- Bardzo spokojnie podchodzi pan do piątkowego meczu. Tymczasem po ewentualnej porażce strata do Wisły znów niebezpiecznie by wzrosła.
Dragomir Okuka: Nie powiedziałem, że nie będzie to ważne spotkanie dla Legii. Będzie bardzo ważne. Po nim rywalizacja w lidze jeszcze się jednak nie skończy. Jestem przekonany, że będziemy świadkami jeszcze kilku nieoczekiwanych rozstrzygnięć. A Wisła i Legia nie będą odnosić samych zwycięstw.
- Dlaczego Legia w dwóch poprzednich spotkaniach, z Amiką i Pogonią, kiepsko prezentowała się w pierwszych połowach?
- Gra się zawsze tak, jak przeciwnik pozwala. A i Amica, i Pogoń zaczęły w bardzo dobrym tempie, walczyły konsekwentnie, rywale byli ustawieni blisko nas. Każdemu trudno gra się przy presingu przeciwnika. Potrafiliśmy jednak w drugich połowach narzucić swój styl. To najlepszy dowód, że jesteśmy dobrze przygotowani.
- Legioniści rzeczywiście mogą zaimponować kondycją. Trudno jednak oprzeć się wrażeniu, że brakuje im dynamiki i świeżości. Nie przesadził pan z treningami siłowymi?
- Nie ćwiczyliśmy wcale mocno, tylko tyle, ile było potrzebne. Szybkość nie jest jeszcze taka jakiej oczekujemy, ale wkrótce i ten parametr będzie zadowalający. I niech nikogo nie zmyli fakt, że Pogoń jest biedna. Piłkarze wychodząc na boisko nie myślą o zaległościach.
- To może w Szczecinie legioniści się rozluźnili, bo wreszcie otrzymali zaległości z trzech poprzednich miesięcy? Może nie trzeba było wypłacać pieniędzy już teraz?
- Każdy człowiek pracuje dla pieniędzy, więc nie dziwię się zawodnikom, iż nie byli szczęśliwi z powodu poślizgów. Ta kasa po prostu im się należała.
- Nie lubi pan Marka Jóźwiaka? Czemu zdjął pan byłego reprezentanta Polski już po pierwszej połowie?
- Jóźwiak nie grał źle, ale do niego mam najmniejsze zaufanie. Być może potrafi nawet więcej od takich zawodników jak Tomasz Jarzębowi czy Wojciech Szala, ale nie grał u mnie dotąd. Coś musiałem zmienić w środku pola, więc uznałem, że za Marka - który w Polonii grał w ustawieniu z czterema obrońcami, a nie takim jaki my stosujemy - wejdzie agresywny i szybki Adam Majewski. No i miałem rację. Do Jóźwiaka nic nie mam, ale już widzę, że mogą z nim być pewne kłopoty.
- Stanko Svitlica gra bardzo słabo, a mimo to uparcie wystawia go pan w podstawowym składzie. Z kolei Sylwester Czereszewski jest skuteczny, ale nie cieszy się pana uznaniem. Dokona pan zamiany przed meczem z Wisłą?
- W sparingach Stanko był najskuteczniejszy. Dlatego postawiłem właśnie na niego. Jeśli jednak nadal będzie bez formy, odstawię go. Fakt, że jest z Jugosławii nie będzie miał znaczenia. Dotąd nie miałem przekonania, iż "Czereś" będzie dobrze spisywał się przez całe 90 minut. Są tacy piłkarze, którzy lepiej czują się w roli dżokera.
- Natomiast Moussa Yahaya zagubił się zupełnie? Wie pan, co dzieje się z tym zawodnikiem?
- Yahaya zawiódł nawet w meczu rezerw. To mnie nie bardzo zdziwiło, bo od dłuższego czasu jest w kiepskiej formie. I nie robi nic, żeby ją poprawić. Miał dużo szans, zimą grał często i nie wykorzystał szansy. Teraz nie widzę go więc nawet w roli zmiennika.
- Spotka się pan wreszcie z Franciszkiem Smudą? W Dębicy nie miał pan na to ochoty.
- Myślę, że przed piątkowym spotkaniem, a już na pewno podczas konferencji prasowej, spojrzymy sobie w oczy i być może zamienimy kilka słów. Nigdy nie miałem nic przeciw Smudzie, szanuję jego dokonania - trzech tytułów mistrza Polski nie zdobyłby przecież frajer. Nigdy też publicznie go nie krytykowałem. Nie wiem więc dlaczego on miał do mnie jakieś wątki.
- Zdecydowałby się pan na pracę w Wiśle?
- A są takie plany? Nic nie słyszałem. Inna sprawa, że nigdy nie uda się zbudować wielkiego klubu bez kibiców. W Polsce obecnie tylko dwa zespoły mogą aspirować do Europy: Legia i właśnie Wisła. Cóż z tego, że dobrze gra Polonia, a wielki potencjał ma Amica. Moim zdaniem te kluby nigdy nie będą grały w Lidze Mistrzów. Więc gdybym miał zmieniać klub w Polsce, to w grę wchodziłaby tylko Wisła. Teraz jestem jednak związany kontraktem w Legią i zrobię wszystko, żebyśmy wywalczyli mistrzostwo. A gdyby tak się stało, to prawdopodobne, że zostałbym na Łazienkowskiej także na przyszły sezon.
Rozmawiał Adam Godlewski