Henryk Apostel jako wiceprezes do spraw szkoleniowych w PZPN powinien stać na straży czystości pracy polskich trenerów. W jakiś sposób odpowiada za stan środowiska, które ma tak wielki wpływ na rozwój naszej piłki. Gdy zapytaliśmy go o problem korupcji w wśród szkoleniowców, chwilę się zamyślił. Jednak nie oznaczało to, że nie chce mówić o tej kwestii. - Temat jest bardzo delikatny, bo wymieniając nazwiska łatwo można zrobić komuś krzywdę. W tej chwili nie dysponuję żadnymi dowodami, z których wynika, że jakiś trener czerpie dodatkowe korzyści majątkowe od piłkarzy. Oczywiście za to, że wystawia ich do składu. Gdybym był w posiadaniu takowych, natychmiast sprawa znalazłaby miejsce w prokuraturze. Oczywiście wcześniej odebralibyśmy trenerowi licencję.
- Jakich dowodów pan potrzebuje?
Henryk Apostel: Po pierwsze musi się do nas zgłosić piłkarz, który będzie chciał choćby anonimowo przedstawić konkretną sytuację. To nie oznacza, że na podstawie tylko jego świadectwa wydamy wyrok na oskarżanego szkoleniowca. Będzie to dopiero punkt zaczepienia. Zrobimy wszystko, by wyjaśnić sprawę. Nawet jeżeli byłaby to kwestia marginalna, a więc dotycząca tylko jednego z trenerów. Nie można tego tak zostawiać.
- A w jaki sposób chciałby pan dociec prawdy?
- W tej chwili nie mam konkretnego pomysłu, ale na pewno skontaktowałbym się z prawnikami. Oni podpowiedzieliby, jakie zastosować środki, by znaleźć dowody.
- A bez jasnych dowodów nie możecie działać? Mając świadomość, że takie przypadki się zdarzają, można innymi metodami oczyścić środowisko.
- Oczywiście dochodzą do mnie informacje, że coś jest na rzeczy. Potwierdzam, że taki problem istnieje. Jednak trudno określić skalę tego zjawiska tylko na podstawie zasłyszanych wieści. Nawet nie mogę podejść do trenera i poprosić o wyjaśnienie. Zaraz zapyta o dowody. Jeśli mu ich nie przedstawię, czeka mnie sprawa sądowa za zniesławienie. Nie możemy w żaden sposób ukarać szkoleniowca, który jest tylko podejrzany.
- A próbowaliście już wyjaśniać jakieś podejrzane praktyki, w które byli wmieszani pierwszoligowi trenerzy?
- Tak, ale były to sprawy o innym charakterze. Niektórzy szkoleniowcy naszym zdaniem nadmiernie się angażują w procedury transferowe piłkarzy. To rodzi niepotrzebne pytania, sugestie, czy nawet insynuacje. Trener powinien odpowiadać za przygotowanie zawodników do meczu, a nie uprawiać "menedżerki". Tu mogę wspomnieć o dwóch przypadkach, które były szeroko komentowane w mediach, czyli sprawa jest powszechnie znana. Albin Mikulski i Bogusław Kaczmarek byli wzywani do PZPN, by wyjaśnić swoją rolę przy transferach dwóch młodych graczy. W pierwszym przypadku wszystko zostało wyjaśnione, natomiast kwestia Kaczmarka jeszcze się ciągnie. Czekamy na decyzję sprawy sądowej, która toczy się w Olsztynie.
- Czy Wydział Szkolenia może odebrać licencję trenerowi?
- Nie. Możemy tylko wnioskować o ukaranie szkoleniowca w odpowiedniej komórce PZPN. Wymierzaniem kar zajmuje się Wydział Dyscypliny. Choć trzeba przyznać, że prowadzone są rozmowy, by także nasz wydział posiadał taką możliwość. Na razie możemy na kursokonferencjach tylko apelować i ogólnie zwracać uwagę na nieprawidłowości. I oczywiście czekać na piłkarzy, którzy zaczną wreszcie coś mówić.