- Co oznaczają słowa "Kaan" i "Dobra"?
Roman Dąbrowski: Po otrzymaniu tureckiego obywatelstwa w 1996 roku
musiałem mieć nazwisko tego kraju. Zostało Dobra dlatego, że takie
istnieje w Turcji, a to słowo jest najbardziej odpowiadające
nazwisku Dąbrowski.
- Ale "Kaan" zupełnie nie pasuje do pana imienia?
- Wybór tego imienia nastąpił bardzo przypadkowo, z żartów.
Podczas rozmów w gronie klubowym powiedziałem naszemu byłemu
masażyście, którego bardzo lubiłem, aby wymyślił mi imię. I tak
zostałem Kaanem Dobra.
- Przyzwyczaił się pan do tego imienia i nazwiska?
- Nie. Kaan Dobra jest to tylko moim oficjalnym imieniem i
nazwiskiem. Koledzy z drużyny i trenerzy mówią do mnie Dobra.
Bardzo bliscy przyjaciele używają imienia Roman, a spiker na
naszych meczach używa przed wszystkim Dąbrowski.
- Jako obywatel Turcji zapewne doskonale zna pan ten język.
- Po pierwszym roku pobytu opanowałem język turecki na niezłym
poziomie, a teraz swobodnie się nim posługuję.
- Przed otrzymaniem tureckiego obywatelstwa zagrał pan
dwukrotnie w reprezentacji Polski. Czy gdyby nie miał pan tych
spotkań na koncie, zgodziłby się pan bronić barw drużyny narodowej
Turcji. Czy były takie propozycje?
- Na pewno nie zagrałbym w reprezentacji Turcji. Zgodziłem się
przyjąć tureckie obywatelstwo aby pomóc klubowi. W 1996 roku
zaproponowano mi i koledze z Jugosławii abyśmy przyjęli drugie
obywatelstwo, wówczas będzie można zatrudnić dwóch kolejnych
obcokrajowców w drużynie. Nigdy nie miałem propozycji, aby grać w
reprezentacji Turcji, a nawet gdybym je miał, nie skorzystałbym.
Nie tylko dlatego, że wcześniej rozegrałem dwa mecze w kadrze
Henryka Apostela. Czuję się Polakiem i w tylko w koszulce z białym
orłem chciałbym grać. Swego czasu trenerem Kocealispor był Mustafa
Denizli, były szkoleniowiec reprezentacji Turcji. Kto wie, może
gdybym miał czyste konto w reprezentacji Polski, może on powołałby
mnie. Ale tak jak mówiłem, i Denizliemu, i wszystkim innym
odmówiłbym.
- W ostatnim meczu ligowym Kocealispor pokonał na wyjeździe
Trabzonspor 2-1, a pan strzelił obie bramki. Była to pierwsza
wygrana po sześciu kolejnych porażkach.
- Cieszę się z tego zwycięstwa tym bardziej, gdyż niedawno
wróciłem do gry po kontuzji. Naderwałem mięsień czworogłowy i
przez trzy miesiące pauzowałem. Sobotnie spotkanie było moim
drugim po trzymiesięcznej przewie. Mam nadzieję, że teraz znowu
zaczniemy wygrywać.
- Od ośmiu lat gra pan w Kocealispor. O jakie cele walczy w tym
sezonie ten zespół?
- Naszym celem jest wywalczenie Pucharu Turcji. Przedwczoraj w
półfinale pokonaliśmy Adansapor 1-0, a w finale zagramy z
Besiktasem Stambuł. W lidze naszym celem jest zajęcie szóstego-
siódmego miejsca. Przed rozpoczęciem rozgrywek apetyty w klubie
były większa, ale ze względu na kontuzje zawodników i problemy
finansowe klubu zostały one zweryfikowane?
- Otrzymuje pan pensję na bieżąco?
- Właśnie w tym tkwi problem. Klub jest winien poszczególnym
piłkarzom pieniądze i być może stąd brała się słabsza postawa,
porażki. Jeśli nie otrzymam zaległych pieniędzy, a jest to spora
kwota, odejdę z klubu.
- Do kiedy klub ma czas, aby zapłacić panu zaległe należności?
- Do końca tego miesiąca. Po ostatnich rozmowach z
kierownictwem klubu jestem optymistą. Aczkolwiek nie ukrywam, że
otrzymałem oferty z kilku klubów pierwszej ligi tureckiej.
Uprzedzę pana pytanie. Nazw klubów podać nie mogę, ale nie były to
na tyle satysfakcjonujące propozycje, abym mógł z nich skorzystać.
- Czy pana syn już kopie piłkę?
- Patryk ma pięć lat i rozpoczął już zabawy z piłką. Nieraz
wspólnie kopiemy piłkę, ale jaki i czy w ogóle wyrośnie z niego
piłkarz - tego nie wiem.
- Oprócz pana w tureckiej pierwszej lidze grają jeszcze trzej
Polacy: Tomasz Zdebel, Radosław Majdan i Marek Zając. Czy
kontaktujecie się panowie ze sobą?
- Mamy pecha z Tomaszem Zdebelem. Przez ostatnie dwa lata
kilkakrotnie graliśmy przeciwko sobie, ale widzieliśmy się tylko
raz. Jak ja miałem kontuzję lub pauzowałem za kartki, to Tomek
grał, albo odwrotnie. Z Radosławem Majdanem widziałem się dwa razy
przy okazji bezpośrednich spotkań, natomiast z Markiem Zającem
jeszcze nie miałem okazji.
Rozmawiał Radosław Gielo