Wiosna ligowa AD 2002 jest jedną z najbardziej oczekiwanych wiosen piłkarskich ostatnich lat w naszym uroczym kraju. Poprzedza ona mundial, a więc będzie w paru przypadkach decydować, kto jeszcze załapie się do kadry, jest ostatnim sezonem przed wprowadzeniem licencji UEFA, które będą „być albo nie być” dla wielu polskich klubów. Wreszcie zweryfikuje reformę ligową i być może przyczyni się do zatrzymania triumfalnego pochodu działaczy nowego PZPN. Będzie to wreszcie wiosna wielkich nadziei dla Legii. Tradycyjnie już niespełnionych...
O tym, że będzie dobrze przekonuje zestaw mitów ligowo-legijnych, którymi uraczyli nas na dzień dobry prezesi Zarajczyk i Miklas. Ostatni stwierdził, że po raz pierwszy nie jesteśmy faworytem, to pewnie wygramy. Może dlatego, że zabrakło ze strony zarządu działań, które mogłyby w zwycięstwie pomóc, nie zabrakło natomiast kroków, które dudniły negatywnym echem. Handlowano kim się da, nie zadbano, by doszło do tego, że nie bardzo mamy kim grać... i nie bardzo po co.
Wiosna to przede wszystkim nowe nadzieje i brak rozsądku, bo... w zeszłym roku też nie byliśmy faworytem i nie wygraliśmy. W zeszłym roku także wiosna zapowiadała się rewelacyjnie po bardzo udanym etapie przygotowań zachwalanych przez trenera Smudę i piłkarzy. Zaczęła się już nieco mniej obiecująco - od 0:4 w Lubinie, dymisji trenera i skargach piłkarzy, że zostali jednak źle przygotowani. Wtedy przynajmniej cel wydawał się jasny. Teraz wydaje się jakby mniej jasny. Mamy wygrać, ale jak zajmiemy drugie miejsce też będzie dobrze. A jak przegramy drugie miejsce będzie źle, bo nie będzie pieniążków, ale teraz też ich nie ma, a nawet jak wygramy, to dopiero w 3 rundzie Pucharu UEFA zwróci się cała impreza. Więc bez znaczących wyników też jakoś to będzie. Co za determinacja! W wypowiedziach ludzi rządzących Legią dużo jest wiary i ambicji, ale nie popartych działaniami. A wręcz łatwiej wskazać działania, które przeczą wygłaszanym aspiracjom. Bo jak traktować sprzedanie bramkarza na tydzień przed startem rozgrywek? Co sądzić o ignorowaniu faktów, że wykruszyło się pół składu i trener nie ma kogo przygotowywać podczas drogich jak sądzę zgrupowań zagranicznych?
Kowalewski jako jeden z nielicznych w pełni przepracował zimę, był przygotowany do kierowania blokiem obronnym i co? I gdy tylko zaszeleściła gotówka nikt nawet chwili nie wahał się, by wypchnąć go czym prędzej. Determinacji do walki o tytuł mistrza Polski w tym nie za wiele. Przykład Kowalewskiego dowodzi ponadto, iż działacze mozolnie próbujący przehandlować kilku innych gwiazdorów klubowych średnio znają się na piłce. Największą gwiazdą okazał się facet, któremu wciąż odmawiano pewnego miejsca między słupkami bramki Legii. Tymczasem asy klasy Piekarskiego, Czereszewskiego nie załapały się do gry w żadnym innym klubie. Teraz bramkarzem będzie Stanew. Największym jego dotychczasowym sukcesem jest opanowanie języka polskiego. Życzę mu jak najlepiej, ale gdyby okazało się, że sobie nie radzi, pozostanie nam młody Boruc i... magazynier. Trochę przejmuje mnie dreszczem strachu informacja, że bramkarz ów został odesłany z paru innych polskich klubów jako niedostatecznie wykwalifikowany.
Sytuacja zatem jest gorsza niż na jesieni. A propos koncepcji Smudy z magazynierem w bramce to ze stalowej obrony nie-do-przejścia pozostał tylko rekonwalescent Zieliński. Siadaczka ponownie walczy z cukrzycą, Girasimovskiemu i Jarzębowskiemu nie wyleczono kontuzji z jesieni, Murawski i Szala nabawili się nowych, o zdrowiu Łapińskiego można pisać eseje z zamysłem epopeicznym. Zostało trzech obrońców. W tym odesłany przed rokiem do rezerw Nowak, agresywny Omeliańczuk (kartki!). Inni - nawet jak wrócą do zdrowia nie będą w pełni przygotowani do gry. To samo kluczowych pomocników dotyczy Wróblewskiego i uwaga, uwaga Bartka Karwana. Ten ostatni także ze względu na absorbujące poszukiwanie nowego klubu nie będzie w stanie prezentować formy z września czy października. Skandalem można nazwać leczenie Jarzębowskiego, Karwana, Wróblewskiego, Gierasimovskiego. Ci co byli kontuzjowani na koniec poprzedniej rundy nadal są kontuzjowani, mimo że upłynęły trzy miesiące! Natomiast wystarczył okres ostrzejszych przygotowań, by kontuzji nabawili się nowi gracze. To co będzie jak zacznie się liga i faule? Poza tym intrygujące jest, że od wielu lat - bez przerwy - Legia ma pół drużyny w szpitalu! Kontuzje zdarzają się wszędzie, ale czy ktoś potrafi powiedzieć, kiedy ostatnio nie mogło grać np. 5-6 wiślaków z pierwszego składu? Tymczasem pół Legii nie przepracowało okresu przygotowawczego na pełnych obrotach. A przypominam, że właśnie ostra harówka w lecie pod okiem Okuki przywróciła Karwana wielkiej piłce ligowo-reprezentacyjnej, spowodowała, że nasi gracze mieli siłę biegać przez 90 minut, co okazało się główna przewagą Legii nad rywalami. W tym sezonie zdaje się możemy liczyć na Karwana sprzed roku lub dwóch lat. To także zmartwienie trenera Engela, któremu przybywa kłopotów z reprezentantami – nie gra Olisadebe, nie gra Karwan, do niedawna nie grał Bąk, drugi Bąk na razie nie ma gdzie grać, Kałużny grzeje ławę, kłopoty w Marsylii ma Świerczewski, najaktywniejsze asy podbijają boiska drugiej Bundesligi. Oczywiste jest, że Karwan będzie dbał o zdrowie, szykował formę na mundial i chciał jak najlepiej zadebiutować w Berlinie. Sam bym tak się zachował na jego miejscu. Zarząd Legii zadziwiał w transferowaniu tego zawodnika nieporadnością, głupotą i pazernością, które się zemściły. Karwan odejdzie za darmo, nie przyczyniając się najprawdopodobniej do zdobycia żadnego tytułu ani gotówki dla klubu.
Ciekawa wiosna się szykuje. Sytuacja w pomocy Legii mam wrażenie wygląda także gorzej niż jesienią. Brak Vukocića powoduje, że przynajmniej na początku nie zagramy nikim, kto decydował o sile Legii jeszcze kilka miesięcy temu. Pozostał atak, ale doniesienia o formie Kucharskiego nie napawają optymizmem. Nie jest wcale powiedziane, że Yahaya powrócił do najwyższej dyspozycji. Pewnym punktem wydaje się natomiast Svitlica. Może Sokołowski przypomni sobie najlepsze chwile. Nawet jednak jeśli tak się stanie, uważam, że nie ma w tym sezonie sensu myśleć o mistrzostwie. Trudno będzie załapać się nawet do pierwszej trójki. Chyba, że inni będą jeszcze bardziej słaniać się na nogach – tak finansowo jak i kondycyjnie. Tylko, że wtedy bez wysiłku wygra Wisła, która nie dość, że ma najdłuższą ławę, to w dodatku nie będzie czuła presji. Spokojnie będzie mogła coś przegrać lub zremisować, bo Legia i inni będą gubić punkty na zawołanie.
Chodzi mi także o brak ducha. Bo Legia zamiast ekipy zdeterminowanej strącić z piedestału obecnego mistrza, zaczęła przypominać trupę objazdową, przeznaczoną do wyprzedaży, a nie do zdobywania laurów. Wrócę na moment do najbardziej wstrząsających historii z okresu przygotowawczego: gdzie odejdzie Piekarski, kto pozyska Czereszewskiego, wreszcie kto kupi, kiedy i na jakich zasadach Karwana, skąd wytrzasnąć parę złotych na jakiegokolwiek gracza itp. w końcu toczono beznadziejną już chyba walkę o grunty na których stoi stadion. Wojsko – podobnie jak miało to miejsce w przypadku lotniska na Bemowie (cóż za piękny obiekt) niczego nie odda. Nie padło ani jedno zdanie jak ma wyglądać drużyna, ku jakim celom zmierza, co tylko może, a co bezwzględnie musi.
Jeśli w tym roku – podobnie jak w paru pozostałych nie wyjdzie, to miejmy świadomość, że w dużej mierze nie wychodzi na własne życzenie. W sezonie 95/96 miała bowiem miejsce analogiczna sytuacja. Naszpikowaną gwiazdami Legie gonił Widzew. Miał gorszy skład, potykał się, ale nie tracił zbyt wielu punktów. Jak się skończyło pamiętamy. Analogia do ówczesnej sytuacji i obecnej jest dość klarowna. Wiadomo kto jest numerem 1 a kto numerem 2. jest też jedna zasadnicza różnica: wtedy widzewiacy byli zdeterminowani, by tę kolejność odwrócić, a teraz niewiele wskazuje, żeby legioniści mieli podobnie silną motywację. Pozostaje nadzieja w wariancie ligowym sprzed roku. Mianowicie, że rozgrywki zostaną sprzedane i ułożone - ze względu na stan kont nie zabraknie chętnych do dokonywania tego typu transakcji. Liga ośmieszy się sama, zanim ktokolwiek zdąży się nią przejąć i nie będzie miało znaczenia czy wypadniemy dobrze czy źle. Wtedy w nosie będziemy mieć kto kogo i za ile. Myślę, że awantura jaka wtedy wybuchnie albo wywróci nasz piłkarski światek do góry nogami, albo wbije ostatni gwóźdź do trumny krajowego piłkarstwa. Jeśli zostanie zignorowana wobec nadchodzących Mistrzostw Świata to dopiero klęska asów Engela spowoduje nielichy dym. Oczywiście przy założeniu, że w naszym futbolu cokolwiek jest jeszcze w stanie jakikolwiek dym spowodować. Ciekawa wiosna przed nami.
Felieton
Apokalipsa według mnie
wtorek, 26 lutego 2002 17:01
Genezyp Kapen