Nie taki diabeł straszny jak go malują,można powiedzieć po meczu jaki
obejżeliśmy w piątkowy wieczór między stołeczną Legią a krakowską Wisłą. Po
czterech latach niemocy pokonania drużyny "Białej gwiazdy", w końcu kibice
"wojskowych", którzy w sile około 13 tysięcy pojawili się na trybunach stadionu Wojska Polskiego, doczekali się historycznego zwycięstwa. Zwycięstwa, które w ostatecznym rozrachunku może okazać się bezcenne. Co prawda do końca rozgrywek pozostało jeszcze sporo spotkań, ale sytuacja Legii jest wprost wyśniona. Fotel lidera i dwa punkty przewagi nad drugim zespołem w tabeli daje legionistom pewien komfort psychiczny. I tego komfortu nie można już roztrwonić. Piłkarze nie mogą już sobie pozwolić
na tracenie w głupi sposób punktów, jak było to choćby w meczu z Pogonią. Przed piłkarzami jest bowiem kilka trudnych wyjazdowych spotkań. Wspomnę tylko mecze z Amicą czy rewanż z Wisłą. Nie można też zapominać o najbliższym meczu z Odrą w Wodzisławiu. Mimo iż drużyna Odry nie gra już tak efektywnie jak w poprzeniej rundzie, kiedy występowała w grupie A, to nie można absolutnie lekceważyć tego zespołu. Śmiem twierdzić,że mecz z Odrą, tóry rozegrany będzie już w najbliższą srodę o dość nietypowej porze jak na dzień powszedni (brak oświetlenia na stadionie w Wodzisławiu) będzie jeszcze ważniejszy niż ten z Wisłą. Mecz ten pokaże bowiem czy Legia jest odporna psychicznie i będzie potrafiła udźwignąć ciężar jaką na nią spadł po meczu z Wisłą.Ciężar fotelu lidera. Jeśli Legia zagra z takim animuszem jak w piątkowy wieczór, i tak samo skoncentrowana to o wynik nie będziemy musieli się raczej martwić. Należałoby jedynie poprawić grę w środku pola co jest chyba obecnie najsłabszą stroną legionistów. O dyspozycję bloku obronnego można być chyba spokojnym, bo w meczu z Wisłą spisał się on znakomicie. Do reprezentacyjnej formy wrócił Jacek Zieliński zaś Sergiej Omeliańczuk potwierdza swoją grą, że warto było sprowadzić tego zawodnika do Warszawy. Znakomicie także spisuje się od początku rundy wiosennej, Maciej
Murawski. W końcu zawodnik wraca do dyspozycji jaką prezentował jeszcze... w
Lechu Poznań. Jeśli w najbliższych tygodniach do składu powróci Tomasz
Łapiński, Legia będzie posiadać najsilniejszy blok defensywny w lidze.
Wracając do formacji drugiej linii,to martwi brak lidera z prawdziwego zdarzenia. Takim zawodnikiem miał być Aleksandar Vuković, ulubieniec trenera
Okuki, ale nie prezentuje on takiej formy jak jesienią. Co prawda jego podania otwierają napastnikom Legii drogę do strzelania goli, tak jak to było w meczu z Amicą i Wisłą, ale Jugosłowianin niestety nie radzi sobie z kierowaniem gry w taki sposób jaki oczekiwali by od niego kibice. Zawodnik razi zbyt dużą ilością niecelnych podań lub zbyt słabych aby trafiały one do kolegów z drużyny. Vuković powinien jak najszybciej poprawić ten element gry. Te same uwagi dotyczą Tomasza Sokołowskiego i Adama Majewskiego.Napewno piłkarzom tym nie można odmówić chęci do gry czy waleczności ale częste straty piłki i niecelne zagrania do partnerów irytują chyba już niemal wszystkich kibiców. Dziwi mnie kredyt zaufania Dragomira Okuki wobec tych
piłkarzy,zwłaszcza Sokołowskiego. Być może bierze on się stąd,że po prostu na
pozycji na jakiej gra ten piłkarz, wobec braku kontuzjowanego Bartosza
Karwana, nie było godnego następcy. Sytuacja ta jednak powinna się juz
zmienić. Bartek jak wiadomo wraca do pełni dyspozycji co potwierdził w
piątkowym meczu. Być może jeszcze nie "czuje" piłki i niektóre jego zagrania
nie były najwyższej jakości, ale bramka strzelona Wiśle jak najbardziej. A
właśnie piłkarza, który potrafi precyzyjnie uderzyć na bramkę rywala z
dystansu, Legii w tej chwili brakuje najbardziej. Jeśli Bartek wróci do formy
prezentowanej w rundzie jesiennej kibice "wojskowych", a także trenerzy Okuka
i Kubicki powinni spać spokojniej. Jednak nie dyspozycja pomocników była
najgorętszym tematem przed meczem z krakowską Wisłą. O ból głowy zarówno sztabu trenerskiego jak i kibiców przyprawiała obsada bramki Legii. Po dość
nieoczekiwanej i pechowej kontuzji numeru jeden, Bułgara Radostina
Stanewa, Legia została postawiona "pod murem". W obwodzie został tylko młody
Artur Boruc, który swój debiut w ekstraklasie zaliczył w zeszłym
tygodniu, zastępując w 32 minucie gry w meczu z Pogonią Szczecin wspomnianego
Stanewa. Debiut nie wypadł może zbyt okazale, bo po błędzie mało doświadczonego jeszcze bramkarza, Legia straciła w ostatnich sekundach gry bramkę, która kosztowała utratę wywiezienia ze Szczecina zwycięstwa, tym niemniej jednak do gry Boruca nie można było mieć większych zastrzeżeń. Teraz jednak przed bramkarzem Legii stanęłą nieprawdopodobna odpowiedzialnoś, gdyż musiał powstrzymać groźny (przynajmniej groźnie wyglądający "na papierze") duet krakowskich napastników Żurawski-Sypniewski, wspomagany przez ofenywnego pomocnika Frankowskiego. Trzeba przyznać, że golkiper stołecznej jedenastki spisał się kapitalnie. Bronił bardzo pewnie. Praktycznie nie popełnił ani jednego błędu.Zadziwił zwłaszcza, chyba wszystkich, spokój z jakim bronił. Nie widać było w jego interwencjach jakiegokolwiek zdenerwowania. Musiały się podobać pewne pszechwyty piłek bitych z rzutów rożnych przez piłkarzy Wisły, oraz szybkie wyprowadzanie gry po wyłapaniu futbolówki. Chyba zamartwianie się brakiem godnego następcy Stanewa było na wyrost, co nie znaczy,że Legii nie jest potrzebny trzeci wartościowy bramkarz. Strach pomyśleć co by się stało gdyby kontuzji w trakcie meczu doznał Boruc, a w jego miejsce musiałby wejść Muszyński. Całe szczęście,że do takiej sytuacji nie doszło. Ostrzeżenie dla warszawskich działaczy jednak pozostało. Jak najszybciej trzeba sprowadzić na Łazienkowską bramkarza, który byłby prawdziwą konkurencją dla dotychczasowych i wartościowym zmiennikiem w nieprzewidzianych wypadkach. W
sumie po meczu na szczycie można być raczej zadowolonym. Drużyna Legii z meczu na mecz prezentuje się coraz lepiej. Najbardziej cieszy przygotowanie fizyczne zespołu. Kondycyjnie piłkarze wytrzymują do ostatniej minuty, czego na Łazienkowskiej nie widziano od lat. Cieszy również, niesamowite wyczucie trenera Okuki. Zmiany, które stosuje coach "wojskowych" podczas meczu okazują się kluczowymi momentami spotkania. Mecz z Wisłą pokazał również, że Legia w końcu potrafi zmobilizować się na berdzo ważny dla siebie mecz, czego ostatnimi laty brakowało. Warszawski zespół zagrał wreszcie na miarę oczekiwań swoich kibiców, a więc doskonale w obronie, wyłączając kompletnie z gry napastników Wisły oraz poprawnie w pomocy i ataku. Jeśli Legia poprawi grę w drugiej linii powinno być naprawdę dobrze. Podsumowując - w grze Legii widać więcej plusów, niż minusów. Widać efekty pracy duetu trenerskiego Okuka-Kubicki. Jeśli w porę wyeliminują drobne błędy w grze, głównie w pomocy, w tym roku kibice Legii powinni cieszyć się w końcu ze zdobycia mistrzów Polski. Co zaś tyczy się samych kibiców, to cieszyć może fakt, że z meczu na mecz na trybunach pojawia się ich coraz więcej tworząc niepowtarzalną atmosferę, ale jak na dwu milionową aglomerację jaką jest Warszawa to 13 tysięcy widzów na trybunach to jest to jednak jeszcze zbyt mało. Czy świadczy to o malym zainteresowaniu warszawian futbolem, czy jest to konsekwencją złej polityki klubu, trudno jednoznacznie odpowiedzieć. Jest to jednak temat na kolejny artykuł.
Felieton
Krajobraz po bitwie
niedziela, 17 marca 2002 17:53
Sebastian Mazur