Legionisci.com
LEGIONISCI.COM
Wywiad

Grać "na zero"

piątek, 15 marca 2002 09:58
Adam Matysekźródło: Przegląd Sportowy

- Wcześniej w drużynie narodowej nie brakowało niesnasek między bramkarzami, że przypomnę stosunki Macieja Szczęsnego i Andrzeja Woźniaka. Odnoszę wrażenie, że Dudek i Matysek nie tylko się szanują, ale i kolegują.

Adam Matysek: Poznaliśmy się jakiś czas temu i naprawdę nie było najmniejszego zgrzytu - mówi "Matys".


- Kibice odliczają już dni do rozpoczęcia finałów mistrzostw świata...

- Ja nie odliczam. 12 maja zaczyna się zgrupowanie przed mistrzostwami świata. Do tego czasu wiele się może wydarzyć. Rozgrywki ligowe wkraczają w gorącą fazę. Mój obecny klub - RKS Radomsko, broni się przed spadkiem. Chcę za wszelką cenę pomóc w utrzymaniu w ekstraklasie, a swoją grą chcę ponownie zwrócić uwagę selekcjonera Engela. Przede wszystkich pragnę wrócić do formy, która mnie samego będzie zadowalać. Polska liga będzie grała w ekspresowym tempie - Radomsko uczestniczy jeszcze w Pucharze Ligi. Czekają nas mecze co trzy, cztery dni. Właśnie regularne występy pozwolą odzyskać formę. Fizycznie czuję się bardzo dobrze - ważę 83 kilogramy, tyle co w wieku juniora! Teraz każdy mecz jest dla mnie, i dla Radomiaka, przepraszam, Radomska - niezwykle ważny.


- Zimą zamieściliśmy mapę Europy z pańskimi przymiarkami do różnych klubów...

- Byłem zdziwiony, jak dokładnie to odtworzyliście.


- Bo mamy dobre informacje!

- Nie chcę specjalnie do tego wracać. Jak nie doszło do podpisania umowy, to znaczy, że temat jest zamknięty. Jeśli chodzi o bramkarzy, to panuje zresztą recesja. Bardzo ciężko znaleźć klub. Najbliższy byłem Wolfsburga - nawet mam wstępny kontrakt z tym klubem... Po słowie byłem z Christophem Daumem w Besiktasie Stambuł. I też nie wypaliło. Musiałbym w tym miejscu analizować różne sytuacje, słowa, decyzje. Nie ma sensu. Proszę mi wierzyć co do jednego - sprawa nie rozbijała się o finanse. W grudniu, czy styczniu byłem zdeterminowany, aby jak najszybciej znaleźć klub. W tej sytuacji byłbym głupi, gdybym rozmowy prowadził przez pryzmat finansów. Przecież chciałem jechać na mistrzostwa świata - właśnie dlatego, aby pojechać na finały w Korei i Japonii nie podpisałem kontraktu z Bayerem Leverkusen. Siedzenie na ławce rezerwowych mnie nie interesowało. Gdybym w swojej karierze myślał tylko o pieniądzach, to dziś odcinałbym kupony w Leverkusen...


- Nie poszedł pan jednak na łatwiznę - czy dziś nie żałuje?

- Gdybym wiedział, ile będzie zamieszania wokół mojej osoby, ileż cierpkich słów, ileż zgryźliwych podtekstów. Dla mnie naprawdę nie jest ujmą gra w lidze polskiej - próbuję na nowo przekonać kibiców i trenera Engela do mojej osoby.


- Warto jeszcze wyjaśnić sprawę Szachtara Donieck.

- Włoskiego trenera Szachtara, Nevio Scalę znam jeszcze z Borussii Dortmund. Pierwszy raz rozmawiałem z tym szkoleniowcem w trakcie sezonu 1997/98, kiedy miałem przejść z FC Gźtersloh do Dortmundu. W Dubaju szybko nawiązaliśmy kontakt - to uczciwy człowiek i znakomity trener. Od razu stało się dla mnie jasne, że znajduje się pod wielką presją. Scalę nie interesują mistrzostwa świata - liczy się tylko i wyłącznie rywalizacja z Dynamem Kijów o mistrzostwo Ukrainy. A liga w tym kraju kończy się w czerwcu. Czy Szachtarowi potrzebny był bramkarz, który marzy, aby od 12 maja przygotowywać się do finałów mistrzostw świata?


- Kibice mają do pana sympatię - w kilka godzin w Warszawie rozdał pan kilkadziesiąt autografów. Sympatycy futbolu rozumieją, że pański dramat zaczął się na murawie Ullevaal w Oslo w walce o punkty eliminacji mistrzostw świata.

- Niektórzy nie chcą o tym pamiętać, a w krytyce mojej osoby króluje spocony telewizyjny miś, Jaś Tomaszewski, któremu brakuje słów na wyrażenie sympatii, jaką darzy moją osobę. Nie rozumiem także niektórych dziennikarzy - kiedy grałem ważne mecze w Bayerze Leverkusen - w Lidze Mistrzów, Pucharze UEFA czy Bundeslidze, wówczas dzwonili i gratulowali. Dziś mają zupełnie inne podejście do mojej osoby. Ja w piłkę jeszcze nie zapomniałem grać... Moje losy potoczyły się tak, a nie inaczej - tego już nie zmienię. Radomsko to dla mnie szansa, aby znowu myśleć pozytywnie - z podobnym nastawieniem do tego klubu przyszli Sławek Wojciechowski, Dawid Banaczek, Marcin Bojarski...


- Kurs wyznaczył Igor Sypniewski, który odbudował się w Radomsku. Zimą prezes Tadeusz Dąbrowski postanowił sięgnąć po kolejnych piłkarzy "po przejściach".

- Na pewno prezes Dąbrowski ryzykował - także w przypadku mojej osoby. Dochodziliśmy już w trakcie przygotowań, zresztą ja trafiłem do Radomska najpóźniej. Prezes Dąbrowski sprowadzając takich, a nie innych zawodników wykazał się operatywnością, możliwościami i odwagą. Już dwa pierwsze mecze pokazały nasze możliwości - wywalczyliśmy cztery punkty. Mam nadzieję, że w kolejnych zgromadzimy punkty, które zapewnią pozostanie w ekstraklasie. Drużynę na to stać - ma charakter, a przyda się doświadczenie moje czy Sławka Wojciechowskiego.


- Można to ująć tak, że Radomsko potrzebuje Matyska, a pan potrzebuje Radomska.

- Dokładnie - dla mnie nie ma ujmy, myślę, że klub RKS może promować miasto. Odczuwamy zresztą dużą sympatię ze strony ludzi, którzy nas otaczają.


Rozmawiał Roman Kołtoń

Podaj ten news dalej: