Legionisci.com
LEGIONISCI.COM
Wywiad

Łatwo nie odpuszczę

sobota, 16 marca 2002 12:33
Artur Wichniarekźródło: Przegląd Sportowy

W poniedziałek w meczu na szczycie 2. Bundesligi Arminia Bielefeld podejmowała Greuther Fźrth. Gospodarze wygrali 3-2 - co przybliżyło ich do awansu do Bundesligi - stracili jednak czołowego napastnika (16 bramek w tym sezonie) - Artura Wichniarka. Polak nie doznał kontuzji, nie został ukarany przez sędziego, karę wymierzył mu Niemiecki Związek Piłki Nożnej (DFB) po obejrzeniu taśmy wideo, na której widać jak "Wichniar" uderza łokciem pomocnika rywali - Rachida Azzouziego. Polski napastnik nie będzie mógł grać w czterech meczach.

- Nie rozumiem tej kary, dla mnie jest to nieporozumienie - komentuje Wichniarek. - Werdykt podjęto dwa dni po meczu, ale nikt nie chciał ode mnie żadnych wyjaśnień. Nikt się mnie o nic nie pytał. Karę wymierzono bardzo szybko i na tym sprawa się skończyła.


- Ale na taśmie wideo widać, jak uderza pan przeciwnika.

Artur Wichniarek: Gdyby każde takie przewinienie było karane, po każdym meczu zawieszano by dwóch, trzech piłkarzy. Nie popadajmy w paranoję. Azzouzi wcześniej mnie prowokował, ciągnął za koszulkę i w czasie akcji zabiegał mi drogę. Czegoś tu nie rozumiem. Uderzyłem Azzouziego łokciem, a on był wielce kontuzjowany! Jednak po piętnastu sekundach wstał, nawet nosze nie były potrzebne.


- Nie chciał pan się odwoływać od decyzji DFB?

- Z tego co słyszałem, odwołanie mogło pogorszyć tylko sprawę, bo rozważano dla mnie karę ośmiu meczów. Ukarano mnie w momencie, kiedy Arminia i Greuther Fźrth walczą o awans! A tu nagle nasz rywal rości sobie pretensje, składa protest, a DFB natychmiast podejmuje niekorzystną dla nas decyzję.


- Czyli decyzja związkowych działaczy nie była całkiem w porządku?

- Po decyzji DFB może się zrobić niezły teatr. Przecież po każdym meczu będzie można klatka po klatce oglądać taśmę wideo i wyłapywać nieczyste zagrania. W ten sposób łatwo dojść do paranoi.


- W czwartek miał pan dość długie spotkanie z działaczami Arminii.

- Zastanawialiśmy się nad sensem złożenia odwołania, ale doszliśmy do wniosku, że nie ma sensu się bić tam, gdzie z góry stoimy na straconej pozycji.


- Czy pan i Azzouzi wyjaśniliście sobie całą sytuację?

- Azzozui tłumaczył, że po moim uderzeniu nie mógł oddychać i coś mu tam dolegało. To kłamstwo, na pewno tego tak nie zostawię. Założę mu sprawę z powództwa cywilnego i będę żądał zwrotu poniesionych przeze mnie kosztów. Tak ustaliłem z moim menedżerem. Sprawa nie oprze się już o DFB, zajmie się nią adwokat. Azzouzi w całym zdarzeniu nie jest bez winy, bo mnie prowokował.


- W niedzielę Arminia gra na wyjeździe z Unionem Berlin. Jak spędzi pan ten dzień?

- W tej chwili jeszcze nie wiem, co będę robił w niedzielę. Może pojadę do Berlina pociągiem z kibicami? Mam jeszcze trochę czasu na podjęcie decyzji, pogoda w Niemczech jest fatalna, można się przeziębić.


- Co pan będzie robił przez te cztery tygodnie?

- Dobre pytanie. Hm... będę trenował, aby po czterech tygodniach wrócić do gry, być w formie i jeszcze pomóc Arminii w awansie do Bundesligi. Nie mogę się załamywać.


- Czy wcześniej w karierze musiał pan już tak długo przymusowo odpoczywać?

- To dla mnie nowa sytuacja. Nigdy w karierze nie otrzymałem czerwonej kartki, w tym sezonie sędziowie nie pokazali mi nawet żółtego kartonika. Gram agresywnie, ale w ramach przepisów. Incydent z Azzouzim to przypadek, zupełnie bez sensu.


- Wasz trener Benno M?hlmann ma chyba teraz niezły ból głowy?

- Na pewno moja nieobecność w czterech meczach to spora strata dla Arminii i trenera, co komplikuje mu sytuację w ataku. Koledzy nie mogą sobie jednak wmówić, że beze mnie nie będą grali. Na moje miejsce wskoczy chyba Ilija Aracić, który grał już w Hercie Berlin, strzelał bramki i powinien spełnić swoje zadanie.


Rozmawiał Daniel Olkowicz

Podaj ten news dalej: