- Rywal szlalenie groźny, choć często niedoceniany" taka jest potoczna opinia o reprezentacji Japonii. Okazuje się jednak, że zakontraktowanie meczu z azjatycką drużyną nie było wcale łatwą sprawą?
Zbigniew Boniek: To prawda. Nasi dzisiejsi przeciwnicy postawili wysokie wymagania finansowe. Wydawało się w pewnym momencie, że mecz może nie dojść do skutku, ale dzięki pomocy firmy UFA, udało się i z pewnością należy się cieszyć, że polscy kibice będą mieli okazję zobaczyć w akcji drużynę współgospodarzy najbliższych finałów mistrzostw świata. Reprezentacja Japonii to zespół, wokół którego jest ostatnio dużo "medialnego szumu", są nawet opinie, że Japończycy, mogą być "czarnym koniem" WORLD CUP 2002. Znając siłe, ambicję oraz przyglądając się niemałym już umiejętnościom tej drużyny, nie byłbym specjalnie zaskoczony, gdyby rzeczywiście tak było. Pamiętajmy ponadto, że w Japonii przeznacza się olbrzymie pieniądze na promocję futbolu, a efektem tego, między innymi, są także wysokie notowania drużyny narodowej tego kraju we wszelkiego rodzaju notowaniach i rankingach.
- Poziom i gra naszego dzisiejszego przeciwnika wciąż jednak jest dla Europejczyków pewną zagadką...
- Sam jestem ciekawy jak prezentuje się reprezentacja Japonii i myślę, że po meczu w Łodzi będę mógł powiedzieć coś więcej na ten temat. Owszem kilku japońskich zawodników gra w niezłych europejskich klubach, ale większość kadrowiczów występuje w tamtejszej J-League.
- Gwiazdą reprezentacji Japonii jest Hidetoshi Nakata, który już od czterech lat gra we włoskiej Serie A. Najpierw w Perugii, później w Romie, a obecnie w Parmie. Czy jest on rzeczywiści takim "objawieniem na piłkarskiej scenie", jak często mówi i pisze się o Nakacie?
- Z pewnością nie jest to słaby piłkarz, gdyż inaczej nie występowałby we włoskiej ekstraklasie. Fakt, że z powodzeniem występuje już tyle lat w Serie A mówi sam za siebie. Z pewnością Nakata jest cenionym we Włoszech piłkarzem, jednym z lepszych w lidze na swojej pozycji.
- Mówiło się jednak, że Nakata trafił do Perugii także ze względów na...japońskich turystów, którzy masowo zaczęli wykupywać bilety na mecze tego klubu, właśnie ze względu na grę swego rodaka...?
-...A jak wiadomo japońscy turyści do najbiedniejszych nie należą. Oczywiście, był to także znakomity transfer ze względów marketingowych, ale nie ma przecież w tym nic złego. Takie są realia współczesnego, w pełni zawodowego, futbolu. Ciekawostką jest fakt, że w Perugii sprzedano rekordową liczbę koszulek z napisem "Nakata", ale Japończycy to przecież urodzeni turyści.
- Wśród części polskich kibiców panuje jednak pewien niedosyt, że nasza reprezentacja gra przed finałami MŚ z Japonią, Rumunią czy Estonią, a nie z najlepszymi drużynami na świecie?
- Nie było możliwości, by zakontraktować tak silnych przeciwników, gdyż plany przygotowań do finałów MŚ musieliśmy mieć zapięte dużo, dużo wcześniej. Ponadto specjalnie na ostatni mecz przed wylotem do Korei, wybraliśmy słabszy zespół. Wiadomo przecież, że tuż przed wyjazdem na tak wielką imprezę należy oszczędzać zdrowie zawodników. Taki rywal jak Estonia, z pewnością gwarantuje nam, że nie będzie "polowania na kości". Ponadto wcale nie uważąm, że Japonia i Rumunia to są słabe drużyny. Wręcz przeciwnie. Chciałem także przypomnieć malkontentom, że przed finałami MŚ w Hiszpanii, w 1982 roku, w ogóle nie graliśmy żadnego meczu mięzypaństowego, gdyż ze względu na wprowadzenie stanu wojennego, Polska była bojkotowana przez większość krajów na świecie. I nic się wielkiego nie stało. Jak wszyscy doskonale pamiętamy zajeliśmy w Hiszpanii III miejsce, pokazując wszystkim niedowiarkom, że potrafimy grać w piłkę.
Rozmawiał Rafał Byrski