Legionisci.com
LEGIONISCI.COM
Wywiad

Postraszę bramkarzy!

wtorek, 5 marca 2002 12:28
Sławomir Wojciechowskiźródło: Przegląd Sportowy

- Przeszedł pan do RKS dość późno, dopiero 8 lutego. Co działo się z panem wcześniej? Z Radomska dochodziły wieści, że przyjechał pan w niezbyt dobrej dyspozycji fizycznej...

Sławomir Wojciechowski: Po półtora roku w Bayernie wróciłem do szwajcarskiego Aarau i grałem tam w praktycznie wszystkich meczach. Potem okazało się, że klub ma kłopoty finansowe, więc postanowiłem wrócić do Polski. A co do mojej formy, to proszę się nie martwić. Nie ma się co dziwić, że miałem zaległości bo w Aarau trenowałem tylko do 20 stycznia. Potem miałem aż trzy tygodnie przerwy, do 8 lutego. 20 dni pod okiem trenera Piotra Mandrysza wystarczy jednak, by odbudować formę.


- Wcześniej wydawało się, że trafi pod opiekę dużo lepiej panu znanego trenera, Bogusława Kaczmarka. Dlaczego nie Groclin?

- Rzeczywiście, trenera Kaczmarka znam od lat, a trenera Mandrysza od kilkunastu dni, ale... to nie osoba szkoleniowca decydowała. Myślę, że za wcześnie zaczęliśmy rozmowy z Groclinem, wtedy gdy nie było jeszcze pewne, jak rozliczą się ze mną Szwajcarzy. Były problemy z moimi pieniążkami, a tu już zaczęliśmy rozmowy. Za szybko.


- Rozmowy w Radomsku zaczął pan znacznie później, ale trwały one bardzo krótko...

- Z prezesem Tadeuszem Dąbrowskim nie trzeba długo dyskutować, to bardzo konkretny człowiek. Porozumieliśmy się bardzo szybko.


- Pan podał sumę, a prezes ją zaakceptował?

- Można tak powiedzieć.


- Jeszcze niedawno grał pan na Stadionie Olimpijskim w Monachium, potem w Szwajcarii. Kontrast po przenosinach do Radomska jest pewnie znaczny?

- Wcale go nie ma. W Monachium zbyt wiele nie grałem, a Aarau bardzo przypomina Radomsko. Podobny stadion, podobny poziom sportowy i finansowy, podobne cele. To bliźniacze pod względem futbolu miasta.


- W Radomsku panuje zawrotne tempo transferowe. Nie dziwi pana przybycie Adama Matyska? Teraz w jednym klubie spotkali się dwaj byli piłkarze Bayernu i jeden Bayeru Leverkusen...

- Fajna konstelacja. Ale jest jeszcze wielu świetnych zawodników, mamy dobry zespół. A obecność Adama na pewno pomoże. Dobry bramkarz to połowa sukcesu.


- Bayern, w którym pan grał zdobył puchar i mistrzostwo Niemiec, rządził Ligą Mistrzów. Ma pan na pewno pamiątkowe medale... Co jeszcze może i chce osiągnąć Sławomir Wojciechowski?

- Tamte medale niewiele znaczą, bo zbyt mało grałem. Myślę o przyszłości. Czuję się młodo, mam dopiero 28 lat i sporo do udowodnienia. A na początek chciałbym zdobyć jakieś polskie trofeum, bo nie mam żadnego. Najlepiej mistrzostwo, ale w tym roku jest szansa na Puchar Ligi.


- Co ma pan do udowodnienia?

- Coś trenerowi Jerzemu Engelowi. Nigdy nie dał mi choćby krótkiej szansy, bym udowodnił, że przydałbym się reprezentacji. Wiem, że każdy może tak powiedzieć i mieć spore aspiracje, ale... ja czuję, że mógłbym pomóc.


- Widzę, że ma pan buty Bayernu Monachium. Pozostał sentyment do tego klubu?

- Wręcz przeciwnie! Atmosfera była tam fatalna, a ja przygodę z Bayernem wspominam niechętnie - przez całą karierę nie miałem kontuzji, a tam bez przerwy nie mogłem grać. Trenuję w tych "halówkach" , bo... są wygodne. A w Europie najbardziej lubię Real Madryt.


- W Niemczech nie kibicuje pan Bayernowi?!

- Trzymam kciuki za Borussię Dortmund...


Rozmawiał Żelisław Żyżyński

Podaj ten news dalej: