Legionisci.com
LEGIONISCI.COM
Wywiad

W bramce Legii na dłużej

niedziela, 17 marca 2002 19:52
Artur Borucźródło: Gazeta Wyborcza

Bramkarz, który 20 lutego skończył dopiero 22 lata zadebiutował w ekstraklasie przed tygodniem. Wszedł na boisko w 33. minucie meczu z Pogonią w Szczecinie za ciężko kontuzjowanego Radostina Stanewa. Spisywał się nadspodziewanie dobrze i mimo, że w ostatniej minucie puścił gola z wolnego (pojawiły się opinie, że popełnił błąd techniczny) zebrał pochlebne recenzje. Na stadionie Legii po raz pierwszy wystąpił w piątek i to od razu w najważniejszym spotkaniu sezonu. Przeciwko broniącej tytułu Wiśle zachował czyste konto, a jego drużyna wygrała. - No, to teraz mamy dwóch znakomitych bramkarzy - powiedział po meczu trener Legii Dragomir Okuka.


- Taki sąd szkoleniowca chyba dobrze wpływa na samopoczucie?

Artur Boruc: Jeżeli rzeczywiście trener tak powiedział, to bardzo się cieszę. Robiłem, co miałem do roboty. Jeżeli dobrze to wyglądało, to oczywiście tylko tym lepiej.


- Czy sądzi Pan, że po tak udanym występie wywalczył na stałe miejsce w pierwszym składzie?

- Decyzja należy do trenera Okuki. Ja robiłem wszystko i będę robił, by był ze mnie zadowolony. Radek Stanew jednak zdrowieje, a wiadomo, że jest znacznie bardziej doświadczonym bramkarzem.


- Debiutował Pan meczem w Szczecinie, ale występ na stadionie Legii to chyba specyficzne uczucie?

- Na pewno mecze na tym stadionie to coś wyjątkowego. Znakomita jest oprawa spotkań, kibice stwarzają gorącą atmosferę. Ocekiwałem, że będę się denerwować, a tymczasem czułem dziwny spokój. Myślałem tylko o tym, by drużyna osiągnęła jak najlepszy wynik.


- W Legii jest Pan od dawna i do tej pory był rezerwowym. Nie zanosiło się na zmianę sytuacji.

- Przyszedłem do tego klubu w czerwcu 1999 roku. Do tej pory nie miałem żadnych szans na grę w pierwszej lidze. Kiedy do Warszawy sprowadzono Radka byłem zrezygnowany. Wiedziałem, że z drugiego stanę się trzecim bramkarzem. Z czasem dotarło do mnie jednak, że rywalizacja powinna mnie zmotywować do pracy na wysokich obrotach. I tak się stało.


- Pański poprzednik Wojciech Kowalewski przeżył w Legii podobną sytuację. Już miał stać się numerem jeden, gdy nagle z drugiej spadł na trzecią pozycję w hierarchii.

- Rzeczywiście, nasze losy układają się w podobny sposób. Po odejściu Grzegorza Szamotulskiego w klubie znalazł się Zbigniew Robakiewicz, a potem jeszcze Bogusław Wyparło. Taka jest jednak, jak widać, rola bramkarzy. Musimy mieć cierpliwość i czekać. A potem może nagle coś się wydarzy.


- Był czas, że grał Pan w Dolcanie. Co to było? Degradacja?

- Ja bardzo chciałem zostać wypożyczony do Ząbek. W tym czasie występowałem w trzecioligowych rezerwach Legii i przejście do drugoligowego wtedy Dolcanu nie było wcale degradacją, tylko awansem. Skoro trafiła się okazja, to wypadało z niej skorzystać. Dobrze mi tam szło i sądzę, że to dlatego, gdy Wojtek z kolei odszedł do Groclinu usiadłem w Legii pierwszej na ławce rezerwowych. Jako dubler Robakiewicza.


- Niedawno Legia grała w Ząbkach sparing z Dolcanem. Pan zagrał w drugiej połowie, oczywiście już w Legii.

- Było bardzo sympatycznie, spotkałem wielu znajomych. Ja ten klub naprawdę miło wspominam i wygląda na to, że mnie tam też miło wspominają.


- Jeszcze do bardzo niedawna zdawało się, że Artur Boruc jest Legii niepotrzebny. Podczas zgrupowań na Cyprze oraz w Hiszpanii w sparingach grali niemal wyłącznie Kowalewski i Stanew.

- Wziąłem udział tylko w jednym spotkaniu, ale nic nie mogłem zrobić. Nie miałem nic do gadania. Tak to widzieli trenerzy i koniec.


- Ostatnio Legia zaczęła szukać kolejnego bramkarza. Wyglądało na to, że mimo odejścia Kowalewskiego może Pan pozostać trzecim.

- Gdy kupowano Stanewa także mówiono, że to głównie po to, by Legia miała trójkę bramkarzy, a nie wiedziałem na pewno, że to ja będę trzecim. Jeżeli teraz przyjdzie do nas ktoś nowy, po prostu rozpoczniemy rywalizację.


- Kowalewski odchodząc do Szachtara twierdził, że nie jest Pan gorszy od Radostina Stanewa.

- Nie robił tego na pewno z niechęci do Bułgara. On w bramce Legii miał niepodważalną pozycję. Nie mogę go krytykować za to, że mówił prawdę. Ale to oczywiście żart, ponieważ nie do mnie należy ocena. Radek jest dobrym bramkarzem.


- Czego należy Panu życzyć w przyszłości?

- Żebym pozostał w bramce Legii na dłużej. Radek Stanew jednak wraca do zdrowia, normalnie trenuje i jeżeli trener zobaczy, że już całkiem doszedł do siebie, to może postawić na niego. Choć ja na pewno liczę na grę w środę w Wodzisławiu. W każdym razie jest takie powiedzenie: Chcesz liczyć? Licz na siebie.


- Ciekawe, co Kowalewski powiedziałby na fakt, że nieoczekiwanie i to z takim efektem stanął Pan w bramce Legii?

- Akurat dzwonił do mnie w niedzielę, więc już wie o wszystkim. Gratulował. Ja jemu też, bo debiut w Szachtarze miał bardzo udany. W poniedziałek ma być w Warszawie, więc pogadamy dłużej.


Rozmawiał Maciej Weber

Podaj ten news dalej: