REKLAMA

Hokej ich pasją: Pyszowie

Stefan Leśniowski - www.wojas-podhale.z-ne.pl, źródło: www.hokej.netWiadomość archiwalna>

Sportową kronikę nowotarskiej familii Pyszów rozpoczęli zapisywać trzej bracia - Marian, o dwa lata młodszy Wiktor oraz Andrzej, który przyszedł na świat w 1954 roku. Ten ostatni miał najmniej szczęścia. Uraz kolana zmusił go do przedwczesnego zakończenia kariery. Potem ich synowi złapali za hokejowe kije - Arkadiusz (syn Mariana), Patryk (syn Wiktora) oraz Robert i Jacek (synowie Andrzeja). Teraz w naborze już trzecie pokolenie ugania się za czarnym kauczukowym krążkiem: 7-letni Hubert, 9-letni Konrad i 10-letni Mateusz. Z całej trójki dumny jest dziadek Marian i syn Arkadiusz.
Na Szaflarskiej
Życie Pyszów od dzieciństwa toczyło się wokół sportu. - Miałem 9 lat, gdy stawiałem pierwsze hokejowe kroki. Najpierw mieliśmy drużynę "uliczną", w której byłem ja, Marian i Walenty Ziętara - wspomina Wiktor Pysz. - Mecze rozgrywaliśmy na ulicy Szaflarskiej, którędy wiódł szlak na targ. Samochodów wtedy było jak na lekarstwo, więc ulica służyła jako plac gry do ulicznych pojedynków. Tylko w dni targowe musieliśmy uważać na... spłoszone konie. Nie tylko hokej nam zaprzątał głowę. Chłopcy z ulicy byli bardzo usportowieni, często więc przeprowadzaliśmy wewnętrzne zawody na nartach, a latem w skoku wzwyż, czy w pchnięciu kulą.


Z lewej Wiktor Pysz, z prawej Marian Pysz

Zauroczeni grą braci Bryniarskich trafili do sekcji hokejowej Podhala. Dla Wiktora dzień zapisu wiąże się ze zdarzeniem, które teraz postrzega z humorem, a wtedy płakał jak bóbr. - Mama kupiła mi łyżwy, ale trzeba było je naostrzyć. Nieopodal domu rodzinnego była Spółdzielnia "Zgoda". Cygan był tam szlifierzem. Nie wiedział jak się ostrzy łyżwy i naostrzył je jak nóż. Były ostre jak żyletka, ale nie nadawały się do jazdy. Trzeba było je wyrzucić.

Chłopcy Voriska
Wiktor i Marian mieli talent do hokeja. W grupach młodzieżowych wiedli prym. Wiktor regularnie zostawał najlepszym strzelcem nie tylko w drużynie, ale także w lidze. Nic więc dziwnego, że szybko trafił do pierwszej drużyny razem z Marianem. Ten ostatni obdarzony był intuicją, która pozwalała mu na wybór najwłaściwszego w danej chwili zagrania.

W 1966 roku hokeiści Podhala zdobyli pierwszy historyczny tytuł mistrza Polski. Niebagatelny wkład w to osiągnięcie miał młody atak, z Wiktorem na środku, a na skrzydłach miał Walentego Ziętarę i starszego brata Mariana. Nastolatkowie z pewnością długo czekaliby na swoją szansę, gdyby nie czeski trener Franta Vorisek, który zaryzykował i... wygrał. Starsi kibice z pewnością pamiętają ową "vorisówkę" - diabelnie szybkie akcje po tzw. trójkącie, wszystkie z pierwszego krążka, prawie zawsze finalizowane strzałem. Młodzieńcy robili furorę, a kibice śpiewali: "Marian Pysz, Wiktor Pysz i Walenty Ziętara najlepszy atak Podhala".

Nie samym hokejem...
Potem obaj postawili na naukę. Cała trójka przez pół roku jeszcze tworzyła jeden atak w Cracovii. Marian studiował na AGH i już do końca swojej kariery grał w brawach "Pasów". Witek był słuchaczem AWF. Po dwóch latach zmienił klimat, wybrał lepsze warunki finansowe jakie zaproponowała mu warszawska Legia. Tam grał i równocześnie studiował.

W 1968 roku na mistrzostwach Europy juniorów w Helsinkach, najlepszy strzelcem turnieju został Walenty Ziętara, a trzecie miejsce przypadło Wiktorowi. Pysz był jednym z najzdolniejszych i najbardziej widowiskowych hokeistów swoich lat. W Cracovii dwa razy był królem strzelców pierwszej ligi. Zdobywał w meczach po 4-5 goli. Jego rekord w jednym meczu to 7 goli. Tyle ich zaaplikował Włókniarzowi Zgierz. Osobny rozdział to drużyna narodowa. - Łapałem do się do kadry Zdzisława Masełki, ale studia zahamowały moją sportową karierę. Wtedy nie można było wziąć indywidualnego toku studiów, a na treningi nie bardzo zwalniali i zacząłem pomału tracić dystans do czołówki. Z pewnością, wraz z bratem, nie wykorzystaliśmy swoich sportowych możliwości.. Po studiach wróciłem do Podhala i zdobyłem z nim jeszcze dwa tytuły mistrza kraju (w swoim dorobku ma trzy - przyp. SL) - wspomina Wiktor.

Na trenerskiej ławce
Karierę zawodniczą skończył w 1974 roku, ale nie wyobrażał sobie życia bez hokeja. Pracę trenerską rozpoczął od pracy z młodzieżą. W 1980 roku objął ster pierwszej drużyny Podhala razem z bratem Marianem. W 1985 roku wyjechał do Niemiec i był tam do 1997 roku. 7 lat szkolił grupy młodzieżowe w Stuttgarcie. Lata 1992 - 95 to praca w Augsburgu - dwa lata w drugiej lidze i rok w DEL przy boku Gunnara Leidberga. Dwa lata spędził w Alder Mannheimer, gdzie pierwszym szkoleniowcem był Lenz Netheri. Po powrocie z Niemiec pracował w nowotarskiej Szkole Mistrzostwa Sportowego, a potem objął drużynę narodową, którą wprowadził do grupy A. Pod koniec ubiegłego sezonu powierzono mu dokończenie rozgrywek z Podhalem, po tym jak Andrzej Słowakiewicz został zdymisjonowany.

Marian po studiach zaczął pracę z grupami młodzieżowymi. Wielokrotnie juniorów Podhala doprowadzał do mistrzowskich tytułów. W 1996 roku wyjechał do Niemiec. Osiem lat uczył naszych zachodnich sąsiadów grać w hokeja. Pracował w Stuttgarcie, prowadził tam m.in. kobiecą drużynę. Po powrocie wrócił do macierzystego klubu. Był szefem szkolenia młodzieży i asystentem Milana Skokana w pierwszej drużynie. Wspólnie wywalczyli wicemistrzostwo kraju. Potem wybrał samodzielną pracę szkoleniowca w KTH Krynica i w gdańskim Stoczniowcu. Ten ostatni klub doprowadził do historycznego trzeciego miejsca w lidze. Równocześnie wspólnie z bratem Wiktorem pracowali z drużyną narodową. Obecnie pracuje w Legii Warszawa. W ubiegłym roku razem z Wiktorem skończyli studia podyplomowe na AWF w Gdańsku. Wiktor "zrobił" klasę mistrzowską i jest po Jerzym Mruku drugim w kraju trenerem z mistrzowskimi papierami. Marian zdał na pierwszą klasę. Dużo się uczą, jeżdżąc po hokejowych seminariach. Zaliczyli sympozja w Pradze, Helsinkach i Niemczech. Wiktor doskonale włada niemieckim językiem i w dobrym stopniu angielskim.

- Rola trenera jest bardzo niewdzięczna i niepewna. Ciągle się jest na walizkach. Z perspektywy czasu miałbym duży dylemat, czy jeszcze raz wybrać ten zawód. Hokeistą na pewno zostałbym drugi raz, bo hokej to maja pasja - mówi Wiktor.

Z hokeja do unihokeja
Wyrastając w hokejowej atmosferze synowie Mariana i Wiktora nie mogli nie zostać hokeistami. - Tata często zabierał mnie na zajęcia, które prowadził z klasą sportową i tak złapałem bakcyla - opowiada Arek Pysz. - Nie mogłem więc nie zapisać się do klasy sportowej przy popularnej i niezwykle wtedy usportowionej "jedynki". Pierwszym moim trenerem był Tadeusz Kramarz. Następnym moim hokejowym etapem była grupa juniorów młodszych. Trenował mnie wtedy Jan Kudasik, który również prowadził mnie w juniorach. Po ukończeniu szkoły średniej i zdaniu matury przyszedł czas na studia w Krakowie na AWF i... zmianę klubu. Moja przygoda z Cracovią trwała pięć lat, podczas których trenowałem po okiem takich fachowców jak Władimir Safonow czy Krzysztof Migacz. Najmilej jednak wspominam Tadeusza Bulasa. W Cracovii byłem amatorem. Za granie i trenowanie nie dostałem nawet złotówki. Sprzęt i kije kupowałem sam. Przez te wszystkie lata treningu dużą pomocą i podporą był mój tata.

Po skończeniu sportowej kariery również poszedł w ślady taty i wujka, zostając szkoleniowcem. Z jednym wyjątkiem - swoje sukcesy święci w unihokeju, dyscyplinie bardzo podobnej do hokeja. Z kobietami Szarotki Nowy Targ zdobył wicemistrzostwo i mistrzostwo kraju. - Do unihokeja trafiłem podjąwszy pracę w szkole w Łapszach Niżnych - mówi. - Tam założyliśmy drużynę pod nazwą Halny. W czerwcu 2003 roku w "jedenastce" prowadziłem hokejową klasę sportową i Szarotkę. Te dwie prace wiele mnie nauczyły. Mam nowe doświadczenie. Pracując z klasą sportową i mając na co dzień kontakt z rodzicami mogę powiedzieć, że należy zmienić mentalność rodziców, by dyscyplina ta poszła do przodu. Natomiast z Szarotką mogłem sprawdzić swoją wiedzę zdobytą na studiach podyplomowych w Katowicach i Gdańsku z zakresu hokeja. Wiedzę tą przełożyłem na unihokej i chyba z dobrym skutkiem.

Pierwszym draftowanym...
... nowotarżaninem w NHL był Patryk Pysz, syn Wiktora. - Miał 3 lata kiedy uporał się z figurówkami, wziął do ręki mały reklamowy kijek i oznajmił, że idzie na lodowisko - opowiada ojciec. - Gdy tylko wziął do ręki kredkę do malowania, to z upodobaniem rysował lodowisko. Zasypywał mnie mnóstwem pytań. Wszystkie dotyczyły hokeja.

Treningi rozpoczął w 6-roku życia. Prawdziwy hokejowy szlif przeszedł pod okiem ojca w Niemczech. - Jest szybki, dobry technicznie i nieustępliwy. Nigdy nikomu nie schodzi z drogi. Gdy patrzę jak ten chłopak się rozwija, to serce rośnie - to komplementy wypowiedziane przez Gunnara Leidberga, szwedzkiego szkoleniowca Augsburger EV, gdy miał niespełna 18 lat. Jego talent dość szybko dostrzegli Kanadyjczycy, którzy złożyli mu ofertę gry w zawodowym klubie NHL Chicago Blackhawks. W 1993 roku został draftowany przez Chicago z numerem 102. Rok wcześniej chęć pozyskania nowotarżanina wyrazili "szperacze" z Toronto Maple Leafs. W sezonie 1996/97 grał w "farmerskiej" drużynie Chicago - w Columbus Chill (ECHL). Jego kariera związana jest z niemieckimi klubami - Stuttgart, Augsburgers Panters, Alder Mannhaimer, Hamburger Crocodiles, Bremerhaven. We wszystkich klubach zaliczał się do czołówki najproduktywniejszych zawodników. Podhalu pomagał w finałach mistrzostw Polski juniorów. Uczestniczył w czterech mistrzostwach. Od dwóch lat przebywa w USA i studiuje ekonomię.

Juniorskie tytuły
Synowie Andrzeja - Jacek i Robert nie mieli tyle szczęścia, albo samozaparcia, by pójść w ślady Patryka. - Jacek zapowiadał się na doskonałego zawodnika. Miał warunki fizyczne, by nim zostać. Szkoliłem go w nowotarskim SMS, potem poszedł do Sosnowca. Grał razem z Bielą i M. Piotrowskim. Teraz przebywa w Stanach Zjednoczonych, nie gra w hokeja - mówi Wiktor.

Jacek rozegrał 6 spotkań w ekstraklasie. Razem z Robertem święcili największe triumfy w juniorach. Podobnie jak ich tata mają na koncie kilka tytułów mistrza kraju w tej kategorii wiekowej.

REKLAMA
REKLAMA
© 1999-2019 Legionisci.com - niezależny serwis informacyjny o Legii Warszawa. Herb Legii, nazwa "Legia" oraz pozostałe znaki firmowe i towarowe użyte zostały wyłącznie w celach informacyjnych.