Stolica od kilku już dni żyje piątkowym meczem pomiędzy warszawską Legią i krakowską Wisłą. Zarówno na "Żylecie" jak i na "Krytej" królować będzie wspaniały doping i prawdziwie piłkarska atmosfera.
Trzymają rytm
Od 1997 roku na trybunie krytej dopingiem kieruje orkiestra złożona z fanów Legii. Dwie trąbki, puzon, sekcja perkusyjna oraz współpracujący z nią żywiołowy doping sprawiają, że publiczność w trakcie spotkań przeżywa niezapomniane chwile, tworząc jednocześnie wraz z piłkarzami cudowny festiwal. Wielu krajowych i zagranicznych gości odwiedzających stadion przy ulicy Łazienkowskiej podkreśla jego niepowtarzalną atmosferę i wspaniale reagującą widownię.
- Początki były bardzo trudne opowiada nam szef legijnej orkiestry, Paweł Rama - na co dzień członek reprezentacyjnej orkiestry Wojska Polskiego. - Kibice opornie przyswajają wszystko, co pochodzi z zewnątrz. Od sezonu 1987 przychodzę jako kibic na Legię i w tym czasie zdążyłem już nieco poznać specyfikę fanów z Łazienkowskiej. Postanowiłem jednak za namową byłego, wieloletniego spikera, Jerzego Czerniakiewicza, spróbować wspomóc ich instrumentami. Nie jest łatwo nauczyć śpiewać dużą grupę ludzi. Na początku zupełnie inaczej trzymali rytm. Z czasem zaczęli jednak wyczuwać muzykę i jak na kibiców śpiewają bardzo melodyjnie i w miarę czysto. W pamięci utkwił mi szczególnie mecz z, wtedy jeszcze, Petrochemią Płock...
To był amok!
- Chłopakom na boisku, mimo ogromnej przewagi, nic się nie udawało i do przerwy było 0-0. Zaraz na początku drugiej połowy "Petra" zdobyła bramkę i wtedy stało się coś nieprawdopodobnego. Kibice chcieli abyśmy na okrągło grali jeden motyw - "Hej Legia gol". Graliśmy to bez przerwy, przez około 30 minut. Widownia powoli nakręcała się i wpadała w amok. Dosłownie wszyscy z całych sił śpiewali z nami refren. Nawet VIP-y kołysały się w rytm muzyki, po kilkunastu minutach piłkarze poruszali się już po boisku tak, jakby tańczyli razem z nami. Na murawie nie istniał już żaden rywal. Skończyło się na trzech bramkach dla Legii, a po meczu długo jeszcze siedzieliśmy na trybunie, rozkoszując się i przeżywając drugą połowę. Wielu ludzi podchodziło do nas i klepało po plecach z zadowoleniem. "Dzisiaj wygraliśmy również dzięki wam" - powtarzano nam kilkakrotnie. Pamiętam, że czułem wtedy dziwną suchość w gardle i chyba się nawet odrobinę wzruszyłem. Grałem już w różnych miejscach na świecie, ale tego wieczoru nie zapomnę nigdy.
Po chwili przerwy pan Paweł powraca do rzeczywistości: - W piątek każdy z nas będzie dodatkowo zmotywowany - zapewnia z uśmiechem. - Nikt nie będzie oszczędzał gardeł, a my jak zawsze damy z siebie wszystko. Mimo że "Żyleta" i "Kryta" rządzą się swoimi prawami, będziemy w piątek współpracować. Zadaszenie powoduje, że nasz doping niesie po murawie, powodując wspaniały efekt. "Żyleta" śpiewa nieco szybciej, ponieważ nie ma bębnów, które trzymają rytm. Jednak to właśnie fani z "Żylety" są głównymi pomysłodawcami dopingu. Kieruje nią, z wielkim wyczuciem, "starszyzna". Na Legii istnieje zresztą kilka zorganizowanych grup i każda z nich wnosi coś swojego. Grupa "Flagowych" jest zawsze obok nas. Grupa księdza Wojtka zajmuje zakole od strony Torwaru. Wszyscy czekamy na sukces naszej drużyny i wierzymy, że stanie się to już niebawem. Marzymy o tytule mistrza, bo jako kibice w pełni na to zasługujemy - zakończył Paweł.
Wysłuchał Piotr Wojciechowski