mam więcej goli, ale moja sytuacja - jeśli chodzi o drużynę narodową - i tak się nie zmieniła... Zresztą nie chcę tam się pchać na siłę. Widzę, że reprezentacja nie potrzebuje mnie - nie potrzebuje napastnika Wichniarka. I trudno - muszę się z tym pogodzić na dziś i cierpliwie czekać na jutro. Na pewno nie będę płakał w poduszkę...


- To brzmi jak rezygnacja z marzeń o wyjeździe na finały mistrzostw świata.

- Niedawno słyszałem wypowiedź jednego z trenerów reprezentacji, który powiedział, że jak będę utrzymywał wysoką formę, to może otrzymam powołanie... Proszę mi pokazać polskiego napastnika, który od października 2000 roku strzelił 36 bramek? Liczę tylko gole w 2. Bundeslidze.


- Powiedzmy sobie szczerze - nie ma tak skutecznego zawodnika. Strzelał pan gole także w Pucharze Niemiec, choćby z Schalke, strzelał również w meczach sparingowych z pierwszoligowcami - z Schalke, Bayernem Monachium, FC Koln, Werderem Brema...

- Fakty przemawiają za mną... Jednak nie ma co się rozwodzić nad sytuacją, która potoczyła się w takim, a nie innym kierunku. Tak naprawdę, to staram się nie rozmawiać na temat reprezentacji. Robię swoje i tyle...


- Gdyby był pan pokorny, potulny, to może wszystko przebiegłoby inaczej? Może nie należało udzielać wywiadów?

- Zaraz, zaraz - nie udzielałem żadnych kontrowersyjnych wywiadów. Na pewno w żadnym nie skłamałem. Dlaczego ktoś ma się obrażać za prawdę? Przecież żyjemy w wolnym kraju. A że Wichniarek nie będzie się nikomu kłaniał w pas, to inna sprawa...


- Czyli wątek reprezentacji możemy zakończyć stwierdzeniem, że mistrzostwa świata obejrzy pan w telewizji.

- W ogóle nie będę oglądał... Niestety, tam gdzie polecę nie będzie kanału Polsat Sport. To będzie czas roztrenowania - mam nadzieję po owocnym sezonie, który zakończymy awansem. Ten czas spędzę z żoną i córeczką, a także z przyjaciółmi. Może obejrzę jakiś mecz, ale tak naprawdę to chcę totalnie odpocząć. Teraz w każdym spotkaniu muszę dawać z siebie wszystko. Jak ktoś myśli, że w 2. Bundeslidze łatwo strzela się gole, to jest w błędzie. Dość powiedzieć, że po zimowej przerwie Paweł Kryszałowicz jeszcze nie trafił do siatki, a pojechał na mecz reprezentacji i dwa razy pokonał bramkarza Irlandii Północnej.


- Dlaczego tytuł króla strzelców 2. Bundesligi nie zaowocował transferem do silniejszego klubu?

- Nikt nie chce płacić 6, czy 7 milionów marek za Polaka. Jedynym wyjątkiem jest Tomasz Wałdoch, który dwa i pół roku temu przeszedł za 5 milionów marek z Bochum do Schalke. Jednak Wałdoch miał już bardzo mocną pozycję na rynku niemieckim. Schalke półtora roku temu sięgnęło po Tomasza Hajtę, ale zapłaciło już tylko 1,5 miliona marek. Niemcy przepłacają za Argentyńczyków, czy Brazylijczyków, ale za Polaków nie chcą - za nic.


- Mówiło się o Hamburger SV.

- Sięgnęli po Argentyńczyka Romeo, wydając 11 milionów marek... Co mogę na to poradzić? Chyba tylko dodać - szkoda, że mu nie dokupili jeszcze Julii.


- Teraz menedżer Borussii Dortmund, Michael Meier oświadczył, że chce pana sprowadzić, jeśli tylko sprzeda Frediego Bobica i Nigeryjczyka Victora Ikpebę.

- Powiem szczerze - Dortmund to byłoby to! Nie chcę jednak się zastanawiać, jak będzie. Czy Borussii uda się transferować Bobica i Ikpebę, czy to, czy tamto...


- Nie obawiałby się pan konkurencji ze strony Brazylijczyków Amoroso i Ewerthona oraz Czecha Jana Kollera?

- Ja?


- Czyli można zaklepać pańskie przejście do Dortmundu?

- Ależ skąd! Kiedy latem ubiegłego roku kluby dawały za mnie 4 miliony marek, to Arminia chciała 7 milionów. Teraz powiedziałem im, że odejdę, ale za - góra - 2 miliony. W 2003 roku kończy mi się kontrakt i będę mógł odejść bez sumy odstępnego. Dlaczego teraz ktoś ma płacić 5 milionów za mnie, skoro za rok jestem za darmo? Z kolei ja się pytam - dlaczego Arminia ma zarabiać 5 milionów marek? 2 miliony dla Bielefeldu i 3 miliony dla mnie za podpisanie kontraktu gdzieś indziej - tak widzę sprawę. A jak nie, to zostanę do czerwca 2003 roku na Almstadion. Mam nadzieję, że awansujemy i będę mógł się pokazać na pierwszoligowych boiskach.

Rozmawiał Roman Kołtoń

Podaj ten news dalej: