Legionisci.com
LEGIONISCI.COM
Felieton

Oto dziś...

poniedziałek, 18 marca 2002 16:25
Genezyp Kapen

Teraz zdobędziemy ten przeklęty tytuł albo nigdy. I nie dlatego, że wygraliśmy wreszcie z Wisłą – bo to poza prestiżem dało tylko 2 pkt. przewagi, tylko dlatego, że mimo osłabień Legia nie ustępuje Wisełce. A może inaczej, Wisełka w obecnej dyspozycji wyraźnie ustępuje Legii i to mimo dokonanych zakupów i opływania w dostatki. Nie mam ochoty rozważać teraz czy to efekt progresji w Legii czy regresji w Wiśle. Wyznaje teorię równania w dół, które obserwuję w ogóle w naszej lidze, ale... Niemniej oznacza to, że cała liga jest w zasięgu legionistów, czyli że nie trzeba nadrabiać, podganiać, łatać. Można zacząć po prostu grać i wygrywać. W sztuce piłkarskiej - nawet dysponując genialną techniką, trzeba umieć przemieszczać się w miarę żwawo po boisku i to do 90. minuty. I to legioniści się przemieszczali, podczas gdy łydkami wiślaków telepały skurcze.

Nie odnieśliśmy zwycięstwa fartownego - nie było obrony Częstochowy i udanej kontry – była wyraźna przewaga przez cały mecz i to zarówno w szybkości, starcie do piłki, sprycie, wytrzymałości jak i w grze kombinacyjnej. A długo na to czekałem, oj długo. Legia pokazała charakter, o który wcześniej nigdy jej nie podejrzewano. Nawet popisy Sokołowskiego nie podcięły legionistom skrzydeł i na szczęście nie zdołały popsuć mi humoru.. Nie widzę powodu, dla którego wynik pojedynku rewanżowego miałby zakończyć się innym rezultatem niż zwycięstwo Legii. Nie widzę powodów, dla których przewaga naszego zespołu nie miałaby być wtedy już na tyle duża, by rewanż był tylko meczem prestiżowym. Jeśli nie popadniemy w samozachwyt i legijną śpiączkę powiktoryjną i nie stracimy punktów np. z Odrą w Wodzisławiu być może przewaga będzie w kwietniu już na tyle spora by bawić się z Wisłą w futbol, a nie walczyć o przetrwanie, co nie oznacza, że nie powinniśmy tam wygrać. Bo Wisełka pływa. Cała historia najnowsza z Franciszkiem Smudą świadczy, że mr. Cupiał albo się pogubił albo zgłupiał (a kto bogatemu zabroni?) i teraz trudno przewidzieć, co stanie się po przyjściu Kasperczaka, ale drużyna w tym stadium albo gra albo nie, więc uważam, że wzlotu krakowian nie będzie. Wcześniej czy później pogubią punkty.

Nasz ból głowy w tym, żeby Legia przez najbliższych kilka kolejek wywierała presję na rywalu i nie zgubiła ani jednego punkciku. Legia ma power – o który nie było podstaw jej posądzać po starcie wiosennym. Jednak zwracam uwagę, że w najnowszej historii legijnej nie zdarzyło się, iżby nasza drużyna rozegrała dwa mecze z rzędu z takim samym animuszem i zaangażowaniem. Pojedynek w Wodzisławiu może zatem przypominać mecz z Pogonią. Kwestia, czy uda się coś strzelić może być największym problemem duetu Okuka-Kubicki.
Nie chciałbym, aby tak heroicznie wywalczony dorobek został lekkomyślnie roztrwoniony. W ciągu najbliższych 3-4 tygodni mamy szansę wybić rywalom z głowy walkę o tytuł mistrza Polski. Po knock downie trzeba ich dobić. Teraz albo nigdy.


Takich trzech jak ich dwóch to nie ma ani jednego


Nasz duecik trenerski po mistrzowsku rozpracował Wisłę – zawodnicy Legii uderzyli w najsłabsze jej punkty i sparaliżowali drugą linię krakowian. Można było wygrać wyżej, ale przeszkadzał chaos, który legioniści sami powodowali i katastrofalny brak skuteczności. Dopiero Karwan pokazał co znaczy wejście zawodnika, dla którego strzał w światło bramki to chleb powszedni. Remis w piątkowym pojedynku na szczycie utrzymywał się tak długo, bo dośrodkowania naszych skrzydłowych lądowały wszędzie tylko nie na głowach legionistów. A nawet kiedy spadały tam gdzie trzeba, strzały nawet z najbliższej odległości trafiały w Sarnata lub leciały poza światło bramki. Nie potrafiliśmy strzelić nawet karnego. Doszło już do tego, że jak sędzia dyktuje wapno dla Legii to czuję się tak, jakby spadł na naszą drużynę jakiś smutny obowiązek. Już wolę rzuty wolne, kiedy jest na murawie Karwan. A propos – panowie Magiera, Czereszewski, Murawski, Kucharski i inni. Czy naprawdę tak dużym problemem jest opanować przez tyle lat grania strzał z wolnego? Kiedyś piłkarz Tarasiewicz grywał w reprezentacji tylko dlatego, że umiał uderzać z wolnych i z dystansu w sposób niesamowity. Nauczył się. Tymczasem piłkarz Murawski w studiu Canal Plus oznajmia Polsce, że od strzelania goli to są w Legii inni. Wszyscy we trzech... W dodatku prezentuje się jak nadęty bufon i gwiazda, której nie można niczego powiedzieć ani zarzucić bo ofuka, odyma się i plwa jadem. Na jego tle przyjemnie wypadł Frankowski , a nawet Wit Żelazko. Pane Maćku, zadawnionych żali w ten sposób się nie manifestuje (szkoła poznańska?). Czy w Legii tak trudno być sympatycznym człowiekiem? Za przykład stawiam Wernera Liczkę.


Karwanawał


Kiedy Bartek strzelił profilaktycznie darłem się, że gooooooooooool, zanim uzyskałem pewność, iż piłka trafiła w siatkę z odpowiedniej strony. To taki zabieg z mojej strony, żeby przez nadmierną ostrożność nie tracić niepotrzebnie zbyt wielu chwil radości w życiu. Mam satysfakcję, bo wieszczyłem w poprzednim tekście, że trzeba po ziemi strzelać – wprawdzie nie Sarnatowi, tylko Trabalikowi, ale nieważne, grunt, że wpadła. Szczur to najwredniejszy strzał dla wysokiego bramkarza.

Jak oceniam Legię? Motoryka jest OK., z innymi elementami będzie lepiej jak powrócą do składu Szala i Wróblewski może też Piekarski z Łapińskim – pomoc uzyska większa elastyczność, a obrońcami będzie można manipulować do woli. Trzeba wzmocnić siłę ognia, zanim Wisła pozbiera się, zapozna z nowym trenerem i przestawi na afrykański styl gry. Podobał mi się Kucharz, który dryblował wiślaków jak przed tygodniem Stasiek z Tarachulskim razem wzięci. Najlepsze, że okazało się iż mamy bardzo solidnego bramkarza - Boruca - z tego co widziałem jest on w tej chwili wszechstronniejszy od Stanewa i zarządowi może więc się upiec decyzja o sprzedaniu Kowalewskiego. Pewien typ ludzi egzystuje, bo zawsze ma szczęście... I nie chodzi mi o Boruca.

W końcu najważniejsze, nasi pomocnicy zdołali wyrzucić rywali ze środka boiska. Sokołowski biegał więcej od Kosowskiego, a Kiełbowicza było dwa razy tyle na boisku co Patera. Sędziwy Moskal nie był w stanie dotrzymać tempa rozgrywanych przez Majewskiego z Vukovicem akcji. Nawet pieszczoch mój najpocieszniejszy Jacuś Magiera - cztery faule, jeden strzał niecelny, zero celnych - wypadał korzystnie na tle rywali (oczywiście w pewnych chwilach i bardziej w destrukcji) „Magiera nabiegł na zawodnika, który mu przecinał linię biegu - po prostu zawodnik wbiegł mu przed niego i on musiał się bronić” (Wit Żelazko).


Płynie, Wisła płynie...


Dwie porażki w Warszawie mają ważny czynnik psychologiczny. Pokazują innym ligowcom, że przy odrobinie wysiłku można urywać Wisełce punkty, co miejmy nadzieje nastąpi już wkrótce. Postawa krakowskiego zespołu na Legii bardzo mnie ucieszyła. „Graliśmy tak, żeby nie stracić, a jak się uda to strzelić” (Bogdan Zając). Grali odtylnie – realizując z mozołem ulubioną i mocno już trącącą myszką taktykę Smudy. Polega ona na długotrwałym rozgrywaniu piłki we własnej strefie obronnej – zazwyczaj w poprzek boiska. Wedle światłych koncepcji trenerskich ma taka gra przygotować akcję zaczepną i ugodzić uśpionego przeciwnika. Może też go wkurzyć, bo nie może on dotknąć piłki, tylko biega po próżnicy. Tylko, że wbrew temu, co majaczył orator Sypniewski, technika wiślaków wcale nie jest znów taka bajeczna, aby nie biegając szybko można było bez problemu wygrywać. Przymioty indywidualne pana Igora nie pozwoliły ani jemu, ani kolegom z ataku na zagranie czegokolwiek poza podawaniem piłki legionistom, gubieniem jej w środku pola, wypominaniu sędziemu. Zawiedli się także odtylnie, bo właśnie na 30 metrze najzacieklej atakował doberman Kucharski z kolegami siejąc, zamęt i spustoszenie tak duże, że nie ominęły nawet własnych szeregów. Ale każdy impet niesie ryzyko szkód po obu stronach. Wisełka dawała radę przedrzeć się przez strefę środkową, ale już bez piłki. A że z sił opadła szybciuchno, nie bardzo miał się kto po nią wracać. Tylko Sokołowskiemu, indolencji podbramkowej rozszalałych legionistów (sam się dziwię, skąd w nich tyle animuszu i werwy) goście zawdzięczają, że skończyło się skromnym 1:0.

Trio napastników z biała gwiazdą na piersi wyprowadzało kontry, jednak te były rozbijane w sposób wzorcowy. Omeliańczuk powinien kojarzyć się piłkarzowi Sypniewskiemu z jednym filmem. Tytuł brzmiał „Koszmar z ulicy Wiązów” czy jakoś tak. Faktem jest, że znakomity mówca i nieprzejednany mistrz fechtunku słownego z krakowskiego klubu znowu nie mógł trafić w okienko warszawskiej bramki. No cóż, panu Igorowi pozostaje wierzyć, że bramki na innych stadionach mają większe okna. Frankowski z Żurawskim niby stanowili potencjalne zagrożenie, jednak nie znalazło ono potwierdzenia w kinetyce boiskowej. Wejścia Zielińskiego czy Murawskiego błyskawicznie kończyły szaleństwa asów krakowskich.
Najlepsze, że Wisła przyjechała do Warszawy po remis. Chyba rzeczywiście byli przestraszeni, bo wzięli na poważnie radę Smudy, aby zagrać z nami jak w pucharach – z Barceloną na przykład. I zagrali jak z Barceloną – tyle, że na wyjeździe. Unikanie przekraczania strefy środkowej boiska, bo potem trzeba się wracać, jak i wynik są adekwatne do tamtego meczu.


Smudy żal


Teraz z pełną odpowiedzialnością można stwierdzić, że dwa razy Smuda zabrał mistrzostwo Polski Legii i dwa razy Legia odebrała mistrzostwo Smudzie.

Jednak mam wrażenie, że sobiepany prezesy umacniają na naszym piłkarskim podwórku zwyczaje z bazarów i innych miejsc targowych. Wymiana trenera w środku sezonu nie ma prawa przynieść żadnych efektów, bo to wbrew logice, szkoleniu i zdrowemu rozsądkowi. Smuda wyleciał z Legii po jednym przegranym meczu, bo nie lubił go Zarajczyk (wypowiedzi o Smudzie post factum klasyfikują owego pana w określonym kręgu dżentelmenów) – efekty pamiętamy. Teraz wylatuje z Wisły, bo ta przegrała w Warszawie i chyba nieszczególnie lubi go Cupiał. Jeśli dobrze pamiętam, to Smuda właśnie dlatego został trenerem Wisły, że zgodził się na granie bez wzmocnień, czyli na status quo. Błędy popełnia każdy, ale każdy powinien mieć szansę na ich naprawienie, szczególnie, gdy mocą kontraktu liczy się z rozliczeniem całego sezonu, a nie pierwszej porażki. Zdaje się, ze Smuda był wyjściem awaryjnym Cupiała, który nie mógł wtedy, kiedy odszedł Nawałka zatrudnić Kasperczaka. Smudę zwolnił pod byle pretekstem, gdy już Kasperczak był w zasięgu. Wiem, że pensja trenera w Wiśle jest na tyle duża, aby liczyć się z takim szybkim wymówieniem. Chodzi o styl. A styl gry Wisły jest elegantszy niż styl dawania wymówień przez Cupiałów czy Zarajczyków. Cóż,

„Nad poziomy chciałby człek

A tu ciągle niż,

Nie uniesie pusty łeb

Ciężkiej dupy wzwyż” – jak głosił jeden z kabaretów, którego nazwy nigdy nie mogłem zapamiętać.

Smuda niepotrzebnie swego czasu uwierzył, że jest nadtrenerem. Udzielił kilku wypowiedzi, które nie przystoją cieciowi z Przasnysza (o spr...u niedowiarków na Polonię i solowym pojedynku z Gilerem). Zbytnie zapatrzenie w dawne czasy i w dawnych asów typu Czerwiec, Wojtala, Siadaczka; niechęć do elastycznego traktowania systemów gry, chorobliwa nieufność wobec młodzików, unikanie podejmowania ryzyka w danym spotkaniu, bezkompromisowy charakter to najważniejsze grzechy Smudy. Niemiecka konsekwencja – często dusząca polot, dopracowanie do perfekcji tłamszenia przeciwnika, mozolna praca nad wyszkoleniem każdego z graczy oraz żelazny porządek taktyczny i rządy silnej ręki to najbardziej znane atuty Smudy. Jednak zalety i wady nie podlegają kalkulacji. Każda metoda jest dobra, jeśli zostanie konsekwentnie zrealizowana. Tymczasem prezesy sobiepany jak już wydały szmal na ligowych grajków zaczynają cknić o podbojach na miarę Aleksandra Wielkiego lub co najmniej Napoleona. Jak nie wychodzi dawaj się szarogęsić. A to panowie futbol – nieprzewidywalna i nieokiełznana gra, która właśnie dlatego jest tak popularna, bo nie podlega matematycznym działaniom. Dlatego oglądanie piłki nożnej jest ciekawsze od obserwowania pracy biura księgowych czy cyklu produkcyjnego kabla. Dlatego tym bardziej życzę niepowodzenia Wisełce w tym sezonie, nie przepadając za zarządem Legii - jego stosunki z obecnymi trenerami uważam za najmniejsze zło i niech tak zostanie, dopóki nie dojdzie do sytuacji że cenił będę i trenerów i zarządców.


Mława atakuje


Głupio pytam i rzucam się i czepiam Murawskiego. Czego wymagać od polskich piłkarzy? Piłkarze Górnika, Radomska, Polonii i Widzewa pokazali, że prymityw, nieokrzesanie i chamstwo może być największą atrakcją naszej ligi. Stado kopaczy (twarze intelektualistów skupione, wyrażające skupienie i zaangażowanie w grę) porusza się niegramotnie po klepisku zwanym szumnie murawą. Zirytowana strasznie, bo piłka ucieka, przeszkadza, wymyka się, odlatuje, nie słucha. Ledwie potrafią w nią trafić, wiec rekompensują to sobie trafianiem w nogi rywali. Rywale ból nóg rekompensują sobie kopaniem następnych rywali... i rzucaniem „kurwami” przy byle nieudanym zagraniu - a moc ci tychże w każdym meczu, więc „chuje fruwają jak skowronki”. Irytacja rośnie i rośnie. W końcu jak coś się uda... bach – gwizdek, spalony, zagranie ręką. Jak ten wredny sędzia śmiał zepsuć jakimś głupim gwizdkiem takiego pięknego gola? 32 minuty nic się nie udawało, a kiedy wpada to nie ma? Faul był? Spalony?
„No co jest kurwa” – werbalizuje komunikat do arbitra zawodnik, który padł w polu karnym, zawadzony lewą własną nogą o prawą własną nogę i otrzymuje nagrodę kartkę. Z grzywy wała, z kopa albo pogonić! Panie Bojarski, a kto tego karnego rzekomo miałby strzelić? Warto się było tak narażać? Zawodnicy innych klubów pokazali, że dokładność podań czy strzałów wciąż nie jest ich najsilniejszą stroną, przyjęcie piłki to umiejętność z zakresu bliżej niesprecyzowanej science-fiction, za to deptanie po nogach, wyjeżdżanie z grzywki, ukradkowy kopniak w łydkę, nakłada na staw skokowy, wślizg w nogi z tyłu, cięcie po achillesach są elementami, których nie musimy się wstydzić, a mają one szanse stać się markowym symbolem naszego futbolu. A sędziów na mundialu też trzeba oświecić, żeby w pojedynkach Polaków pokazywali żółte kartki za zagrania, które zazwyczaj zasługują na czerwone, zaś czerwone tylko wtedy, gdy wykroczenie wymaga interwencji prokuratury i uruchomienia aparatu ścigania przestępczości zorganizowanej.


Cytat tygodnia:

„Tam chodziło o nakładkę wyprostowaną ręką” – Wit Żelazko


PS. Felieton dedykuję „legii” – kibicowi polskiemu ze Sztokholmu, który wspierał mnie w sobotę na czacie Wisły. Pozdrowienia.






Damian z Wrocławia - kibol Legii:

Felieton jest naprawdę bardzo dobry. Sam lepiej bym tego nie ujął. Bardzo wyważony, trafny - pisany przez prawdziwego kibca "L" - tzn obiektywnego, niezaślepionego jak znakomita większość. (notabene sam za takiego się uważam). Widać - że gość zna się na futbolu Co do meczu legia-wisła to uważam, że był przeciętny (owszem bardzo dużo walki) ale piłkarzom wyraźnie brakowało techniki. (W "L" doskonale potrafią to Majewski - i oddany po frajersku Mazurkiewicz oraz wbrew pozorom Vukowic (dobrze gra także w obronie w przeciwieństwie do Piekaro) i Piekarski, (ciągle kontuzjowany i maniery gwiazdy), ale przy takich piłkarzach jak Magiera (koordynacja ruchów jakby we wcześniejszym wcieleniu był żużlowcem), Murawski (świetny w destrukcji, dobry odbiór- w ofensywie dno w ataku), to samo Sergiej, Kucharski (czasami mu wychodzi), Svitlica. Martwi mnie jedna rzecz dlaczego dlaczego duet trenereski Kubicki-Okuka nie stosuje rotacji . Podobno każdy zawodnik zakupiony do Legii - reprezentuje
klasę reprezentacyjną. Zatem dlaczego inni nie otrzymują szans. W ten sposób rozwiązano by problem z przemęczeniem zawodników (kontuzje), ich żalami (odejdę z Legii bo nie gram- Piekarski, Czereszewski, Jóźwiak itd) a poza tym sklei ten zespół bo każdy będzie czuł się ważny i będzie otrzymywał kasę - no play no money (za przykład stawiam Bayern, Real)

Co do meczu z Odrą. To niestety obawiam się, że przegramy, właśnie przez brak rotacji.

P.s. Nigdy nie miałem wątpliwości, że Legia ma najwięcej kibiców w Polsce. Niestety klub nie robi nic żeby to uszanować.


marmar:

Wreszcie coś nie tylko pysznego, ale i optymistycznego przyrządziłeś, panie
Kapen. Życzę wszystkim, żeby tak już pozostało aż do szczęśliwego końca
wiosny, aczkolwiek przeczuwam - niestety - kilka zwrotów akcji. W sumie
dobrze, bo im więcej zwrotów tym więcej tekstów "kapenowskich", a to samo w
sobie jest cenne. Serdecznie pozdrawiam.


YANKES:

Czlowieku ile ty to czasu pisales?? szacunek!! bardzo bobrze ujete!


Andrzej:

Panie Genezyp, jesteś Pan złośliwy. Kiedyś pisałem do webmastera, że przydałaby się mozliwość komentowania artykułów a jak wreszcie taka możliwość jest, to wysmażasz Pan artykuł że nic dodać nic ująć. Nieładnie... :) Ale... Oby więcej takich :).





Skomentuj felieton wysylając maila na adres: legia@futbol.pl

Podaj ten news dalej: