- Jestem bardzo zadowolony z debiutu w polskiej ekstraklasie. I nie chodzi mi tu wcale o grę, bo wystawianie ocen zawsze zostawiam trenerom, kibicom i dziennikarzom, tylko o przyjęcie, jakie mi zgotowali fani Legii - mówi Stanew. - Atmosfera była kapitalna, bardzo żywiołowa. W Bułgarii, na stadion Lewskiego, gdzie ostatnio grałem przychodziło najwyżej trzy tysiące ludzi. Nawet gdyby chcieli stworzyć taki klimat jak Polacy, nie byliby w stanie. Podczas spotkania z Amiką czułem się naprawdę fantastycznie.
- Wyglądał pan na mocno zdenerwowanego.
Radostin Stanew: Pozory czasami mylą. Rano rzeczywiście ręce mocno mi się trzęsły, ale im bliżej było pierwszego gwizdka, tym czułem się pewniej. I interweniowałem z dużym wyczuciem. Nie mam do siebie pretensji o żaden z dwóch przepuszczonych goli.
- Wyjazd Kowalewskiego bardzo ułatwił panu życie.
- To prawda, ale ja zawsze byłem pierwszym bramkarzem. Dlatego walczyłbym także z Wojciechem. To naprawdę dobry zawodnik. Szanowałem go za umiejętności. Na pewno nie stracił na przeprowadzce na Ukrainę. Będzie lepiej zarabiał i otrzyma szansę gry w Lidze Mistrzów. Zyskała też Legia, bo słyszałem, iż Kowalewski sporo kosztował.
- A jak ocenia pan Szamotulskiego, bramkarza Amiki?
- Słyszałem, że jak był w Legii, to był ulubieńcem kibiców. Kilka razy widziałem go też podczas występów w lidze greckiej. I potwierdzam, że dużo umie. W sumie to nie wiem, dlaczego nie poradził sobie w PAOK. W piątek byłem jednak lepszy od "Szamo", przepuściłem przecież jednego gola mniej! Sprawiło mi to dużą frajdę, bowiem wysoko cenię polską szkołę. Chyba tylko Rosjanie i Niemcy szkolą tak dobrych bramkarzy jak wy.
- Poziom polskiej ligi jest porównywalny do rozgrywek w Bułgarii?
- Jest wyższy! Nie spodziewałem się, że będzie tak dużo walki, biegania i obustronnych akcji. Tempo też jest bardzo wysokie. W Bułgarii tak się nie gra. U nas pomocnicy lubią się pokiwać, popisać sztuczkami, zrobić kilka kółeczek. W Polsce nie ma na to czasu. Jestem zadowolony, że trafiłem do tak silnej ligi. I oczywiście do Legii. W Bułgarii wszyscy znają mój obecny klub. Kilka osób słyszało też o Ruchu Chorzów. Natomiast o Wiśle nikt nie ma bladego pojęcia.
- Oglądał pan mecz Wisły z Ruchem?
- Oczywiście. I nie powiem, żeby piłkarze Wisły szczególnie zachwycili. Na pewno nie mamy gorszego zespołu. Walka o tytuł mistrzowski nie została więc rozstrzygnięta. Uważam, że Legia jest w stanie pokonać najgroźniejszego przeciwnika. Tym bardziej, że krakowianie wygrali pierwszy mecz bardzo szczęśliwie. Sędzia podarował im w końcówce rzut karny. Napastnik Wisły nie był faulowany. Może arbiter chciał naprawić błąd z pierwszej połowy, gdy nie podyktował ewidentnej jedenastki po faulu bramkarza Ruchu?
- Z kim przyjaźni się pan w Legii?
- Moim najlepszym kolegą, a także tłumaczem, jest Sergiej Omeljańczuk. Od początku się polubiliśmy, mieszkaliśmy w jednym pokoju podczas wszystkich zgrupowań, często razem jadamy obiady na Torwarze. Z mojego punktu widzenia bardzo dobrze się stało, że Białorusin występuje teraz na pozycji ostatniego stopera. Nie mamy najmniejszych problemów z komunikacją.
- Przyjechała już pańska narzeczona?
- Tak, już nie muszę sam chodzić na spacery, jeździć na zakupy i gotować. Petia zajmuje się prowadzeniem domu. Warszawa spodobała się jej, gdy świeci słońce miasto jest bardzo piękne. Mieszkanie sama wybrała jeszcze w grudniu, więc z tym też nie było problemu. Ustaliliśmy już nawet, że po zakończeniu rundy weźmiemy w Bułgarii ślub. Sezon kończy się wcześnie, będzie więc okazja na huczne wesele. Oczywiście zaproszę wszystkich kolegów z Legii. Mam nadzieję, że choć kilku znajdzie czas i przyleci latem do Warny na moją uroczystość.
- Czym pan jeździ po Warszawie?
- Dostałem od Legii Suzuki Wagon R. To na początek wystarczy. W Bułgarii czeka na mnie jednak Audi A4, a na Petię Ford Fiesta.
- To znaczy, że w tamtejszej, słabszej od polskiej lidze, można lepiej zarobić?
- W największych klubach z pewnością, ale nie chciałbym teraz mówić ani o pieniądzach, ani o Bułgarii. To samo powiedziałem dziennikarzom dwóch największych sofijskich pism sportowych. Dzwonili do mnie już kilka godzin po debiucie.
- Selekcjoner też o panu nie zapomni?
- Przed wyjazdem do Polski byłem uznawany za trzeciego, czwartego bramkarza w swym kraju. Myślę, że teraz moje notowania pójdą w górę. Szkoda tylko, że nie wiadomo jeszcze, kto w najbliższym czasie będzie prowadził reprezentację. Mam jednak nadzieję, iż wysłannicy bułgarskiej federacji będą mnie oglądać w Warszawie najpóźniej jesienią.
- Co robi pan najchętniej w wolnym czasie?
- Słucham muzyki, oglądam telewizję, gram na komputerze. Niestety, nie zabrałem z Sofii żadnego sprzętu, jedynie pięć płyt kompaktowych.
- Z jaką muzyką?
- Z najmodniejszą obecnie w moim kraju - z elementami bałkańskiego folkloru, rocka. Ten styl lubię najbardziej, ale przepadam też za czarną muzyką, szczególnie za rapem. Sergiej często puszcza mi także polskie utwory. Mam już nawet trzy ulubione, ale tytułów ani nazw wykonawców nie jestem w stanie podać.
- Ogląda pan polskie filmy?
- Nie, jeszcze za słabo znam język. Znam już za to jednego polskiego aktora. Tomek Sokołowski przedstawił mnie Olafowi Lubaszence. To fajny gość. Muszę zobaczyć jakiś film z jego udziałem. Dotąd najbardziej lubiłem Mela Gibsona, zwłaszcza w "Walecznym Sercu" oraz Julię Roberts. Najlepsze są filmy sensacyjne. Bardzo mnie relaksują.
- A jakie gry komputerowe pan lubi?
- Przede wszystkim zręcznościowe. Lubię pograć w futbol, pobawić się Formułą 1. To także doskonała forma odpoczynku.
- Ma pan już ulubioną restaurację w Warszawie?
- Nie. Tak naprawdę to żadnej nie znam. Dotychczas stołowałem się wyłącznie na Torwarze. Jadałem tam obiady, natomiast śniadania i kolacje przygotowywałem sobie sam. Nie były najsmaczniejsze, bo nie jestem zbyt dobrym kucharzem. Od przyjazdu Petii jadam wreszcie to, co najbardziej lubię.
- A jaka potrawa najbardziej przypadła panu w Polsce do gustu?
- Kapusta! W Bułgarii to nie jest zbyt popularne warzywo, natomiast w Polsce potraficie z niej przygotować kilka fajnych dań. W Bułgarii najchętniej jadałem naszą narodową potrawę - rodzaj zapiekanki z mięsa, ziemniaków i pysznego sosu. Koniecznie muszę jej spróbować z surówką z kapusty!
Rozmawiał Adam Godlewski